Prof. Edward Gorzelańczyk w rozmowie z Polityką Zdrowotną przekonuje, że skuteczna walka z nałogiem nikotynowym wymaga odejścia od moralizatorskiego tonu i polityki strachu. Zamiast zakazów potrzebne są regulacje oparte na dowodach naukowych, empatii i redukcji szkód. „Rzucanie palenia to proces, nie kara” – podkreśla ekspert, apelując o zmianę narracji w polityce zdrowia publicznego.
Palenie pozostaje jedną z najczęstszych przyczyn chorób i przedwczesnych zgonów, a dla milionów osób na całym świecie zerwanie z tym nałogiem okazuje się wyjątkowo trudnym wyzwaniem. Rzucanie palenia to nie kara, lecz proces, który wymaga empatii, wiedzy i realnego wsparcia.
20 listopada przypada dzień dedykowany inicjatywie rzucenia palenia. Z tej okazji przeprowadziliśmy rozmowę z prof. Edwardem Gorzelańczykiem, który opowiedział nam, dlaczego stygmatyzacja palaczy nie działa i co naprawdę wspiera skuteczną zmianę.
Politykazdrowotna.com: Panie Profesorze, wiele kampanii antynikotynowych opiera się na strachu i poczuciu winy, a mimo to nie przynoszą one oczekiwanych rezultatów. Czy w podejściu do rzucania palenia nie powinniśmy odejść od moralizowania na rzecz bardziej empatycznego, terapeutycznego języka?
Prof. Edward Gorzelańczyk: Zdecydowanie tak. Demonizowanie palaczy i moralizatorski ton prowadzą do stygmatyzacji, poczucia winy i izolacji. To paradoksalnie utrudnia zmianę. Co więcej, twierdzenie, że wszystkie produkty nikotynowe są równie szkodliwe, jest sprzeczne z dowodami naukowymi i podważa zaufanie do instytucji zdrowia publicznego. Zbyt agresywne kampanie wywołują też efekt odwrotny – bunt wobec narzucanych zakazów. Dlatego potrzebujemy języka empatii, rzetelnej informacji i wsparcia w redukcji szkód.
Reklama
PZ: Często mówi się, że palenie to nie tylko fizyczne uzależnienie, ale też rytuał i emocjonalny azyl. Czy skuteczne leczenie wymaga „zastąpienia” papierosa czymś, co daje podobne ukojenie?
E.G.: Palenie to rzeczywiście coś więcej niż nikotyna – to rytuał, sposób radzenia sobie z emocjami i element życia społecznego. Dlatego farmakoterapia ma swoje ograniczenia. Skuteczne leczenie wymaga znalezienia substytutu rytuału – np. e-papierosa, gumy nikotynowej czy rytuału podobnego do rytuału parzenia herbaty. Ale długofalowo ważniejsze jest przekształcenie tych rytuałów w zdrowsze formy regulacji emocji, jak sport, muzyka czy techniki relaksacyjne.
Reklama
PZ: W badaniach nad zmianą zachowań zdrowotnych kluczowa jest gotowość do zmiany. Jak rozpoznać moment, w którym palacz naprawdę jest gotów rzucić?
E.G.: Różnica tkwi w języku i działaniach. Zdanie sobie sprawy z konieczności zaprzestania przyjmowania nikotyny to świadomość problemu, ale jeszcze bez wypracowanej decyzji i planu jak to zrobić – jednak jest to już gotowość. Widać ją w konkretnych krokach: wyborze daty, rozmowie z lekarzem, zakupie terapii zastępczej. Gotowy palacz nie bagatelizuje trudności, ale mówi o strategiach radzenia sobie. To przejście od deklaracji do działania.
Reklama
PZ: Współczesna medycyna coraz częściej mówi o „redukcji szkód”. Czy w kontekście nikotyny to podejście ma sens, czy raczej jest usprawiedliwieniem nałogu?
E.G.: Redukcja szkód to pragmatyczne i racjonalne zdrowotnie oraz ekonomicznie narzędzie zdrowia publicznego. Nie jest tu istotne usprawiedliwianie, lecz minimalizowanie ryzyka. Tak jak pasy bezpieczeństwa nie eliminują wypadków, ale ratują życie. E-papierosy, podgrzewacze czy saszetki nikotynowe są mniej szkodliwe w porównaniu do papierosów nikotynowych i mogą być etapem przejściowym. Warunek jest taki, że musimy jasno komunikować, że to krok w stronę mniejszego ryzyka, a nie zachęta do używania.
Reklama
PZ: Rzucanie palenia często łączy się z lękiem przed przytyciem, rozdrażnieniem czy spadkiem nastroju. Jak pomóc pacjentom przetrwać te najtrudniejsze tygodnie?
E.G.: Kluczowe są przygotowanie i psychoedukacja – pacjent powinien wiedzieć, że to naturalne i przejściowe. Pomagają techniki relaksacyjne, aktywność fizyczna, zdrowe przekąski, a także nikotynowa terapia zastępcza czy leki wspomagające. Ważne jest też wsparcie psychologiczne – terapia poznawczo-behawioralna czy motywacyjne wywiady. Pacjent nie może czuć się sam.
Reklama
PZ: Wiele osób rzuca palenie nie dlatego, że boi się raka, ale dlatego, że chce odzyskać oddech, zapach, energię. Czy właśnie takie pozytywne motywacje są najskuteczniejsze?
E.G.: Tak, bo strach działa krótkoterminowo. Ludzie często wypierają ryzyko choroby. Natomiast pozytywne motywacje – lepszy oddech, smak, poprawa kondycji – są odczuwalne szybko i wzmacniają poczucie sprawczości. Tożsamość zmienia się z ucieczki przed chorobą na poczucie bycia osobą zdrową i aktywną. To daje trwałą siłę do zmiany.
Reklama
PZ: A co z e-papierosami i systemami podgrzewania tytoniu – czy to realny etap przejściowy, czy nowa forma uzależnienia?
E.G.: To narzędzie, które może być etapem przejściowym, zwłaszcza dla osób niegotowych na całkowitą abstynencję. Są mniej toksyczne i pomagają utrzymać rytuał. Ale nie są wolne od ryzyka – nadal dostarczają nikotynę, a długoterminowe skutki nie są w pełni znane. Dlatego powinny być traktowane jako składowa redukcji szkód, a nie jako zdrowa alternatywa.
PZ: Palenie bywa częścią tożsamości. Jak oderwać się od papierosa bez poczucia utraty kawałka siebie?
E.G.: Trzeba przedefiniować tożsamość. Zamiast poczucia bycia palaczem poczucie bycie osobą, która dba o oddech i energię. Rytuał można zachować, ale w nowej formie – przerwa na spacer, herbatę, oddech. Nowe źródła zmniejszania napięcia, jak muzyka czy medytacja, pozwalają zachować poczucie spójności. To nie utrata, lecz odzyskanie siebie.
PZ: Wiemy, że nawroty są częścią procesu zdrowienia. Jak uczyć ludzi, by nie traktowali ich jak porażki?
E.G.: Trzeba zdystansować się od mitu porażki. Nawrót to informacja zwrotna – okazja do nauki o sobie. Zamiast obwiniania się i poczucia zawodu lepiej potraktować nawrót jako poznawczo – wzbogacenie wiedzy dotyczącej tego w jakich okolicznościach do nawrotu doszło. Pomaga normalizacja, wsparcie grupowe, plan awaryjny i techniki samowspółczucia. To etap nauki, nie koniec drogi.
Reklama
PZ: W społeczeństwie, które promuje natychmiastowe efekty, proces rzucania palenia wydaje się zbyt długi. Jak przywrócić wiarę w powolne zmiany?
E.G.: Trzeba zmienić narrację. To nie sprint, to maraton. Każdy dzień bez papierosa to sukces. Warto świętować małe kroki – poprawę smaku, oddechu, kondycji. Kampanie powinny pokazywać piękno powolnej zmiany, a nie obiecywać cud w tydzień. To właśnie małe, realne sukcesy budują trwałą motywację i poczucie sprawczości. Skuteczna walka z nałogiem nikotynowym wymaga odejścia od strachu i moralizowania na rzecz empatii, redukcji szkód i pozytywnej motywacji. Rzucanie palenia papierosów to proces z wliczonymi nawrotami – jednak każdy krok naprzód jest zwycięstwem.
Reklama
PZ: Unia Europejska w swoim teraz negocjowanym mandacie na COP podchodzi dość radykalnie do nowych kategorii (m.i. Całkowity Zakaz saszetek czy aromatów w produktach nikotynowych). Czy zgadza się Pan z tym podejściem?
E.G.: Nie zgadzam się z polityką ostrych represji wobec produktów nikotynowych o niższym ryzyku, która wrzuca do jednego worka wszystkie formy nikotyny i zmierza do ich całkowitego zakazu. To przykład narracji opartej na strachu i moralizowaniu, a nie na dowodach naukowych i empatii wobec osób uzależnionych. Twierdzenie, że saszetki nikotynowe czy e papierosy są równie szkodliwe jak tradycyjne papierosy, jest sprzeczne z faktami i podważa zaufanie do instytucji zdrowia publicznego. Redukcja szkód nie jest usprawiedliwieniem nałogu, lecz pragmatycznym narzędziem zdrowia publicznego – podobnie jak pasy bezpieczeństwa nie eliminują wypadków, ale ratują życie.
Produkty mniej szkodliwe mogą stanowić etap przejściowy dla osób, które nie są jeszcze gotowe na całkowitą abstynencję. Oczywiście, nie są wolne od ryzyka, ale ich demonizowanie i zakazywanie paradoksalnie może utrwalać palenie papierosów – najbardziej toksycznej formy konsumpcji nikotyny. Dlatego zamiast zakazów potrzebujemy regulacji opartych na względnym ryzyku, rzetelnej informacji i wsparcia w procesie zmiany. To podejście empatyczne, które daje ludziom realne narzędzia do wyjścia z nałogu, zamiast spychać ich w poczucie winy i bunt wobec restrykcji.
Stanowisko Unii Europejskiej wobec alternatywnych produktów nikotynowych nie jest odosobnione – wpisuje się w szerszy klimat polityczny, w którym restrykcje i moralizatorska narracja dominują nad pragmatyzmem zdrowia publicznego. Widać tu echo polityki prowadzonej od lat, szczególnie w Polsce, gdzie podejście do uzależnień pozostaje skrajnie restrykcyjne i ortodoksyjne. Jest to w dużej mierze spuścizna czasów słusznie minionych, kiedy państwo traktowało problem używek głównie w kategoriach kontroli i dyscypliny społecznej, a nie empatii i redukcji szkód. Do dziś silne wpływy fundamentalistycznego lobby antynarkotykowego, pochłaniającego większość środków przeznaczanych na uzależnienia, całkowicie ignorują działania medyczne i utrwalają logikę absolutyzacji abstynencji jako jedynej akceptowalnej strategii, jednocześnie marginalizując rozwiązania oparte na dowodach naukowych i względnym ryzyku. W Polsce mamy do czynienia nie tylko z demedykalizacją, lecz także z denaukowieniem a właściwie odnaukowieniem podejścia do uzależnień, które coraz bardziej odchodzi od rzetelnych podstaw empirycznych na rzecz ideologii i moralizatorstwa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze