W szpitalu w Hajnówce przybywa imigrantów i pacjentów covidowych. Brakuje już kadry medycznej do robienia triażu na SOR, bo nie wszyscy potrzebują hospitalizacji.
Szpital powiatowy w Hajnowce działa obecnie na pierwszej linii frontu. Miejscowość jest zlokalizowana przy granicy polsko-białoruskiej. Jeszcze do niedawna miasto sławiła pisarka Katarzyna Bonda chwaląc się, że pochodzi z tej miejscowości. Z resztą akcja jednej z jej książek dzieje się właśnie tam.
Dziś w przestrzeni publicznej o mieście zrobiło się głośno, ale z innego powodu. Straż Graniczna, a także organizacja Medycy na Granicy, przywozi na SOR szpitala w Hajnówce imigrantów. A sam szpital funkcjonuje w strefie stanu wyjątkowego.
Umowa podpisana kilka lat temu
- Do 19 października w szpitalu w Hajnówce - licząc od sierpnia - były hospitalizowane 74 takie osoby. Służby przywoziły ich wcześniej raz na jakiś czas. Teraz od sierpnia napływ tych pacjentów jest zwiększony - informuje dr Tomasz Musiuk, dyrektor ds. medycznych Szpitala w Hajnówce.
Wskazuje, że cudzoziemcy pochodzą głównie z Syrii, Iraku, krajów afrykańskich.
- W większości są to ludzie wyziębieni. Ok. 10 proc. przyjeżdżających wymaga hospitalizacji i zostają u nas, bo cierpią na hipotermię spowodowaną przebywaniem w złych warunkach. Nie było jeszcze u nas zgonów, ale obawiam się co będzie za jakiś czas, gdy przyjdą mrozy - mówi dr Tomasz Musiuk.
Szpital za leczenie imigrantów dostaje pieniądze. Nie traci na tym finansowo. Wystawia rachunki Straży Granicznej, która przywozi im imigrantów. Ma od kilku lat podpisaną umowę ze SG na taką usługę.
Problem personelu medycznego polega jednak na tym, że nie może się porozumieć z cudzoziemcami.
- Wtedy ratuje nas nieco Fundacja Ocalenie, która przywozi do nas tłumaczy - dodaje Tomasz Musiuk.
Największa zapadalność na COVID-19
Kolejny kłopot szpitala w Hajnówce polega dziś także na tym, że znajduje się on w strefie zwiększonej zachorowalności na COVID-19. Na Podlasiu, jak i na Lubelszczyźnie, jest największa zapadalnośc w kraju na koronawirusa. Pacjentów covidowych w szpitalu przybywa, a szpital ma dla nich zarezerwowanych 68 łóżek.
Rośnie zatem napór na szpital zarówno imigrantów, jak i pacjentów covidowych.
– Ciężko nam zorganizować dodatkowe zespoły zajmujące się pacjentami, bo brakuje personelu medycznego. Cudzoziemców Straż Graniczna przywozi w grupach po kilka, kilkanaście osób, a trzeba ich gdzieś rozlokować, a na SOR musimy zarezerwować cztery łóżka dla pacjentów wymagających intensywnej terapii covidowej. W tej chwili połowę wszystkich łóżek covidowych mamy zajętych- tłumaczy dr Tomasz Musiuk.
Najbardziej obciążony pracą związaną z przyjęciami imigrantów jest zespół pracujący na SOR. To pierwsza linia, bo to tam najpierw trafiają imigranci, są poddawani triażowi i wstępnej diagnostyce.
Dyrekcja szpitala ubolewa, że w obliczu napływającej fali imigrantów brakuje punktów, w którym robiony byłby triaż, zanim pacjent trafi do szpitala. Chodzi o ośrodek, w którym cudzoziemiec zostałby ogrzany i nakarmiony. Wówczas zapadałby decyzja czy potrzebuje trafić do szpitala, czy nie.
Imigranci byli od dawna
Co dzieje się z pacjentami zaopiekowanymi przez szpital i wypisanymi? Na ten temat dyrekcja szpitala nie chce się wypowiadać.
Podlasie nie pierwszy raz styka się z imigrantami. Tyle, że teraz skala jest większa.
- Na kilka lat wstecz przed obecnym kryzysem migracyjnym u nas pojawiali się imigranci, którzy przekraczali granicę. Lekarze też mieli z nimi do czynienia. Wielu chciało się przedostać po prostu do Niemiec - wskazuje Joanna Cieciuch Zabielska, lekarka z Porozumienia Zielonogórskiego przyjmująca w Białymstoku.
Fala imigrantów napiera. Niewykluczone zatem, że za niedługo kolejny szpital na Podlasiu będzie musiał ich przyjmować.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!