Reklama

Przeszczepienie serca : pacjentka z Zabrza edukuje i zachęca

Polityka Zdrowotna
04/09/2023 07:22

Twoje „tak” może oznaczać, że ktoś będzie żył dalej. Będzie szczęśliwy, będzie cieszył się każdą chwilą – napisała w mediach społecznościowych Dorota Przygodzka, była pacjentka Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, której cztery lata temu lekarze z powodzeniem przeszczepili serce. Teraz otwarcie mówi o swojej chorobie, bardzo trudnych przeżyciach i o tym, dlaczego do głośnego mówienia „tak” dla transplantacji postanowiła wykorzystać konto na Instagramie o nazwie przeszczep_i_ona.

Kardiomiopatia z niescalenia, rzadka, uwarunkowana genetycznie choroba


Anna Ginał: Zaczęło się dość dość niewinnie.

Dorota Przygodzka: Miałam pięć lat, byłam chora więc mama zabrała mnie do przychodni. Lekarka mnie osłuchała i stwierdziła szmery w okolicy serca. Przez długi czas moja sytuacja była stabilna. Uczyłam się w klasie maturalnej, gdy przeprowadzono u mnie zabieg ablacji. Niestety, nie przyniosło to pożądanego efektu i zostałam skierowana do profesora Oskara Kowalskiego w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Tam usłyszałam diagnozę: kardiomiopatia z niescalenia, rzadka, uwarunkowana genetycznie. Wszczepiono mi kardiowerter-defibrylator czyli urządzenie rozpoznające groźne dla życia arytmie i pomagające przywrócić prawidłowy rytm serca.  Przez dziesięć lat wielokrotnie ratowało mi to życie. W maju 2019 roku poczułam się bardzo źle. Miałam bóle brzucha, byłam osłabiona, a spacer z psem dookoła bloku stawał się wielkim wysiłkiem. To była postępująca niewydolność, znak, że serce już nie daje rady.

Reklama

Przeszczepienie serca jedynym ratunkiem

To oznaczało przymusową przeprowadzkę na drugi koniec Polski czyli do Zabrza.

Pochodzę ze Świnoujścia, więc faktycznie do Śląskiego Centrum Chorób Serca miałam bardzo daleko, ale jednocześnie to miejsce już zawsze będzie mi bardzo bliskie. Gdy pojawiłam się tam na corocznej kontroli, lekarze zdecydowali, że już zostaję, serce jest niewydolne i szansą dla mnie jest przeszczep. Schudłam tak bardzo, że kości wbijały się w łóżko, byłam wyczerpana, słaba, wymiotowałam. Zjedzenie normalnego posiłku graniczyło z cudem. Pozostawało czekanie i „ćwiczenia z cierpliwości”. Pamiętam koszmarną noc przed przeszczepem. Byłam właściwie pewna, że umieram, że to naprawdę koniec.

Reklama

Serce od 47 letniej dawczyni

Jednak nie. Napisała Pani w mediach społecznościowych, że potem wszystko potoczyło się jak w filmie.

„Zapewne zauważyła pani, że ruch się wokoło pani zrobił” - do mojej sali wszedł lekarz z towarzyszącym mu drugim medykiem. Stanęłam między życiem a śmiercią i wiedziałam, że albo wyjdę z tego cało, albo... cóż. Nie bałam się, wręcz przebierałam nogami (oczywiście w wyobraźni, bo realnie nie było to możliwe) ze zniecierpliwienia, kiedy zabiorą mnie na salę i w końcu rozpocznie się ta kosmiczna operacja. Była chwila zawahania bo okazało się, że trzeba przeprowadzić dodatkowe badania. Zostałam na sali operacyjnej z pielęgniarką, która uprzedziła mnie, że zdarzały się już sytuacje, że pacjenta do przeszczepu „zawracano” z bloku operacyjnego. Starałam się nie dopuszczać tych myśli do siebie. Operacja trwała sześć godzin, zaczęłam zaskakująco szybko dochodzić do siebie. O dawczyni wiem tylko tyle, że miała 47 lat.

Reklama

Przeszczep serca - 5 lat na liście oczekujących 

To chyba taki czas, kiedy można już powiedzieć, że zaczyna się nowe życie.

Obiecałam sobie jeszcze w szpitalu, że „puszczę” moją historię w świat. Czuję ogromną wdzięczność, doceniam każdą chwilę. Może to brzmi banalnie, ale tak właśnie to wygląda z mojej perspektywy. Na liście do przeszczepu byłam przez pięć lat, wszystko nabrało tempa, gdy stałam się przypadkiem pilnym i wymagałam natychmiastowej pomocy. Niestety, wiele osób znajduje się teraz w podobnej sytuacji co ja kilka lat temu... Umieranie jest straszne i nieznośnie uwiera w myśli i ciało. Nie da się tego zapomnieć.

Reklama

Jak zostać dawcą narządów - potrzebna społeczna świadomość

Co możemy zrobić tu i teraz?

Rozmawiać, edukować, nagłaśniać. Mówienie o śmierci np. w gronie najbliższych czy przyjaciół kończy się zwykle tak samo: daj spokój, nie kracz, nie gadaj takich rzeczy. Dlaczego nie? Dlaczego nie mówimy wprost: „słuchajcie, bardzo chcę, aby w wypadku mojej śmierci moje organy posłużyły innemu człowiekowi”. To sprawi, że w krytycznej sytuacji rodzina, nasi bliscy nie będą mieli wątpliwości. To naprawdę ważne. Może ten ktoś, tak jak ja, chce przeżyć jeszcze wiele pięknych chwil i wykorzystać daną szansę dzieląc się ideą transplantacji. Ja wykorzystuję media społecznościowe do tego, aby opowiadać, wyjaśniać, przybliżać wielką wartość, jaką jest możliwość przeszczepienia organu. To jest też wartość mojego życia.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości