Reklama

Ustawa o jakości w ochronie zdrowia trafiła do kosza

17/04/2023 12:38

Sejm odrzucił ustawę o jakość w ochronie zdrowia, która miała dać poszkodowanym przez błąd medycznym pacjentom prawo do sprawnego uzyskiwania satysfakcjonujących rozwiązań i zostawił chorych na pastwę niewydolnych sądów.

Sztandarowy projekt Adama Niedzielskiego, ministerstwa zdrowia, tj. ustawę o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta upadł. Sejm odrzucił przepisy po tym jak Senat zgłosił veto.

Dla ministra zdrowia ta ustawa była  elementem jego honoru w rządzie. Od lat dążył on do tego aby zacząć mierzyć obiektywnymi kryteriami standard leczenia w szpitalach. Orędownikiem tych rozwiązań był też Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta. Temu ostatniemu chodziło jeszcze bardziej o wprowadzenie skutecznego, pozasądowego trybu przyznawania odszkodowań dla pacjentów. Wojewódzkie komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych nie spełniły tej roli.

Reklama

Porażka ministra zdrowia

Minister zdrowia już wcześniej poniósł inną porażkę, gdyż jego pomysł o modernizacji, restrukturyzacji nie przyjął się. Powstał projekt ustawy i trafił do kosza, gdyż prym zaczęli wieść interesy polityczne, w tym notabli zajmujących stanowiska w samorządach, którzy byliby jeszcze zmuszeni zamykać  zadłużone szpitale powiatowe.

Wcześniej, mocą zmian w przepisach podatkowych tzw. Nowym Ładzie, rząd podniósł składkę zdrowotną a minister zdrowia przyznawał na łamach polityki zdrowotnej, że nie miał wpływu na te zmiany.

Reklama

To pokazuje jak słaba jest pozycja ministra zdrowia w rządzie.  Ale przez to co się stało w ubiegłym tygodniu i odrzuceniu ustawy  o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta, najbardziej poszkodowani są pacjenci. Ci, którzy doznali błędów medycznych, utraty zdrowia, rodzinny utraty członka rodziny, nadal będą skazani na długoletnie procesy sądowe. A te mogą trwać i 10 lat w dwóch instancjach. Jak wyglądają procesy o błędy medyczne, najlepiej wiedzą prawnicy reprezentujący interesy poszkodowanych pacjentów lub ich rodzin.

Porażka pacjentów

Michał Grabiec, radca prawny prowadzi właśnie proces  zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej spowodowanej zakażeniem pacjenta bakterią clostridium difficile i gronkowcem złocistym. Sprawa dotyczy przypadku z 2015 roku.– W tym miesiącu, sąd w dzień wyznaczony na rozprawę przeznaczył dwie godziny na przesłuchanie lekarzy w tym procesie.  Sprawa przewleka się, jednak nie jest to wyłącznie wina niewydolnego wymiaru sprawiedliwości (chociaż to także). Szpital powołał kilkunastu świadków – lekarzy, którzy na przestrzeni miesięcznej hospitalizacji przewinęli się podczas leczenia pacjentki- wskazuje Michał Grabiec

Reklama

Na przesłuchanie każdego ze świadków sąd miał  5-10 minut oraz dodatkowy czas na przezwyciężenie trudności technicznych (rozprawa zdalna). Szkopuł w tym, że oni nie pamiętali. Albo lekarze zasłaniali się tym, że takich pacjentów przetacza się przez szpital 30 tygodniowo i ciężko przypomnieć sobie pacjentkę, która była na oddziale 8 lat temu.

Liczą się pieczątki

Cóż, pamięć ludzka jest ulotna. Dlatego dowody z zeznań świadków bywają niezbyt mocne- Kilka dni temu rozmawiałem z lekarzem, który został wezwany na przesłuchanie przed wojewódzką komisją ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. Powiedział mi, że przed posiedzeniem komisji zapytał prawnika szpitala, dlaczego został wskazany jako świadek w tej sprawie. Ten odpowiedział z rozbrajającą szczerością, że „Pana pieczątek było dużo w dokumentacji medycznej„- opowiada Michał Grabiec.

Reklama

Dlatego dowody z zeznań świadków bywają tak słabe. Inna sprawa jest taka, że od złożenia pozwu do podjęcia sprawy w pierwszej instancji mija już tyle czasu, że pełnomocnik pacjenta proszony o wskazanie adresu zamieszkania świadków podaje… miejsce na cmentarzu.

Zaś sędziom nie znającym się w takich wypadkach na medycynie nie pozostaje nic innego jak przed wydaniem wyroku posiłkować się opiniami biegłych. System opiniowania ma też wiele słabości. Czeka się na nie długo, gdyż brakuje lekarzy chętnych do opiniowania a i bywają niemerytoryczne.- Opinie bywają lepsze i gorsze. Poza warstwą merytoryczną, czasem z tonu biegłego przebija zaangażowanie emocjonalne, czasem zniecierpliwienie. Nierzadko biegły daje wyraz swoim np. prolekarskim lub – rzadziej – propacjentowskim przekonaniom. To akurat nie najlepiej, bo wszystkie te elementy są podstawą do kwestionowania opinii, choćby była najlepsza na świecie pod względem fachowej oceny przebiegu leczenia- zaznacza Jolanta Budzowska, radca prawny i specjalistka ds. prawa medycznego.  Wskazuje, że pamięta ósmą opinię wydaną w sprawie pacjentki, której pozostawiono serwetę chirurgiczną w brzuchu podczas operacji usunięcia mięśniaka macicy w dniu.

Reklama

-Szpital przez lata nieustępliwie bronił stanowiska, że to nie oni i że w ogóle to wina pacjentki bo nie stawiła się na wizyty kontrolne po operacji. Biegli wskazali, że owszem pacjentka nie zaniechała działań zmierzających do wyjaśnienia przyczyn bólów brzucha, do których doszło u niej po operacji. Równolegle do tego-jak podkreślili biegli w sprawie-operator nie mógł dostrzec serwety chirurgicznej, gdyż nie znajdowała się ona w brzuchu pacjentki- wspomina Jolanta Budzowska

Dlatego słusznie w swoim oświadczeniu zaznaczył  Bartłomiej Chmielowiec, że odrzucenie przepisów to bardzo zła wiadomość przede wszystkim dla pacjentów. Obecnie rozliczamy świadczenia bez analizy ich jakości. Pacjenci mogliby porównywać dane o jakości prezentowanej przez poszczególne placówki i udawać się do tych, które dają największą gwarancję, że zabieg zostanie przeprowadzony prawidłowo, a jakość opieki będzie na najwyższym poziomie – wskazywał RPP. Jak zauważył dalej, jakość to również bezpieczeństwo pacjenta. - Moglibyśmy je znacznie wzmocnić monitorując i rejestrując zdarzenia niepożądane czy błędy medyczne w sposób usystematyzowany i według określonych standardów, unikając aż do 50 proc. zdarzeń niepożądanych i błędów medycznych - wyjaśnia Chmielowiec

Reklama

Ustawa nie uzyskała aprobaty senatorów m.in ze względu na niekonstytucyjność przepisów o odszkodowaniach za błędy medyczne. Skrócona ścieżka pozasądowa miała dotyczyć tylko zdarzeń. Przeciwna ustawie była od samego początku Naczelna Izba Lekarska, której zdaniem ustawa nie miałaby pozytywnego wpływu na jakość leczenia ani bezpieczeństwo pacjenta. - Nie bójmy się tego powiedzieć, jest to ustawa o donosicielstwie, o wskazywaniu palcem winnych, o blokowaniu systemu ochrony zdrowia przez pociąganie lekarzy do odpowiedzialności, kiedy tak naprawdę zawinił system – podkreślał na etapie prac w Senacie prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski. Jego zdaniem owszem potrzebny jest  zdarzeń niepożądanych, a nie rejestru winnych.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości