Reklama

Na razie kolejki do specjalistów nie zmalały

Polityka Zdrowotna
09/07/2021 11:46

Naporu pacjentów na poradnie specjalistyczne, w których rząd zniósł limity, na razie nie ma. W niektórych szpitalach brakuje specjalistów do dłuższej pracy, a w innych dyrektorzy obawiają się zmian bo NFZ nie płaci za nadwykonania

Od 1 lipca obowiązują przepisy, które zniosły limity do specjalistów oraz wprowadziły profilaktykę 40+. Chodzi o rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie programu pilotażowego „Profilaktyka 40+” oraz o nowelę rozporządzenia w sprawie wykazu świadczeń wymagających ustalenia odrębnego sposobu finansowania. 

Z tego ostatniego rozporządzenia wynika, że minister zdrowia wyłączył z ryczałtowego finansowania Ambulatoryjną Opiekę Specjalistyczną, która de facto  stała się nielimitowana dla obywatela. Premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski obiecywali, że drzwi do gabinetów specjalistów dla rzeszy Polaków wreszcie zostaną otworzone. 

Reklama

Na razie bez wielkich zmian

Tyle  przepisy, teoria i obietnice rządowe. Jak jest w praktyce sprawdziła Polityka Zdrowotna. Okazuje się, że w powiatach nie jest łatwo - Nic się nie zmieniło od początku lipca, gdyż aby udzielać większej liczby porad, trzeba mieć większa liczbę kardiologów, neurologów, internistów. A u nas ich brakuje. Poszukuję od dawna hematologa i mam problem. Młodzi lekarze w Polsce nie chcą robić tej jakże trudnej specjalizacji, a zza wschodniej granicy są trudności formalno-prawne, aby specjalista podjął u nas kształcenie - wskazuje Mariusz Paszko, prezes Niepublicznego Szpitala Zamojskiego. Przyznaje, że specjaliści nawet jeśli się pojawiają, to nie chcą pracować w szpitalu dłużej, gdyż więcej mogą zarobić w prywatnym gabinecie. NFZ wycenia poradę specjalisty na kwotę 40-70 zł. Na rynku prywatnym porada kosztuje 200 zł. 

Reklama

Wycena porady jest od lat na podobnym poziomie bo i NFZ nie zwiększa od lat nakładów na Ambulatoryjną Opiekę Specjalistyczną. W 2017 r. Fundusz wydał n na ten cel 5,6 mln zł, a w 2019 r. 5,1 mln zł.

Poza tym lekarze m.in. Naczelnej Izby Lekarskiej już alarmują, że nie będą więcej pracować, dyżurować dodatkowo w przychodniach, bo rozwiązania podatkowe jakie chce nałożyć na wolne zawody rząd, mocą Polskiego Ładu, zniechęcają do pracy.

Bez limitów już było

Niemniej jednak, są szpitale, których poradnie już od jakiegoś czasu przyjmowały pacjentów bezlimitowo -U nas tak przyjmowaliśmy chorych do poradni kardiologicznej czy ortopedycznej. Kolejki owszem są. Gros z nich jednak zmniejszyłoby się gdyby ludzie faktycznie trafiali do specjalisty po konkretną pomoc. Tymczasem zgłaszają się czasem z takimi problemami, które może rozwiązać lekarz rodzinny. Nie wspominając już o kontynuacji leczenia - wskazuje Jerzy Wielgolewski, dyrektor Szpitala Powiatowego w Makowie Mazowieckim

Reklama

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w dużych ośrodkach klinicznych. Tam specjalistów nie brakuje, ale menadżerowie mają obawę o coś innego

My już od jakiegoś czasu przyjmujemy bezlimitowo. Ale obawiam się uruchomienia limitów po raz kolejny, gdyż NFZ nie zapłacił nam dotychczas 400 tys. zł za nadwykonania w poradniach. U nas kolejki są największe do endokrynologów. Problem polega tylko na tym, że limity są zniesione do końca tego roku. Jeśli teraz przyjmiemy wielu pacjentów, to w razie zmiany ustaleń, jak będziemy kontynuować ich leczenie - wskazuje Wanda Korzycka-Wilińska, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala w Bydgoszczy nr. 2

Reklama

Zarządzający przyznają też na razie, że w poradniach nie ma natłoku pacjentów, telefony się nie urywają od początku lipca. Być może to efekt wakacji. Ale także pandemii i izolacji. W szpitalach podobno pacjentów jest mniej. Zwłaszcza starszych. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości