Mobbing - taki zarzut stawiają pielęgniarki z oddziału wewnętrznego w szpitalu w Świdniku. W relacjach pojawiają się groźby, brak leków i poważne problemy organizacyjne. Sprawa trafiła do prokuratury, a jedna z pracownic mówi o naruszeniu praw sygnalisty w ochronie zdrowia.
Szpital w Świdniku to nowoczesna placówka z 188 łóżkami i pięcioma oddziałami. Mimo inwestycji i nowego sprzętu, pojawiły się poważne zarzuty dotyczące funkcjonowania oddziału wewnętrznego.
Pielęgniarki, które tam pracują, opisują atmosferę strachu, konfliktów i mówią o braku podstawowych środków do pracy. O sprawie pisze Gazeta Wyborcza.
Na czele placówki stoi dyrektor Sylwia Domagała, która objęła stanowisko w ubiegłym roku i przygotowała plan naprawczy skupiony głównie na oszczędnościach. Oddziałową na internie została Agnieszka Mielniczuk, która – według relacji personelu – miała wprowadzić kontrowersyjne metody zarządzania.
Jedną z głównych osób ujawniających sprawę jest pielęgniarka Milena Kozłowska, pracująca wcześniej na oddziale od kilku lat.
Z relacji pracownic wynika, że sytuacja pogarszała się stopniowo. Początkowo chodziło o drobne polecenia, później o publiczne upokarzanie.
Z czasem pojawiły się groźby i agresja słowna: „Urwę ci łeb”, „Powyrywam włosy”, „Powieszę cię za tego kucyka”
Jedna z pielęgniarek cytuje także słowa:
„Katarki to wam z nosa ssakiem powyciągam”
Według relacji, dochodziło również do incydentów fizycznych, w tym uderzenia plastikowym koszykiem na leki.
Jednym z najpoważniejszych zarzutów są braki w lekach i materiałach medycznych. Pielęgniarki twierdzą, że oddziałowa kazała radzić sobie samodzielnie.
Jak relacjonuje Milena Kozłowska:
„Radźcie sobie” - usłyszała.
W praktyce oznaczało to pożyczanie leków z innych oddziałów. Dotyczyło to także leków dla pacjentów z padaczką oraz podstawowych antybiotyków.
Według pracownic na oddziale panował chaos i presja. Jednocześnie wymagano obecności w pracy mimo choroby i krytykowano za zwolnienia lekarskie.
Pielęgniarki wskazują też na nierówne traktowanie zespołu. Wybrane osoby miały lepszy dostęp do grafików i większą liczbę dyżurów weekendowych.
Sytuacja doprowadziła do oficjalnej reakcji personelu. 16 pielęgniarek podpisało pismo skierowane do dyrekcji.
W dokumencie napisano:
Pani oddziałowa wprowadza atmosferę strachu. Poniża personel już od pierwszych dni swojej pracy, podkreślając, że "nie będzie dobrą oddziałową dla nas".
W efekcie oddziałowa została zdegradowana i przeniesiona do izby przyjęć od 1 lutego.
Po kilku tygodniach od zmian Milena Kozłowska została przeniesiona na inny oddział. Nie podano jej oficjalnych powodów tej decyzji.
Jej pełnomocnik, Rafał Choroszyński, ocenia sytuację jednoznacznie:
W tej sprawie mamy do czynienia przede wszystkim z podręcznikowym, bezprawnym naruszeniem ochrony sygnalistów.
Sprawa została zgłoszona do prokuratury oraz Państwowej Inspekcji Pracy.
Na oddziale pojawiła się nowa osoba pełniąca obowiązki oddziałowej. Według pracowników, atmosfera zaczyna się poprawiać. Dyrekcja szpitala nie udzieliła dotąd odpowiedzi na pytania dotyczące szczegółów sprawy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.