Czy lekarz powinien przyznać się do błędu? Jak pacjent może udowodnić swoje racje? I czy nagrywanie rozmowy z lekarzem jest zgodne z prawem? Na te pytania odpowiadają mec. Jolanta Budzowska, reprezentująca pacjentów, oraz mec. Radosław Tymiński, specjalizujący się w obronie lekarzy. Wywiad przeprowadziliśmy podczas XIII Kongresu Prawa Medycznego.
Błędy medyczne są tematem, który budzi emocje zarówno wśród pacjentów, jak i lekarzy. Z jednej strony mamy osoby poszkodowane, które szukają sprawiedliwości i zadośćuczynienia, z drugiej – lekarzy starających się udowodnić, że ich działania były zgodne ze sztuką medyczną. W takiej sytuacji naprzeciw siebie stają prawnicy, którzy reprezentują interesy obu stron. Mec. Jolanta Budzowska i mec. Radosław Tymiński, eksperci prawa medycznego, mierzą się z tymi wyzwaniami – jedna po stronie pacjentów, drugi po stronie lekarzy.
mec. Jolanta Budzowska: Najczęściej jest to ocena „post factum” – pacjent lub jego rodzina zauważają, że leczenie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów albo stan zdrowia się pogorszył. Wtedy zaczynają się zastanawiać: czy można było zrobić coś lepiej, szybciej, inaczej? Często pierwsze kroki kierują do prokuratury, szczególnie, gdy dochodzi do nagłej śmierci pacjenta. Trzeba wtedy szybko zabezpieczyć dowody – dokumentację medyczną, monitoring, przeprowadzić tak zwaną prokuratorską, czyli sądowo-lekarską sekcję zwłok, która daje większe gwarancje dokładności i wyjaśnienia mechanizmu zgonu, niż ta wykonana w szpitalu, w którym pacjent zmarł. Inną sytuacją są zdarzenia, które wychodzą na jaw po latach, np. pozostawienie ciała obcego podczas operacji. Taki pacjent może się dowiedzieć o błędzie nawet dekadę później i dopiero wtedy zaczyna wątpić, czy to było zdarzenie niepożądane czy jednak błąd.
mec. Radosław Tymiński: Najczęściej wtedy, gdy ktoś od nich czegoś żąda – rzecznik odpowiedzialności zawodowej, rodzina pacjenta lub rzecznik praw pacjenta. Może to być przedsądowe wezwanie do zapłaty albo żądanie wyjaśnień. Kiedyś samo żądanie dostępu do dokumentacji medycznej budziło obawy. Dziś to już norma, bo pacjenci są bardziej mobilni i świadomi swoich praw. Ale wciąż wielu lekarzy, gdy pacjent prosi o kopię dokumentacji, myśli: „to może być początek problemów”.
JB: Oceniając sprawy pacjentów, bardzo często stwierdzam, że nie ma błędu albo stwierdzam, że jest błąd, ale nie jesteśmy w stanie go udowodnić.
JB: Ja bym zaczęła od tego, że pacjenci powinni starannie wybrać szpitale, lekarza, upewnić się jakie lekarz ma doświadczenie, kwalifikacje, czy wykonuje operacje danego typu. Zatem po pierwsze świadomy udział u pacjenta. Po drugie świadomy udział pacjenta w decyzji co do metody, czyli nie tylko podpisanie siedmiostronicowego formularza zgody z informacjami o ryzyku, tylko rzeczywista rozmowa o realnym ryzyku zindywidualizowanym w sytuacji tego pacjenta. No a potem być czujnym.
RT: Tutaj chciałbym podkreślić ze swojej strony, że w praktyce sądowej jest tak, że jeżeli lekarz mówi, „odebrałem skuteczną zgodę od pacjenta”, to pani mecenas pierwsze co robi, to co? To mówi, to udowodnij, że ten pacjent był poinformowany, pokaż formularz zgody, adnotację w dokumentacji. Czyli to lekarz musi udowodnić, że skutecznie odebrał zgodę.
RT: Z prawnego punktu widzenia pacjent może nagrywać rozmowy, w których uczestniczy, nawet bez zgody lekarza. Nagranie takie można użyć jako dowód w sądzie, choć nie można go upubliczniać. Z drugiej strony nagrywanie może świadczyć o braku zaufania do lekarza i zaburzyć relację lekarz-pacjent. Zalecałbym ostrożność – lepszym rozwiązaniem jest świadomy wybór lekarza i komunikacja oparta na zaufaniu.
JB: Pacjenci rzadko nagrywają profilaktycznie. Zwykle sięgają po nagranie, gdy czują, że sytuacja zaczyna iść w złym kierunku – gdy lekarz udziela niejasnych wyjaśnień lub ignoruje zgłaszane objawy. W takich przypadkach nagrywanie może być dla pacjenta jedyną formą zabezpieczenia swoich praw.
JB: To zależy od sytuacji. Fundusz kompensacyjny jest szybszy i czasem pozwala uzyskać odszkodowanie tam, gdzie proces sądowy byłby trudny do wygrania. Jednak gdy pacjent potrzebuje renty lub wysokiego odszkodowania za długoterminowe skutki błędu medycznego, fundusz może nie być wystarczający.
RT: Fundusz ma tę przewagę, że działa szybko. Niestety, polskie sądy borykają się z patologią długich terminów – czekam obecnie dwa lata na rozpatrzenie apelacji. Jednak wadą funduszu jest ograniczona wysokość odszkodowań i brak mechanizmów dyscyplinujących szpitale, które nie wdrażają działań naprawczych. Niektóre placówki wręcz zachęcają pacjentów do składania wniosków do funduszu, bo to fundusz płaci, a nie szpital. To systemowa bolączka – w efekcie za błędy medyczne płacimy wszyscy z naszych składek zdrowotnych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze