Gdy w Polsce na wizytę do specjalisty czeka się miesiącami, a braki kadrowe w szpitalach sięgają dna, rząd proponuje... dalsze osłabienie finansowania ochrony zdrowia. Aż 30 organizacji – reprezentujących pacjentów, lekarzy, pielęgniarki, samorządy zawodowe i pracodawców – w mocnym apelu wzywa Senatorów RP do odrzucenia ustawy obniżającej składkę zdrowotną dla przedsiębiorców. Ich przekaz jest jasny: to nie reforma, to sabotaż publicznego systemu, który i tak już ledwo dyszy.
Według szacunków, ustawa uszczupli budżet Narodowego Funduszu Zdrowia o ok. 4,6 miliarda złotych rocznie. To równowartość rocznych wydatków na ochronę zdrowia w całych województwach: lubuskim, świętokrzyskim czy podlaskim. W teorii dziurę ma zasypać budżet państwa. Problem w tym, że... nikt tego nie zagwarantował prawnie. W praktyce więc pieniądze po prostu znikną z systemu. A z nimi szansa na szybszą diagnostykę, leczenie nowoczesnymi terapiami czy dostęp do lekarzy specjalistów.
– Publiczny system ochrony zdrowia wymaga gruntownej reformy, a nie decyzji, które pogarszają sytuację z dramatycznej na krytyczną – mówi Joanna Frątczak-Kazana z Onkofundacji Alivia, która zainicjowała apel. – Jeśli dziś pozwolimy na cięcia, jutro zapłacimy wszyscy: pieniędzmi, zdrowiem, a często – życiem.
Reklama
Ustawa, jak podkreślają eksperci, łamie konstytucyjną zasadę sprawiedliwości społecznej. Osoby z wyższymi dochodami będą partycypować w finansowaniu ochrony zdrowia relatywnie mniej niż ci, którzy zarabiają najmniej.
– To czysta niesprawiedliwość. Pracownik na etacie będzie płacił dwa razy więcej niż jego szef-przedsiębiorca. Czyli ten, kto zarabia więcej – zapłaci mniej – komentuje dr Maria Libura z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Dodatkowo, brak konsultacji społecznych i pominięcie głosu środowisk medycznych i pacjenckich sprawia, że ustawa powstała w oderwaniu od rzeczywistości. A ta rzeczywistość jest brutalna: rosnące kolejki, brak kadr, drożejące leczenie i coraz większe wykluczenie zdrowotne.
Medycyna się rozwija – to fakt. Ale rozwój kosztuje. Nowoczesne terapie, lepsze technologie, dostęp do skuteczniejszego leczenia – wszystko to wymaga zwiększania, a nie obcinania nakładów. Zamiast tego, proponuje się ustawę, która może sprawić, że dostępne będą tylko podstawowe procedury – dla wybranych. Reszta zostanie zmuszona do leczenia prywatnego albo... rezygnacji z leczenia w ogóle.
– Dziś może ktoś zaoszczędzi 100 zł na składce, ale jutro wyda 30 tysięcy na operację, bo nie doczeka się w publicznym systemie – ostrzega dr Libura.
Reklama
Nie tylko zdrowie ucierpi. Więcej chorych, którzy nie otrzymają pomocy, oznacza wzrost wydatków na renty, zwolnienia, rehabilitację i wsparcie społeczne. A więc – jeszcze większe obciążenie budżetu państwa.
Nie można zapominać o jednym: Polska starzeje się. Już teraz liczba osób 85+ wzrosła od 2010 roku o 45 proc. A to oznacza ogromne zapotrzebowanie na usługi zdrowotne: szpitalne, rehabilitacyjne, długoterminowe. Obniżka składki zdrowotnej to krok w przeciwnym kierunku – zabieramy systemowi pieniądze w momencie, gdy jego potrzeby rosną wykładniczo.
– Musimy zrozumieć, że nie ma dziś ważniejszej inwestycji niż zdrowie – mówi Krystyna Ptok ze Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. – To nie jest wydatek. To jest obowiązek państwa wobec obywateli.
30 organizacji apeluje do Senatorów RP: powstrzymajcie ustawę, która osłabi jeden z filarów państwa. Potrzebujemy poważnej debaty o finansowaniu zdrowia – o jego źródłach i wysokości. Odpowiedzialna polityka zdrowotna nie może opierać się na cięciach i obietnicach bez pokrycia.
Decyzje podjęte dziś przesądzą o tym, jaką opiekę zdrowotną będziemy mieć za rok, pięć lat, dekadę. I czy w ogóle będziemy mieć ją jeszcze wtedy, gdy naprawdę będzie nam potrzebna.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.