Reklama

Krztusiec wraca. Prof. Ewa Augustynowicz: "Zgony niemowląt znów są realnym zagrożeniem"

Jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się, że krztusiec – dawniej nazywany „kokluszem” – to przeszłość. Dzięki szczepieniom zachorowania spadały, a dramatyczne statystyki z lat 50. odeszły w niepamięć. Dziś jednak krztusiec znów staje się realnym zagrożeniem – również w Polsce. Co poszło nie tak? Czy to efekt zaniedbań, zmęczenia pandemią, a może – jak mówi prof. Ewa Augustynowicz podczas konferencji nt. szczepień w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego – to po prostu kwestia... wygasającej odporności?

Historia szczepień przeciw krztuścowi. Od sukcesu do kryzysu

W 1914 roku pojawiła się pierwsza szczepionka przeciwko krztuścowi – pełnokomórkowa i inaktywowana, oparta na pałeczkach bakterii Bordetella pertussis. Prawdziwy przełom przyszedł w 1948 roku, gdy na rynek wprowadzono preparat skojarzony DTP (przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi), a szczepienia stały się obowiązkowe. W Polsce już w 1960 roku szczepienia przyniosły spektakularny efekt: liczba zachorowań spadła, choć zaledwie dekadę wcześniej krztusiec był przyczyną ponad 1500 zgonów dzieci rocznie.

Ale to nie koniec historii. W 1996 roku wprowadzono nowoczesną wersję szczepionki – bezkomórkową, uznawaną za łagodniejszą i mniej reakcyjną. W teorii: idealne rozwiązanie. W praktyce? Pojawił się problem, o którym dziś głośno mówią eksperci.

Reklama

Waning immunity – zanikająca odporność

Zgodnie z danymi z 2023 i 2024 roku, w Polsce odnotowano aż 35-krotny wzrost zachorowań na krztusiec w porównaniu z rokiem poprzednim. Co się stało?

Prof. Augustynowicz wyjaśnia: kluczowy problem to zjawisko waning immunity, czyli wygasającej odporności. Zarówno naturalne przechorowanie, jak i szczepienia – zwłaszcza te nowocześniejsze, bezkomórkowe – dają ochronę na ograniczony czas. W przypadku szczepionek bezkomórkowych to zaledwie 3–5 lat. A przecież wielu dorosłych nie otrzymuje dawek przypominających po ukończeniu podstawowego schematu w dzieciństwie.

Reklama

Efekt? Mamy całe pokolenia dorosłych, które nie tylko są podatne na zachorowanie, ale też mogą być bezobjawowymi nosicielami krztuśca, zagrażającymi najbardziej wrażliwym – niemowlętom.

Niedoszacowane liczby, realne zagrożenie

Jak podkreśla prof. Augustynowicz, rzeczywista skala epidemii może być znacznie większa, niż pokazują oficjalne dane. Według badań, nawet 160 przypadków może pozostawać niezdiagnozowanych na każdy jeden wykryty. Dzieje się tak, ponieważ krztusiec u dorosłych często przebiega łagodnie – jako przewlekły, męczący kaszel.

Reklama

Ale u niemowląt to zupełnie inna historia. Dla nich ta choroba może oznaczać bezdech, poważne powikłania neurologiczne, a nawet śmierć. Wciąż właśnie ta grupa – dzieci poniżej trzeciego miesiąca życia – jest najbardziej narażona.

Programy szczepień – sukces czy ślepy zaułek?

Paradoksalnie, sukces programów szczepień zmienił oblicze samego krztuśca. Kiedyś była to typowa „choroba dziecięca”. Dziś zachorowania przesunęły się w stronę młodzieży i dorosłych. A to właśnie dorośli stają się nieświadomym źródłem zakażeń dla niemowląt.

Co gorsza, mimo dostępności bezpiecznych szczepionek, tylko 85,5% dzieci w Polsce ma dziś aktualne szczepienie przeciw krztuścowi. To zbyt mało, by mówić o odporności zbiorowiskowej. Dodatkowo, brak powszechnego dostępu do e-karty szczepień utrudnia analizę realnego pokrycia populacyjnego.

Reklama

Kokonowa strategia ochrony – czyli co dalej?

Jakie są możliwe rozwiązania? Eksperci od lat apelują o tzw. strategię kokonową – objęcie szczepieniami przypominającymi wszystkich, którzy mają kontakt z niemowlęciem: rodziców, dziadków, opiekunów, personel medyczny. W teorii – ideał. W praktyce – ogromne wyzwanie organizacyjne i finansowe.

Dlatego obecnie kluczowe są trzy działania:

  1. Rzetelna edukacja rodziców i lekarzy – o konieczności dawek przypominających.

  2. Ułatwiony dostęp do szczepionek bezkomórkowych, które mimo że płatne, są chętnie wybierane.

    Reklama
  3. Zmiana przepisów – przekształcenie szczepienia przypominającego dla dorosłych (obecnie tylko zalecanego) w szczepienie obowiązkowe.

Wnioski? To już nie tylko temat dla lekarzy

Krztusiec wraca, a my – jako społeczeństwo – nie możemy sobie pozwolić na powrót do realiów lat 50., kiedy kaszel dzieci kończył się na szpitalnych oddziałach. Jak mówi prof. Augustynowicz: „Rodzic musi się liczyć z ryzykiem zgonu dziecka” – i to zdanie, choć trudne, powinno wybrzmieć głośno.

Szczepienia działają. Ale tylko wtedy, gdy traktujemy je poważnie.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/04/2025 15:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości