Do rozmowy o pomocy, empatii i o tym, jak jeden kubek gorącej herbaty może zmienić ludzkie życie, zaprosiłam Katarzynę Nicewicz – założycielkę i prezeskę fundacji „Daj Herbatę”. Zgodziła się opowiedzieć w rozmowie dla Polityki Zdrowotnej o tym, jak od ponad dekady wspiera osoby w kryzysie bezdomności, szczególnie wtedy, gdy zima staje się dla nich czasem walki o przetrwanie.
Fundacja „Daj Herbatę” od 2012 roku niesie realną pomoc osobom w kryzysie bezdomności – zaczynając od prostego gestu: kubka gorącej herbaty podawanego na warszawskim Dworcu Centralnym. Dziś to rozbudowana organizacja, która nie tylko rozdaje posiłki, ale prowadzi Punkt Integracji, oferując wsparcie psychologiczne, pomoc w reintegracji zawodowej i miejsce, w którym każdy może poczuć się bezpiecznie.
Do rozmowy o tym, jak wygląda praca w terenie, czym jest prawdziwa empatia i dlaczego nie każda pomoc wymaga wielkich słów, zaprosiłam Katarzynę Nicewicz, prezeskę fundacji „Daj Herbatę”.
Polityka Zdrowotna: Zbliża się zima – czas, który dla większości z nas oznacza ciepły koc i herbatę, a dla osób w kryzysie bezdomności może być walką o przetrwanie. Jak Pani patrzy dziś na tamtą pierwszą zimę 2012 roku, od której wszystko się zaczęło – czy nadal wraca Pani do niej myślami, kiedy wychodzicie z termosami na Dworzec Centralny?
Katarzyna Nicewicz: Wracam do tej historii głównie wtedy, gdy ktoś mnie o nią pyta – jak to wszystko wyglądało na początku. W takich momentach uświadamiam sobie, że miałam wtedy zaledwie 21 lat, dopiero zaczynałam studia i tak naprawdę niewiele wiedziałam o kryzysie bezdomności. Dziś widzę, jak wiele się zmieniło – zarówno w moim spojrzeniu, jak i w postrzeganiu osób doświadczających bezdomności przez społeczeństwo. Ta zmiana jest naprawdę duża. Myślę też o tym, jak wiele udało nam się zrobić przez te wszystkie lata.
ReklamaPamiętam, że tamta zima była wyjątkowo ostra. Teraz zimy są nieco łagodniejsze, ale co roku zastanawiamy się, czy znów nie przyjdą takie mrozy jak wtedy – sięgające minus 15, a momentami nawet minus 20 stopni. Zawsze mamy nadzieję, że nie będzie aż tak zimno, bo w takich warunkach kwestia ochrony zdrowia staje się absolutnie kluczowa. Dlatego co roku staramy się dobrze przygotować na ten czas.
PZ: „Daj Herbatę” narodziło się z jednego prostego gestu – kubka gorącej herbaty. Czy z perspektywy czasu uważa Pani, że to właśnie prostota tego gestu ma w sobie największą siłę – że ludzie potrzebują najpierw ciepła, zanim poproszą o zmianę swojego życia?
K.N.: Przede wszystkim najważniejszy jest ten pierwszy kontakt – i to, żeby nie mieć żadnych oczekiwań. Ten prosty gest, jakim jest podanie komuś herbaty, to pierwszy krok w budowaniu zaufania. Pokazuje, że daję coś bezinteresownie, nie chcąc nic w zamian. To bardzo ważne, bo osoby w kryzysie bezdomności często spotykają się z odrzuceniem – ktoś je przegania, ktoś je zbywa, czasem nawet traktuje z wrogością. To sprawia, że czują się źle same ze sobą.
Dlatego kiedy nagle ktoś podchodzi i daje im ciepłą herbatę, może to być dla nich duże zaskoczenie. To taki pierwszy moment oswajania się z pomocą, z tym, że ktoś chce dobrze. Ten gest naprawdę przełamuje lody. Czasami jednak od przyjęcia tej herbaty do rozpoczęcia procesu wychodzenia z bezdomności mija bardzo dużo czasu – czasem lata, a czasem wszystko dzieje się szybciej. To zawsze zależy od konkretnej osoby, której pomagamy.
Reklama
PZ: W mediach często mówi się o bezdomnych w liczbach i statystykach, a Pani od lat widzi za tym konkretne twarze i historie. Co jest dla Pani najtrudniejsze w konfrontacji z ludzkim cierpieniem – obojętność innych, czy może świadomość, że nie da się pomóc wszystkim?
K.N.: Najtrudniejsze w tej pracy jest dla mnie zderzenie z systemem, który momentami bywa po prostu odczłowieczony. I to nie zawsze chodzi o brak przepisów czy regulacji – często problemem jest po prostu brak chęci ze strony urzędników czy pracowników ośrodków pomocy społecznej. W szpitalach również bywa trudno. Jeśli nikt nie zawalczy o czyjeś zdrowie, to bardzo często nasi beneficjenci nie są przyjmowani.
ReklamaMieliśmy na przykład pana, który obecnie mieszka w jednym z naszych mieszkań. Przeszedł poważną operację, ma wkręcone śruby i zaczął odczuwać silny ból kręgosłupa. Nie było wiadomo, jaka jest przyczyna. Gdyby nie pomoc zaprzyjaźnionej fundacji, która wysłała z nim ratownika i przewiozła go karetką, nie zostałby przyjęty do szpitala. Pani w rejestracji, nie mając do tego żadnych uprawnień, po prostu odmówiła przyjęcia, stwierdzając, że pacjent powinien wrócić do ośrodka, w którym był operowany – mimo że nie był w stanie samodzielnie się poruszać.
To są najtrudniejsze momenty, kiedy zderzamy się z taką rzeczywistością i nawet my czujemy się bezsilni. To bardzo frustrujące, bo naszym zadaniem jest wspierać system, a często to właśnie system przerzuca na nas odpowiedzialność.
Reklama
PZ: Fundacja to dziś nie tylko ciepły posiłek, ale także punkt integracji, wsparcie psychologiczne, pomoc w powrocie do społeczeństwa. Co w tych latach zmieniło się bardziej – potrzeby osób bezdomnych, czy nasze postrzeganie bezdomności jako społeczeństwa?
K.N.: Myślę, że jedno i drugie – zarówno postrzeganie osób w kryzysie bezdomności, jak i ich potrzeby bardzo się zmieniły przez te kilkanaście lat. Dziś w społeczeństwie jest zdecydowanie większa świadomość i zrozumienie, że za bezdomnością często stoi trudna historia, sięgająca jeszcze dzieciństwa. To duża zmiana na plus.
ReklamaJednocześnie zmieniają się też potrzeby samych osób w kryzysie. Coraz więcej z nich to osoby z zaburzeniami psychicznymi, które wymagają realnego wsparcia psychiatrycznego. Tych ludzi jest po prostu coraz więcej. Obecnie na Dworzec Centralny przychodzi około 500 osób, podczas gdy kilka lat po rozpoczęciu naszej działalności było to maksymalnie 180, a 200 osób zdarzało się dosłownie dwa razy w roku. Teraz ta liczba jest dużo większa.
Przychodzą do nas nie tylko osoby w kryzysie bezdomności, ale też osoby uzależnione czy seniorzy, których nie stać na utrzymanie – bo życie stało się bardzo drogie. Nasz Punkt Integracji to miejsce otwarte dla wszystkich – nawet dla osób pod wpływem, pod warunkiem, że nie są agresywne i nie zakłócają bezpieczeństwa innych.
ReklamaPlanujemy też otworzyć punkt wsparcia o bardziej specjalistycznym charakterze, z pomocą psychologiczną i psychiatryczną, bo te osoby są w dużej mierze wykluczone z systemu dbania o zdrowie psychiczne. Na przykład na psychoterapię w ramach NFZ trzeba czekać bardzo długo, więc chcemy umożliwić im szybszy dostęp do takiej pomocy.
Prowadzimy też Studio DE_HA, które zajmuje się aktywizacją zawodową. W tym zakresie wspiera nas JTI, dzięki czemu nasi podopieczni otrzymali wsparcie asystenta, który pomaga im m.in. w tworzeniu indywidualnych planów reintegracji. Mamy osoby, które są z nami od samego początku – takie, które przychodziły do nas na Dworzec nawet 10 lat temu.
Reklama
PZ: Nadchodzące miesiące będą szczególnie trudne dla osób żyjących na ulicy – mrozy, samotność, brak nadziei. Czego Pani zdaniem najbardziej potrzeba dziś nie tyle osobom w kryzysie bezdomności, co nam – tym, którzy mijają ich codziennie, odwracając wzrok?
K.N.: Myślę, że jako społeczeństwo wciąż mamy zbyt mało wiedzy na temat kryzysu bezdomności. W naszych głowach wciąż funkcjonuje stereotyp, który sprawia, że po prostu boimy się osób w kryzysie – a tymczasem często są to ludzie, którzy wcale nie wyglądają tak, jak wyobrażamy sobie „typową” osobę bezdomną. To, co widzimy na ulicach, czy to w Warszawie, czy w Stanach Zjednoczonych, to tylko wierzchołek góry lodowej.
ReklamaW rzeczywistości jest wiele osób, które jadą z nami tym samym tramwajem, stoją obok w sklepie, siedzą obok w metrze – i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że mogą mieć doświadczenie bezdomności. Dlatego przede wszystkim nie powinniśmy narzucać swojej pomocy, ale warto słuchać osób, które na co dzień pracują z tą grupą.
Jeśli widzimy osobę potrzebującą, możemy zgłosić to odpowiednim służbom – na przykład Straży Miejskiej, organizacjom społecznym działającym w danej dzielnicy lub ośrodkowi pomocy społecznej, który ma obowiązek reagować w takich sytuacjach.
Warto też otworzyć się na empatię – czasem pozwolenie komuś na przeczekanie nocy na klatce schodowej, jeśli nie stwarza zagrożenia, może uratować zdrowie, a nawet życie. Bo gdy temperatura spada, ochrona zdrowia i życia staje się najważniejsza.
Więcej informacji na: https://dajherbate.org/o-fundacji/
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze