W najbliższy czwartek, 30 kwietnia, Sejm zdecyduje o przyszłości szefowej resortu zdrowia, Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Wniosek o wotum nieufności, złożony przez posłów opozycji, jest kulminacją narastającego od miesięcy napięcia wokół reformy szpitalnictwa i problemów z dostępnością do specjalistów.
Atmosfera w kuluarach sejmowych jest gęsta. Zanim jednak dojdzie do decydującego głosowania na sali plenarnej, minister czeka "dzień prawdy" przed komisją branżową.
29 kwietnia (środa): Sejmowa Komisja Zdrowia rozpatrzy wniosek i wyda opinię na temat pracy minister.
30 kwietnia (czwartek): Debata w Sejmie oraz ostateczne głosowanie nad odwołaniem Jolanty Sobierańskiej-Grendy.
PiS, motywując wniosek o dymisję, podnosi szereg argumentów, które w ostatnich tygodniach dominowały w debacie publicznej. Wśród głównych zarzutów znajdują się:
Zapaść w finansowaniu: Braki w budżetach szpitali powiatowych, które doprowadziły do zawieszenia pracy kilku oddziałów w całym kraju.
Kolejki do specjalistów: Brak realnych efektów programu skrócenia czasu oczekiwania na wizyty.
Brak dialogu ze środowiskiem: Protesty pielęgniarek i ratowników medycznych, którzy oskarżają resort o ignorowanie ich postulatów płacowych.
Ministerstwo Zdrowia oraz politycy partii rządzącej odpierają te ataki, nazywając wniosek "czysto polityczną grą", która ma przykryć sukcesy resortu. Zwolennicy minister podkreślają, że:
Uruchomiono rekordowe środki na onkologię.
Wprowadzono nowoczesne programy cyfryzacji (e-recepty i e-skierowania działają bez zarzutu).
Reforma sieci szpitali jest niezbędna, choć bolesna, by uratować system przed bankructwem.
Wynik czwartkowego głosowania nie jest przesądzony. Choć koalicja rządząca posiada matematyczną większość, to głosy "niepokornych" posłów z mniejszych ugrupowań koalicyjnych mogą okazać się języczkiem u wagi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze