Blisko 1900 ofiar śmiertelnych w 2024 roku, niemal 350 zmarłych podczas tegorocznych wakacji i ponad 2,4 miliona przypadków przekroczenia prędkości – to ponury bilans polskich dróg. PZU wraz z Policją rozpoczęły ogólnopolską kampanię społeczną, której celem jest walka z brawurą kierowców. Głos w tej sprawie zabierają nie tylko przedstawiciele instytucji, ale i ratownik medyczny, którzy na co dzień widzą skutki nieodpowiedzialnych zachowań na drodze.
Po dekadzie od sukcesu akcji „Kochasz? Powiedz STOP wariatom drogowym” PZU ponownie apeluje do kierowców. W nowej kampanii „Mistrzu, zwolnij” chodzi o budowanie kultury reagowania i odpowiedzialności na drodze. Tomasz Tarkowski, czasowo pełniący obowiązki prezesa PZU SA, podkreśla:
Analizując zachowania kierowców widzimy, że często zbyt optymistycznie oceniają swoje umiejętności na drodze. To złudne poczucie kontroli bywa śmiertelnie niebezpieczne. Wierzę w to, że działania prewencyjne w formie kampanii społecznej mają głęboki sens i mogą realnie zmieniać rzeczywistość.
Reklama
Dane Policji pokazują, że tylko w 2024 roku odnotowano ponad 21 tys. wypadków drogowych, w których zginęło blisko 1 900 osób, a rannych zostało niemal 25 tys. Kierowcy aż 2,4 mln razy przekroczyli prędkość – co oznacza ponad 6600 wykroczeń dziennie.
Nadinspektor Roman Kuster, pierwszy zastępca Komendanta Głównego Policji, zwraca uwagę, że mimo postępów nadal mamy wiele do zrobienia:
Na przestrzeni ostatnich lat odnotowujemy sukcesywny spadek liczby wypadków i ofiar, jednak statystyki nie pozostawiają złudzeń — wciąż zbyt wielu kierowców przekracza prędkość, podejmuje ryzykowne manewry i ignoruje podstawowe zasady bezpieczeństwa. Kluczowym jest, aby wszyscy uczestnicy ruchu drogowego respektowali przepisy i okazywali sobie wzajemny szacunek oraz zrozumienie.
Reklama
Najbardziej przejmujący obraz niebezpiecznej jazdy rysuje Kamil Górny, ratownik medyczny z Łodzi. To on widzi skutki brawury i nadmiernej prędkości, gdy staje przy poszkodowanych.
Prędkość faktycznie zabija – jest bardzo mocno skorelowana z energią, która generuje poważne obrażenia wielonarządowe. Ale chciałbym podkreślić, że wcale nie trzeba jechać ekstremalnie szybko, by zmienić czyjeś życie. Czasem wystarczy przyspieszenie o 10–15 km/h, by doszło do dramatycznych konsekwencji. Warto o tym pamiętać.
Reklama
Ratownik medyczny przypomina też o podstawowych zasadach, które wciąż bywają lekceważone: pasy bezpieczeństwa i bezpieczne rozmieszczenie przedmiotów w aucie.
Położone luźno rzeczy w samochodzie, nawet butelka wody, mogą w czasie wypadku stać się groźnym pociskiem – dodaje.
Górny zwraca uwagę, że każde nieodpowiedzialne zachowanie kierowców obciąża także system Państwowego Ratownictwa Medycznego.
W Polsce działa ok. 1650 zespołów ratownictwa medycznego, wspieranych przez 230 dyspozytorów i 23 śmigłowce LPR. Tylko w 2024 roku dyspozytornie odebrały ponad 5 mln zgłoszeń, z czego 3,3 mln wymagało interwencji zespołów. To ogromna liczba. Zespoły w dużych aglomeracjach potrafią wykonywać nawet 4000 wyjazdów rocznie – wylicza.
Reklama
Dlatego – jak podkreśla ratownik – społeczeństwo powinno korzystać z zasobów systemu w sposób odpowiedzialny i pamiętać, że każda interwencja wymaga zasobów, które są ograniczone.
W mediach społecznościowych pojawiają się czasem historie o kierowcach, którzy nie ustępują miejsca karetkom, a nawet okazują agresję wobec jadących drogą karetek. Górny komentuje:
To sytuacje jednostkowe. Z mojego doświadczenia większość kierowców chce pomóc i ustępuje miejsca. Czasem problem wynika raczej z braku doświadczenia, niepewności, gdzie zjechać, niż z braku kultury. Jednak takie incydenty, kiedy ktoś blokuje karetkę albo trąbi czy daje sygnały długimi światłami, oczywiście się zdarzają i są bardzo przykre.
Reklama
Ratownik wyjaśnia także, że karetki nie zawsze jadą szybko, nawet jeśli korzystają z sygnałów. Powody mogą być różne – od wykonywania procedur ratujących życie w trakcie jazdy, po przewóz pacjenta w stanie, który wymaga stabilizacji.
Lepiej czasem jechać wolniej, ale dać pacjentowi szansę przeżycia – podkreśla.
Statystyki nie pozostawiają wątpliwości: nadmierna prędkość jest jednym z najgroźniejszych czynników ryzyka na drodze. Ratownicy medyczni, Policja i PZU apelują, by każdy kierowca pamiętał, że nawet niewielkie przekroczenie prędkości może skończyć się tragedią.
Jak mówi Kamil Górny:
Nie zmienimy wszystkiego od razu, ale możemy zacząć od siebie i swojego samochodu. Te 10 km/h naprawdę ma znaczenie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze