Dlaczego miejsce zamieszkania decyduje o tym, czy pacjent z rakiem płuca ma szansę na skuteczne leczenie? Historia Jana i Piotra ujawnia bolesną prawdę o polskiej onkologii. Jak czytamy w GW: Piotr i Jan – obaj mają po 60 lat, obaj są nauczycielami i obaj trafili do lekarza z podejrzeniem raka płuca. Piotr mieszka w Warszawie, Jan w małym mieście w województwie lubuskim. Mimo tej samej diagnozy ich ścieżki leczenia potoczyły się zupełnie inaczej. U Piotra guz już się zmniejsza. Jan dopiero zaczyna kolejny cykl chemii, bo jego choroba zdążyła się rozwinąć. Nie dlatego, że miał bardziej agresywnego raka. Po prostu... mieszkał dalej od ośrodka, który mógł mu realnie pomóc.
Decyzje o leczeniu raka zaczynają się w podziemiach szpitali – w zakładach patomorfologii. To tam bada się wycinki nowotworowe i wykonuje badania molekularne, które decydują, czy pacjent dostanie nowoczesne leczenie – immunoterapię lub terapię celowaną.
W przypadku Piotra, jego próbka trafiła od razu do wyspecjalizowanego laboratorium, które w weekendy dyżuruje, by nie dopuścić do uszkodzenia materiału. Jan, mimo że zabieg wykonano mu w tym samym czasie, musiał czekać trzy dni, aż ktoś zajmie się próbką z jego płuca. Zmarnowano szansę na dokładną diagnozę.
Lekarze zgodnie przyznają: o losie pacjenta często decyduje jedno badanie molekularne, którego koszt to zaledwie 300 zł. Gdy jest wykonane, pacjent może otrzymać terapię wartą miliony – refundowaną przez państwo. Gdy nie – leczenie ogranicza się do podstawowej chemii.
Z badań wynika, że tylko 1 na 4 pacjentów z rakiem płuca w Polsce ma wykonane badania molekularne. To dramatycznie niski odsetek, biorąc pod uwagę, że według europejskich standardów powinno to być aż 75 proc.
Eksperci nie mają wątpliwości: w Polsce o skuteczności leczenia raka płuca decyduje miejsce zamieszkania. Warszawa, Kraków, Poznań – tu działają ośrodki referencyjne, które mają dostęp do najlepszych terapii i prowadzą leczenie zgodnie z aktualną wiedzą. W małych miastach pacjent często nie dostaje nawet skierowania na podstawowe badania genetyczne.
Piotr trafił do Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, który działa we współpracy z Narodowym Instytutem Onkologii. Jan – do powiatowego szpitala, który nie miał akredytowanego zakładu patomorfologii. To wystarczyło, by jeden z nich rozpoczął leczenie nowoczesne, a drugi – dopiero je zaczynał, gdy choroba była już w IV stadium.
Brakuje ludzi, sprzętu, a często po prostu decyzji. Akredytowanych zakładów patomorfologii, które mogą zlecać badania molekularne i rozliczać je z NFZ, jest w Polsce tylko 40. Reszta – działa bez takiej możliwości. Lekarz może chcieć pomóc, ale system mu na to nie pozwala.
Profesorowie Renata Langfort i Dariusz Kowalski z Narodowego Instytutu Onkologii apelują:
- Potrzeba tylko woli politycznej, by zmienić zasady i dać więcej zakładom patomorfologii prawo do badań. To nie jest kwestia pieniędzy, tylko decyzji.
Jan musiał sam jeździć z bloczkiem parafinowym – materiałem ze swojego guza – do innego miasta. A kiedy w końcu dotarł do lepszego ośrodka, usłyszał, że materiał jest bezwartościowy diagnostycznie. Wszystko trzeba zacząć od nowa. W międzyczasie nowotwór przeszedł do drugiego płuca.
W maju Jan rozpoczął leczenie paliatywne – takie, które nie leczy, ale ma na celu złagodzenie objawów i poprawę komfortu życia. W tym samym czasie Piotr cieszył się, że jego guz się zmniejszył i planował zimowy wyjazd z wnukiem na narty.
Lekarze i eksperci z Polskiej Grupy Raka Płuca przedstawili konkretne postulaty do Ministerstwa Zdrowia:
Rozszerzyć akredytację zakładów patomorfologii, by więcej szpitali mogło zlecać badania molekularne i je refundować.
Zakończyć rozdrobnienie diagnostyki i leczenia. Szpitale z minimalnym doświadczeniem w raku płuca nie powinny prowadzić własnych programów lekowych.
Zorganizować system konsyliów między ośrodkami. Konsultacje z dużymi instytutami powinny być obowiązkowe, zanim rozpocznie się leczenie.
Zwiększyć liczbę badań molekularnych. Obecny poziom to dramatyczna bariera dla nowoczesnej onkologii.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze