Podczas debaty eksperckiej towarzyszącej inauguracji IV edycji kampanii „Odwołuję, nie blokuję”, pojawiło się pytanie, które wstrząsnęło salą: czy pacjent, który czekał dwa lata na wizytę u hematologa, w ogóle jeszcze jej doczekał? Ten dramatyczny przykład obnażył realia polskiego systemu – pacjenci zapisują się jednocześnie do kilku poradni, często także prywatnie, a potem… nie odwołują wizyty w NFZ. W efekcie terminy przepadają, a kolejki wydłużają się jeszcze bardziej. Przedstawiciele NFZ przyznali otwarcie, że brakuje pełnej koordynacji między sektorem publicznym a prywatnym, choć rozwój platformy P1 i gromadzenie tzw. „zdarzeń medycznych” ma w przyszłości umożliwić śledzenie tego, co dzieje się z pacjentem w całym systemie.
Jak wyjaśniał Wojciech Demediuk, dyrektor Departamentu E-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia, centralna e-rejestracja to projekt, który ma nie tylko skrócić czas oczekiwania, lecz także ułatwić pacjentom zarządzanie wizytami.
Działa prosto: pacjent otrzymuje SMS-a przypominającego o terminie – tydzień i dzień przed wizytą. Wystarczy odpowiedzieć na wiadomość, by ją odwołać. System natychmiast zwalnia termin dla innej osoby z listy oczekujących.
- Widzimy, że ten kanał się przyjął – już blisko 5% wizyt w pilotażu kardiologicznym odwoływanych jest przez SMS lub Internetowe Konto Pacjenta. To realne ułatwienie, które ogranicza biurokrację i skraca kolejki – podkreślał Demediuk.
Reklama
Pacjenci, którzy odwołują wizytę, nie tracą miejsca w kolejce – przeciwnie, trafiają na jej początek i szybciej otrzymują nowy termin. To motywacja, która łączy technologię z psychologią odpowiedzialności.
Jak doprecyzował Filip Urbański, dyrektor Departamentu Analiz NFZ, system monitorowania wizyt obejmuje dziś ok. 20% świadczeń ambulatoryjnych. W tym zakresie odnotowano już ponad 1,5 mln nieodwołanych wizyt rocznie, co przekłada się na nawet 7 milionów w całej skali kraju. Choć odsetek nieodwołanych wizyt spada – z 8,5% do około 7% – to wciąż ogromne wyzwanie.
NFZ analizuje też dane regionalne i branżowe. Największy problem występuje tam, gdzie kolejki są najdłuższe – np. w kardiologii czy hematologii. Jednak regionalnie różnice są niewielkie – to dowód, że problem ma charakter systemowy, a nie lokalny.
Z perspektywy placówek medycznych wciąż kluczowe pozostają kompetencje cyfrowe pacjentów. Jak zauważyła Aleksandra Nuk, menedżerka ochrony zdrowia i prezeska Longevity Plus, technologia nie zawsze idzie w parze z przyzwyczajeniami pacjentów.
- W małych miastach i gminach ponad połowa naszych pacjentów to osoby po 40. roku życia, a jedna trzecia po 65. roku życia. Dla nich telefon to wciąż najpewniejszy sposób kontaktu. Dlatego mimo wdrożenia e-rejestracji, większość i tak woli zadzwonić - tłumaczyła.
Reklama
To jednak nie przeszkodziło jej placówce w osiągnięciu imponujących wyników: na 60 tysięcy wizyt rocznie zaledwie 284 nie zostały odwołane. Jak udało się to osiągnąć? – poprzez edukację i konsekwentne przypominanie pacjentom o znaczeniu odwołania wizyty – w rozmowach, SMS-ach, mediach społecznościowych i plakatach w placówkach.
Z kolei prof. Jacek Kowalczyk ze Śląskiego Centrum Chorób Serca zwrócił uwagę, że wdrożenie e-rejestracji to duże wyzwanie organizacyjne.
- Migracja danych, zgodność systemów, nawet brak drugiego imienia w bazie potrafił zablokować proces. Ale krok po kroku idziemy w dobrą stronę – mówił.
Reklama
System pozwala dziś wykrywać nieuczciwe praktyki, np. wielokrotne zapisy tego samego pacjenta do różnych poradni na to samo schorzenie. Centralna rejestracja blokuje takie działania, co poprawia dostępność wizyt dla osób, które naprawdę ich potrzebują.
Wnioski z debaty są jednoznaczne: żadna platforma, aplikacja czy SMS nie zastąpi odpowiedzialności pacjenta.
E-rejestracja to narzędzie, które może usprawnić system – ale tylko wtedy, gdy użytkownicy będą z niego korzystać świadomie.
- Nie każdy pacjent ma dostęp do internetu, ale każdy może wykonać telefon. Edukujmy, przypominajmy, tłumaczmy – to wspólna odpowiedzialność wszystkich uczestników systemu zdrowia – podsumowała Nuk.
Reklama
Nie tylko pacjenci ponoszą odpowiedzialność za sprawność systemu. Jak podkreślał podczas debaty Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec, również placówki medyczne muszą zapewnić realną możliwość kontaktu z rejestracją.
- Jeśli odbieralność połączeń spada poniżej 60%, to dla nas sygnał alarmowy. Wtedy wszczynamy postępowanie. Sprawdzamy nie przez jeden dzień, lecz przez dwa tygodnie, wykonując po kilkanaście telefonów dziennie. Tam, gdzie sytuacja się nie poprawia – nakładamy kary finansowe, aż do skutku.
Reklama
Rzecznik przypomniał też, że dostępność telefoniczna nie jest luksusem, lecz prawem pacjenta. Co ciekawe, sądy administracyjne uznają, że pacjent powinien móc dodzwonić się za każdym razem. Choć urząd nie stosuje tak rygorystycznych norm, poziom powyżej 80% odbieralności uznaje za minimalny standard, a 95% – za wzór do naśladowania.
Dyskusja dotknęła także szerszego problemu: odpowiedzialności pacjentów za własne zdrowie.
- Pacjent współpracujący to nie tylko ten, który odwołuje wizytę, ale też ten, który przestrzega zaleceń, dba o styl życia i rozumie, że nie wszystko da się załatwić jedną tabletką – podkreślano podczas debaty.
Reklama
Wspomniano też o przypadkach pokazujących, że system ochrony zdrowia bywa dla niektórych seniorów jedynym miejscem kontaktu społecznego.
- Dla wielu starszych osób przychodnia to nie rozrywka – to poczucie normalności. Ktoś zapyta, czy wszystko w porządku, poda herbatę, po prostu zauważy człowieka.
To przypomnienie, że ochrona zdrowia to nie tylko system informatyczny, ale przede wszystkim relacje i empatia.
Eksperci podkreślają, że system przypomnień SMS naprawdę działa. W danych widać wyraźnie: większość pacjentów, którzy odwołują wizyty, robi to z tygodniowym wyprzedzeniem — zwykle po otrzymaniu wiadomości przypominającej.
- Ten SMS otwiera oczy pacjentowi. Uświadamia mu, że ma kolizję terminów i reaguje – mówiła jedna z uczestniczek debaty.
Takie rozwiązania są proste, ale skuteczne. Odwołane wizyty często pozwalają lekarzom przyjąć pacjentów w trybie nagłym – np. osoby onkologiczne, które potrzebują pilnej konsultacji kardiologicznej, by rozpocząć leczenie.
- Nie mogę odesłać pacjenta z pilną historią, bo to dla niego może być kwestia życia. Odwołanie innej wizyty daje mu szansę – tłumaczyła lekarka uczestnicząca w dyskusji.
Reklama
Jak zwrócili uwagę organizatorzy, przesunięcie całej kolejki wizyt w systemie to ogromne wyzwanie logistyczne. Wysyłanie milionów SMS-ów dziennie, automatyczne przekładanie terminów i synchronizacja grafików wymaga infrastruktury, której polskie placówki dopiero się uczą.
- To są miliony komunikatów dziennie. Na razie stawiamy na prostsze mechanizmy – odwołanie, wolny slot i natychmiastowe udostępnienie go kolejnemu pacjentowi.
W praktyce oznacza to, że każde odwołanie ma znaczenie, nawet jeśli nie widać natychmiast efektu w przesunięciu kolejki. Bo dzięki niemu ktoś inny może wejść „z ulicy” – w trybie pilnym.
Cyfrowe systemy rezerwacji, takie jak planowana centralna e-rejestracja NFZ, mają potencjał, by całkowicie zmienić sposób, w jaki Polacy korzystają z opieki zdrowotnej. Jak podkreślał, Michał Rybak, Wiceprezes Grupy LUX MED, uczestniczących w debacie:
- Cyfrowa rejestracja jest dobra zarówno dla pacjentów, jak i dla świadczeniodawców. Pacjent widzi dostępne miejsca, wybiera, odwołuje lub przekłada wizytę jednym kliknięciem. To psychologicznie bardzo ważne – pacjent najpierw rezerwuje nowy termin, dopiero potem odwołuje poprzedni.
W rezultacie lepiej wykorzystuje się zasoby – lekarze nie mają „dziur w grafiku”, a pacjenci szybciej znajdują wolne miejsca.
Jednocześnie eksperci podkreślają, że cyfryzacja musi być prosta i intuicyjna, zwłaszcza dla osób starszych.
- Seniorzy często nie rozumieją kodów e-skierowań czy komunikatów SMS. Potrzebują więcej czasu i wsparcia. Czasem zwykła pomoc rejestratorki robi ogromną różnicę.
Z danych firm medycznych wynika, że wciąż 2/3 pacjentów rejestruje się tradycyjnie – przez telefon lub w recepcji.
- Nawet jeśli udostępniamy wygodną aplikację, pacjent po wizycie woli podejść do rejestracji i załatwić sprawę osobiście. Tak jest mu po prostu wygodniej – mówił jeden z menedżerów.
Dlatego cyfryzacja musi postępować etapami – nie rewolucją, a ewolucją. Eksperci porównują to do rozwoju bankowości elektronicznej: na początku wszyscy chodzili do oddziałów, dziś większość operacji wykonujemy w aplikacji.
Lekarze również nie lubią „pustych okienek”.
- Każda nieodwołana wizyta to stracony czas i frustracja pacjentów, którzy czekają w kolejce. Jeśli wiem, że mam dwie odwołane wizyty, mogę przyjąć kogoś pilnie – z czystym sumieniem – mówił lekarz kardiolog, uczestnik debaty.
Jednocześnie zwrócono uwagę, że Polacy często nie cenią wizyt u specjalistów – traktują je jak coś oczywistego, a nie jako dobro wspólne. Dla kontrastu przywołano przykład Norwegii, gdzie za nieodwołaną wizytę pacjent płaci karę 400 koron (ok. 200 zł) i trafia na koniec kolejki.
- W Polsce zamiast kary wolę marchewkę – może punkty lojalnościowe, które można wykorzystać na badania profilaktyczne? To by działało! – żartował jeden z ekspertów.
Ważny głos zabrała prowadząca debatę, Klara Klinger:
- Nie zapominajmy, że wielu pacjentów naprawdę chce odwołać wizytę – tylko nie może się dodzwonić. Moja mama godzinę próbowała i się nie udało. To zniechęca.
Na co odpowiedział Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec:
- Nie może być tak, że pacjent siedzi godzinę przy telefonie. To naruszenie jego praw. Brak możliwości dodzwonienia się to naruszenie prawa pacjenta.
Rzecznik podkreślił, że kierownicy placówek medycznych powinni traktować system rejestracji jako podstawowe narzędzie zarządzania publicznymi pieniędzmi.
- Jeśli nie dbasz o możliwość kontaktu z pacjentem, marnujesz publiczne środki. To nie są prywatne pieniądze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze