W Polsce mamy dostęp do bezpłatnych szczepień przeciw wirusowi HPV – wirusowi, który odpowiada za 99 proc. przypadków raka szyjki macicy i przyczynia się do innych nowotworów. Mamy program, mamy szczepionki, mamy zgodę ekspertów i rekomendacje WHO. Czego zatem nam brakuje? Odpowiedź jest brutalnie prosta: brakuje wiedzy, świadomości i czasem – niestety – także dobrej woli. W czasie jednej z ostatnich debat poświęconych HPV na temat wyszczepialności dzieci i młodzieży, padły słowa, które powinny wybrzmieć w każdym domu, każdej szkole i w każdym gabinecie lekarskim: to nie jest tylko szczepionka – to ochrona przed rakiem. A tymczasem wskaźniki są dramatycznie niskie: 17-29 proc. wśród młodzieży z roczników 2010-2012, a wśród młodszych dzieci – zaledwie 7-11 proc.
- Staramy się przekonywać, posługując się wiedzą medyczną, nie ideologią. Apelujemy do rodziców, do opiekunów, ale także do samych lekarzy – bo nawet oni nie zawsze mają pełną wiedzę lub przekazują ją niepewnie. A przecież lekarze są wciąż jednymi z największych autorytetów społecznych – mówiła Justyna Oknińska-Janzen Rzecznik Praw Dziecka.
I rzeczywiście – debata ujawniła, że nie tylko społeczeństwo bywa nieprzekonane. Zdarza się, że także niektórzy lekarze i pielęgniarki z POZ-ów lekceważą temat lub – co gorsza – zniechęcają pacjentów do szczepienia dzieci. Pojawiają się absurdalne komentarze: „To tylko chłopiec, jemu nie trzeba”, „To nie takie ważne”. To nie tylko błąd – to zaprzeczenie medycynie opartej na dowodach. Jak mówiła jedna z uczestniczek debaty: „To jakbyśmy włożyli ogromny wysiłek w budowę mostu, a na końcu sami go wysadzili.”
Dlatego głos samorządów zawodowych jest dziś kluczowy. Bo jeśli lekarze, pielęgniarki, położne i farmaceuci nie będą wspólnie i jednoznacznie mówić: szczepienia przeciw HPV ratują życie, to jak mamy przekonać rodziców, którzy z natury obawiają się nowości i ryzyka?
Promocja zdrowia to nie tylko hasło – to narzędzie zdrowia publicznego. I jeśli naprawdę chcemy coś zmienić, musimy zejść do poziomu lokalnego. To nie w ministerstwach czy na konferencjach zapadają najważniejsze decyzje. To w szkołach, poradniach, POZ-ach – tam decyduje się, czy dziecko będzie zaszczepione, czy nie. A przecież – przypomnijmy – szczepionka przeciwko HPV jest dziś dostępna za darmo. Wystarczy tylko podpisać zgodę. Mimo to – poziom wyszczepialności? Niecałe 13 procent.
W trakcie spotkania padło też słuszne spostrzeżenie: zapominamy o położnych. To one mają wiedzę, kontakt z kobietami i młodymi matkami. To one mogą i powinny być naturalnymi edukatorkami. A jednak regulacje prawne wciąż marginalizują ich rolę – choć to absurd, by osoba z pełnym wykształceniem medycznym nie mogła samodzielnie przeprowadzić szczepienia.
Jednym z najbardziej sensownych postulatów była idea, by szczepienia wykonywać w szkołach – tam, gdzie są dzieci i młodzież. Ale by to zadziałało, potrzebna jest zgoda rodziców. A rodziców trzeba edukować. Prosto, jasno, bez ideologii. Nie „HPV to temat kontrowersyjny”, tylko „to szczepionka przeciw rakowi”. Takie kampanie muszą być obecne w mediach, w social mediach, w szkołach, w poradniach – wszędzie.
Pojawiła się też propozycja pozytywnej motywacji: nagrody, wyróżnienia, benefity – nie finansowe, ale symboliczne. „Jesteś fit, dbasz o zdrowie, chronisz siebie i innych” – to język, który trafia do młodych. Tak buduje się kulturę profilaktyki. Tak tworzy się społeczeństwo zdrowe, odpowiedzialne i nowoczesne, mówiła dr Agnieszka Gorgoń-Komor.
Po pierwsze – w języku. Zamiast mówić: „szczepionka przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego typu 9”, powiedzmy: „szczepionka na raka”. Prosto i zrozumiale. To nie technologia jest problemem – to sposób, w jaki o niej mówimy.
Po drugie – w podejściu. Nie oceniajmy ludzi, którzy mają wątpliwości. Obrażanie ich od „płaskoziemców” niczego nie rozwiązuje. Jeśli naprawdę chcemy kogoś przekonać, musimy słuchać i rozmawiać. A przede wszystkim – budować zaufanie.
Po trzecie – w braku spójnej metodologii. Edukacja zdrowotna to nie jedna godzina więcej w planie lekcji. To proces, który musi angażować różne środowiska: nauczycieli, rodziców, samorządy, pielęgniarki, położne, lekarzy. I – co kluczowe – samą młodzież.
Dzieci słuchają rówieśników, nie ekspertów. Jeśli nastolatkowie robią filmy, prezentacje, występują przed klasą – mają większą siłę rażenia niż niejedna kampania ministerialna. Młodzież edukująca młodzież – to model, który działa. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś merytorycznie nad tym czuwa.
Dlatego potrzebujemy interdyscyplinarnych zespołów. Psycholog, pedagog, pielęgniarka, nauczyciel WF-u – każdy ma tu swoją rolę. I każdy powinien mówić jednym głosem.
Szczepionki są dostępne. System został zbudowany. Możliwość zaszczepienia dziecka jest dziś banalnie prosta. A mimo to – realizacja programu leży. Dlaczego? Bo brakuje rzetelnego monitoringu i egzekwowania obowiązków. Mamy w Polsce lekarzy POZ, którzy nie rozmawiają z rodzicami o szczepieniach. Nie pytają, nie proponują, nie wspominają. Czasem nawet nie prowadzą bilansów zdrowia dzieci – mimo że to ich obowiązek.
Część z nich przyznaje to wprost – boją się konfrontacji z rodzicami. Z jednej strony – agresja środowisk antyszczepionkowych, często wspieranych przez prawników. Z drugiej – system rozliczania świadczeń, który promuje... pacjenta, który się nie pojawia.
1. Obowiązkowej e-karty szczepień – byśmy wiedzieli, kto szczepi, a kto nie. Bez danych – nie zarządzimy systemem.
2. Wprowadzenia szczepionki HPV do programu szczepień obowiązkowych – skoro uznajemy ją za ważną, dajmy jej należne miejsce.
3. Nie bójmy się też mówić, że zaniedbania w tej sprawie to również wina ekspertów i instytucji – przez lata brakowało odwagi i konsekwencji. A przecież dziś mamy więcej argumentów niż kiedykolwiek. To nie tylko rak szyjki macicy. To też nowotwory gardła, odbytu, prącia – rosnące zagrożenie zwłaszcza dla mężczyzn. I to właśnie dlatego szczepienie powinno być obowiązkowe zarówno dla dziewcząt, jak i dla chłopców.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze