Reklama

Dr Ewa Talarek: "Uczyłam o błonicy studentów, potem przestałam, bo nikt jej nie widywał. Czas to zmienić”

W ostatnim czasie w Polsce zdiagnozowano przypadek błonicy u 6-letniego dziecka. To nie tylko pojedynczy incydent – kilka dni później odnotowano kolejny. Ta choroba, która zniknęła z pola widzenia dzięki szczepieniom, wróciła – i to w bardzo poważnej formie. Dr Ewa Talarek przestrzega: nie jesteśmy gotowi na leczenie błonicy, czas to zmienić jak najszybciej.

Błonica wraca z kart podręczników. Czy jesteśmy gotowi?

Jeszcze niedawno błonica była uznawana za relikt przeszłości – temat z podręczników, który studentów medycyny interesował głównie jako historyczna ciekawostka. Dla wielu lekarzy – w tym tych z wieloletnim doświadczeniem – to była choroba, o której tylko się uczyli, ale nigdy nie widzieli jej na własne oczy. Aż do teraz.

Dr hab. n. med. Ewa Talarek z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie, specjalistka chorób zakaźnych i wykładowczyni, podkreśla:

- Uczyłam o błonicy studentów, potem przestałam, bo nikt jej nie widywał. Być może czas to zmienić.

Reklama

Błonica – czym naprawdę jest ten?

Błonica (diphtheria) to ciężka choroba zakaźna, której głównym sprawcą jest bakteria Corynebacterium diphtheriae. Sama obecność bakterii to jeszcze nie błonica – kluczowa jest toksyna. Jej działanie prowadzi do poważnych powikłań, takich jak zapalenie mięśnia sercowego, porażenia nerwowe, niewydolność oddechowa, a w skrajnych przypadkach – śmierć.

Przebieg choroby bywa podstępny: objawy, takie jak ból gardła, biało-szare naloty i niepokojąco niska gorączka, mogą przypominać zwykłą anginę lub mononukleozę. Ale jeśli te naloty są trudne do usunięcia i wywołują krwawienie – mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym.

Reklama

Zakaźność i źródła zakażenia

Człowiek jest głównym źródłem zakażenia – chory, ozdrowieniec, ale także bezobjawowy nosiciel. Droga transmisji? Kropelkowa, ale również kontaktowa – przez zanieczyszczone przedmioty, a nawet dotyk skóry w przypadku błonicy skórnej.

Okres wylęgania to zaledwie kilka dni, a chory staje się zakaźny, zanim pojawią się objawy. Nawet po wdrożeniu antybiotykoterapii, niektórzy pacjenci nadal mogą być nosicielami, co zmusza do dodatkowego leczenia i izolacji.

Diagnostyka, która kuleje i leczenie, którego… nie ma?

Erytromycyny nie mamy. Penicyliny – czasem brakuje. Antytoksyna? Trudna do zdobycia, produkowana przez zaledwie kilku producentów na świecie – alarmuje prof. Talarek.

Reklama

Choć leczenie – teoretycznie – wydaje się proste (antybiotyk, antytoksyna, leczenie wspomagające), to w praktyce zaczyna się wyścig z czasem i dostępnością. A im później zastosujemy antytoksynę, tym większe ryzyko, że toksyna zdąży zaatakować serce, nerki lub układ nerwowy.

Czy szczepionki to nadal nasza tarcza?

Tak – ale nie w pełni. Przebycie choroby nie daje trwałej odporności, dlatego szczepienie po zakażeniu jest koniecznością. I tutaj również mamy problem: z jednej strony zmniejszający się poziom wyszczepialności dzieci, z drugiej – brak regularnych szczepień przypominających u dorosłych.

Reklama

W błonicy nie chodzi już tylko o dziecko, które zachorowało. Chodzi o cały system. Jeśli powraca choroba, która przez dekady nie była problemem – to nie wina samej bakterii.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/04/2025 10:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości