Działająca od lipca ustawa o sposobie najniższego wynagradzania pracowników medycznych zobowiązała zarządzających placówkami do zagwarantowania pracownikom wzrostu wynagrodzeń. Na wypłatę docelowych stawek dyrektorzy mają czas do końca 2021 r. W przypadku zapewnienia ustawowych stawek pielęgniarkom pomysłem miało być włączenie dodatków ministra Zembali do wynagrodzenia zasadniczego.
Ustawa miała być odpowiedzią na postulaty środowiska oraz w opinii rządzących racjonalną kontrpropozycją dla projektu obywatelskiego, który szybko przepadł w sejmowych przestrzeniach. Dokument wszedł w życie gwarantując podwyżki z mocą wsteczną, od 1 lipca 2017 r. Dla części placówek ustawa była tylko udokumentowaniem funkcjonujących tam już płac, jednak podmiotom w trudnej kondycji finansowej sprawiła nie lada problem. Wielu dyrektorów jeszcze jakiś czas temu w rozmowach z Polityką Zdrowotna deklarowało, że poważnie myśli o włączeniu „Zembalowego” do podstawy wynagrodzenia, część pielęgniarek walczyło o to - obawiając się, że dodatek zniknie, gdy NFZ przestanie go finansować. Ale paradoksalnie po wejściu w życie ustawy o minimalnych płacach w ochronie zdrowia, dodatek może być przynajmniej czasowo korzystniejszy.
NRPiP uspokaja, mimo że ustawa nie satysfakcjonuje
Kilka miesięcy temu dyrektorzy rozważali kwestie włączenia dodatku wynagrodzenia zasadniczego. Wielu z nich, ostatecznie zdecydowała się na taki zabieg. Wśród nich jest m.in. Szpital Powiatowy im. dr. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, gdzie problem zapewnienia wynagrodzenia według wskaźników ujętych w ustawie dotyczył jedynie kilku pielęgniarek - informuje dr n. med. Małgorzata Czaplińska - z-ca dyrektora ds. lecznictwa.
- Podobna sytuacja nastąpiła w wielu podmiotach w województwie śląskim - przekazuje Polityce Zdrowotnej Iwona Borchulska, rzeczniczka Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Przynajmniej połowa podmiotów skorzystała w tym regionie z tej możliwości. - Tym sposobem obecny pan minister zarządził podwyżki środkami, które już wcześniej zagwarantował minister Zembala w postaci dodatku - tłumaczy rzecznik prasowy OZZPiP.
Nieco odmienne dane prezentuje jednak Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych, która uspokaja. - Dodatek do pensji, czyli trzecia transza 400 zł brutto brutto, jest osobnym dodatkiem i w większości pracodawcy nie włączyli go do wynagrodzenia zasadniczego na czym nam jako Naczelnej Radzie od początku zależało - przekazuje Polityce Zdrowotnej Zofia Małas, prezes NRPiP.
Jest rozporządzenie oraz ustawa
Obowiązujące dwa oddzielne akty - rozporządzenie ministra Zembali oraz ustawa ministra Radziwiłła powinny mieć dwa źródła finansowania. Środki na realizację „Zembalowego” zostały zabezpieczone, dyrektorzy „przerzucając” je do wynagrodzenia zasadniczego, które reguluje nowa ustawa to działanie, jakie nie powinno mieć miejsca - uważają eksperci, ostatecznie jednak decyzja co do formy wypłaty dodatku należała zarządzających.
- Nie dziwię się środowisku, że nie chcą, aby tzw. podwyżka zembalowa była liczona do podstawy wynagrodzenia. W ten sposób bowiem mogłoby się okazać, że ustawa o minimalnym wynagrodzeniu nie będzie miała zastosowania bądź będzie miała marginalne zastosowanie dla tej grupy - wyjaśnia nam dr Dobrawa Biadun, radca prawny i ekspert ds. ochrony zdrowia Konfederacji Lewiatan. - Dla mnie jako reprezentanta pracodawców najtrudniejsze jest brak wskazania źródeł finansowania ustawy. Podwyżki dla pielęgniarek uregulowane w rozporządzeniu pochodzą wprost z budżetu NFZ i są wydzieloną pulą pieniędzy przeznaczaną przez płatnika publicznego na ten cel. W przypadku ustawy takiego bezpośredniego przełożenia nie ma, co oznacza, że podwyżki albo wygospodaruje właściciel albo uszczupli kwotę otrzymywaną z NFZ. Nic zatem dziwnego, że obecnie ustawa ma ogromny problem z wdrożeniem i wszystkie placówki „szukają” źródeł jej sfinansowania - podsumowuje ekspert.
Anna Grela
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!