Epidemiolog z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu dr Andrzej Jarynowski ocenia, że 2026 rok raczej nie przyniesie jednej spektakularnej epidemii. Może jednak wystawić polski system ochrony zdrowia na poważną próbę poprzez serię mniejszych, nakładających się zagrożeń. Najtrudniejszym testem na początku roku – jego zdaniem – będzie sezon grypowy.
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu poinformował, że prognoza epidemiologiczna na 2026 rok powstała w kontekście dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości: ocieplającego się klimatu, starzenia społeczeństwa, migracji oraz rosnącej mobilności ludzi i towarów.
Jak podkreślono, „jej celem nie jest straszenie, ale wskazanie trendów i zjawisk, które już teraz wpływają na zdrowie Polaków i w nadchodzącym roku mogą się nasilić”.
W komunikacie przypomniano, że rok 2025 pokazał, jak łatwo emocje mogą wziąć górę nad faktami. Najpierw pojawiła się panika wokół ludzkiego metapneumowirusa w Chinach, później kolejne alarmistyczne doniesienia – od „nowych śmiercionośnych wariantów grypy” po rzekomo potwierdzoną cholerę.
Tymczasem realne problemy, takie jak choroby zwierząt przy granicach Polski czy powrót dawno niewidzianych zakażeń, wymagały spokojnej, technicznej pracy służb.
2025 rok nauczył nas, że kryzys informacyjny potrafi być groźniejszy niż sam patogen. Jeśli komunikaty są niespójne albo przesadzone, ludzie przestają ufać także tym prawdziwym – podkreślia Andrzej Jarynowski.
Koronawirus wciąż pozostaje w obiegu, ale jego znaczenie wyraźnie się zmieniło. Jesienna fala COVID-19 w 2025 roku była przewidywalna i szybko wygasła, a obecne warianty nie konkurują już z innymi infekcjami sezonowymi.
Większy niepokój budzą natomiast informacje o kolejnych zawleczeniach MERS do Europy oraz rozwój badań nad modyfikowaniem wirusów.
Technologia, w tym sztuczna inteligencja, sprawia, że tworzenie nowych wariantów jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek. To wymaga międzynarodowej kontroli i odpowiedzialności – zaznacza epidemiolog.
Zdaniem dr. Jarynowskiego to właśnie sezon grypowy będzie najtrudniejszym wyzwaniem dla zdrowia publicznego na początku 2026 roku. Prognozy wskazują, że fala zachorowań może być silniejsza niż przeciętnie, choć rozłożona nierównomiernie w czasie i przestrzeni.
Nie zobaczymy jednego, ogólnopolskiego szczytu. Ludzie będą chorować w różnym czasie w różnych regionach, co w praktyce oznacza lokalne ryzyko braków leków – prognozuje ekspert.
Szczególnie trudny może być przełom stycznia i lutego, gdy wysoka absencja chorobowa dotknie jednocześnie szkoły i miejsca pracy.
Równolegle lub tuż po fali grypy może dojść do kulminacji zakażeń RSV, zwłaszcza wśród niemowląt. W ostatnich latach liczba rozpoznań rośnie, częściowo dzięki lepszej diagnostyce.
Mamy skuteczne narzędzie ochrony najmłodszych: darmowe szczepienia kobiet w ciąży, które przekazują dziecku przeciwciała. To bardzo opłacalne i bezpieczne rozwiązanie, a jednocześnie wciąż niedostatecznie promowane – podkreśla dr Jarynowski.
Reklama
Dodaje, że początek 2026 roku to ostatni moment, by nadrobić zaniedbania z poprzedniego sezonu.
W regionie Europy Środkowej rośnie także liczba zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby typu A. Szczególnie dynamiczna sytuacja dotyczy Czech, co ma znaczenie dla Polaków wyjeżdżających na ferie.
Ryzyko indywidualne pozostaje niskie, ale w zatłoczonych miejscach, takich jak schroniska czy punkty gastronomiczne, podstawowa higiena rąk robi ogromną różnicę. Nie ma powodu, by rezygnować z wyjazdów, ale warto świadomie ograniczać ryzyko i rozważyć szczepienie przy częstych podróżach – ocenia epidemiolog.
Reklama
Coraz wyraźniejszy staje się wpływ zmian klimatu na zdrowie. Dłuższy sezon aktywności kleszczy oznacza więcej przypadków boreliozy i kleszczowego zapalenia mózgu, a nowe gatunki tych pajęczaków pojawiają się w miejscach, gdzie wcześniej ich nie było.
W cieplejszych wodach rośnie ryzyko zakażeń bakteriami Vibrio, a stojąca, nagrzana woda sprzyja zakwitom toksycznych sinic.
Choroby, które jeszcze niedawno kojarzyliśmy z południem Europy, stają się także naszym problemem – wskazuje dr Jarynowski.
Niepokojący jest również stały wzrost chorób przenoszonych drogą płciową. Zjawisko to widoczne jest już nie tylko w dużych miastach, ale coraz częściej także na prowincji.
Na tle wszystkich wymienionych problemów szczególnie wyróżnia się kwestia dezinformacji medycznej. Fałszywe alarmy, sensacyjne nagłówki i teorie spiskowe skutecznie podkopują zaufanie do ekspertów i instytucji.
Możemy mieć najlepsze szczepionki i procedury, ale jeśli ludzie im nie wierzą, system przestaje działać – podsumowuje dr Andrzej Jarynowski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze