Mieliśmy serię w fałszywych alarmów bombowych w obiektach medycznych w naszym mieście. Nie ma w tym kraju szpitala, który jest w stanie ewakuować pacjentów. Co tę ewakuację uniemożliwia? Szatnia. Bo na zewnątrz jest zimno i wszyscy i tak spotkamy się w szatni czekając na ubrania. Jeżeli ja bym to planował, to już wiecie, gdzie byłby atak. Nie na 10-tym piętrze, tylko w szatni - ostrzega Wojciech Dzikowski, specjalista symulacji medycznej, koordynator współpracy cywilno-wojskowej, ratownik medyczny Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.
Jak zaznacza ekspert, jednym z poważniejszych problemów jest infrastruktura medyczna i jej przygotowanie na sytuacje kryzysowe. To nie jedyne słabe punkty. Przygotowani muszą być wszyscy, nie tylko medycy, ale i każdy z nas.
My powinniśmy się przygotować, bo wojska operacyjne będą zajęte, oni będą mieli co robić, będą mieli działanie na linii frontu, będą mieli ewakuację tych poszkodowanych stamtąd. Natomiast my będziemy zostawieni, czy będziemy odsunięci z naszym systemem opieki zdrowotnej, w tej powiedzmy bezpieczniejszych części, to jednak przygotowanie wszystkich obywateli - każdego z osobna do funkcjonowania w czasach takiego zagrożenia jest absolutnie kluczowe
Reklama
- mówi Wojciech Dzikowski i dodaje:
Możemy mieć najlepszych lekarzy, możemy mieć najlepszych medyków, natomiast jeżeli nie będziemy potrafili wykonywać tych czynności w środowisku niesprzyjającym, to wystarczy nam wyłączyć prąd w szpitalu. I może to być szpital na 100 tysięcy ludzi z najlepszymi lekarzami na świecie, to przyjedzie kilku “Janków”, wyłączą generatory i w zasadzie szpital będzie bezużyteczny.
Co więc zrobić, żeby ten system zaczął działać lepiej? Musimy wykorzystać potencjał i doświadczenie, które już mamy.
Kiedy wchodzę w składce zespołów takich operacji specjalnych do udzielania pomocy na terenie utraconym, to jest też taki obszar, który jest w cieniu. Należy pamiętać, że konflikt nie będzie tylko na linii frontu, będą obszary, które przejdą pod kontrolę kogoś innego i nauczyliśmy się tego, że sala operacyjna może być w garażu, może być w pokoju gościnnym, może być w kuchni, czy że narzędzi chirurgicznych nie będziemy dezynfekować w autoklawie, tylko w garnku do ryżu. Bo tego autoklawu tam zwyczajnie nikt miał nie będzie.
Jak zauważa ekspert może się też okazać, że medycy zostaną bez sprzętu, leków, czy jakichkolwiek zasobów:
Będziemy mieli to, z czym nas wyrzucono. A może się zdarzyć, że wyrzucono nas czasami dwie, trzy, dziesięć godzin od celu. Jeżeli będziemy ewakuowali, to czasami będzie to dystans 10-15-20 km do pokonania przez dzień czy dwa. Ten czerwony krzyż na białym tle to też jest świetny pomysł - łatwiej trafić. My musimy tą ewakuację prowadzić w sposób bezpieczny dla siebie i dla tego ewakuowanego.
Jak w takim razie połączyć świat cywilny i wojskowy, aby się przygotować? Wojciech Dzikowski przypomina, że już 2019 roku zainicjowana została tego typu współpraca.
Na ten moment jesteśmy jedynym Uniwersytetem w Polsce, który podpisał porozumienie z dowództwem Wojsk Obrony Terytorialnej w zakresie współpracy. Dysponujemy Centrum Symulacji Medycznej, które jest de facto w pełni funkcjonalnym szpitalem, z możliwością zachowania pełnego ciągu przebiegu pacjenta. Czyli możemy symulować diagnostykę i leczenie od zachorowania do wypisu, czy przez również rehabilitacji. Co ważne, my możemy to symulować na jednym ciele, czyli to może być symulowany pacjent, czy symulator, który będzie fizycznie transportowany z miejsca na miejsce, poprzez SOR, transport, blok operacyjny i oddziały, jakkolwiek tylko będziemy potrzebowali.
W Centrum Symulacji na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie do dyspozycji jest budynek, który faktycznie jest w pełni funkcjonalnym szpitalem, składa się ze wszystkich oddziałów, jakie występują. Dzięki temu można zauważyć elementy, które stwarzają problem, których nie byłoby widać, gdyby nie działo się to w ciągu.
Przede wszystkim kładziemy bardzo duży nacisk na to, żeby były wymiana kompetencji, więc jeżeli ćwiczymy wspólnie, to ćwiczymy z jednostkami MSWiA i MON-u i nie staramy się siebie zastępować, tylko staramy się siebie uzupełniać, po to, żeby z jednej strony personel medyczny znał kompetencje tego personelu po drugiej stronie i na odwrót, więc przekaz informacji, zachowanie procedur i ta właśnie strasznie ważna komunikacja są tutaj kurczowe. Tego typu symulacje to okazja do przećwiczenia sytuacji, w której np. nie ma prądu i z pewnością należy to brać bardzo mocno pod uwagę. Mamy przygotowany obiekt w naszym centrum do prowadzenia działań, czy udzielania pomocy w warunkach ograniczonej widoczności i ograniczonej przestrzeni.
Jak podkreśla ekspert dzięki temu też, że współpraca z WOT-em na szczeblu lokalnym oraz z drugą Lubelską Brygadą Obrony Terytorialnej i Uniwersyteckim Szpitalem klinicznym NR 4, układa się wspaniale, to już to połączenie świata cywilnego i wojskowego działa. Co więcej Wojciech Dzikowski wspomina, że:
Przeprowadziliśmy ćwiczenie polegające na zaangażowaniu żołnierzy WOT, roboczo nazwane Zespoły Wsparcia Ewakuacji, czyli przygotowujemy żołnierzy według nasze autorskiego projektu do tego, żeby byli w stanie wspomagać ewakuację obiektów użyteczności publicznej. Połączyliśmy też współpracę żołnierzy WOT z Samodzielnym Pododdziałem Kontrterrorystycznym Policji w Lublinie, na zasadzie takiej, że sekcja realizująca swoją część zadania miała w składzie żołnierzy WOT. I to polegało na tym, że zespół ewakuacji bojowej składa się z żołnierzy WOT. W momencie, kiedy SPKP skończyło swoją realizację, trzeba było obiekty ewakuować i zrobili to żołnierze WOT.
Wojciech Dzikowski wskazuje, że żołnierze WOT są punktem łączącym te dwa światy, bo składają się z „ludzi nieograniczonego potencjału”.
Tam możecie Państwo znaleźć dowolny zawód, dowolny fach, dowolne zainteresowania osób, które zdecydowały się podjąć służbę dla kraju. I ten potencjał musimy wykorzystać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze