Zimą wiele osób zakłada, że niskie temperatury działają jak naturalny środek dezynfekujący i ograniczają rozwój drobnoustrojów. Skoro jest mróz, bakterie i wirusy powinny ginąć – myślimy intuicyjnie. Tymczasem nauka pokazuje coś zupełnie innego. Zimno rzadko zabija patogeny, a w niektórych przypadkach może nawet sprzyjać ich rozprzestrzenianiu się. To jeden z powodów, dla których sezon infekcyjny przypada właśnie na chłodniejsze miesiące.
Wpływ niskiej temperatury na bakterie nie jest jednoznaczny. Owszem, w chłodzie ich metabolizm ulega spowolnieniu, a procesy życiowe zostają zahamowane, ale nie oznacza to ich śmierci. Bakterie potrafią przejść w stan uśpienia i przetrwać nawet długotrwałe mrozy. Gdy temperatura ponownie wzrasta, szybko odzyskują aktywność i zaczynają się namnażać.
Dobrym przykładem jest Listeria monocytogenes, bakteria znana z tego, że nie tylko przeżywa w warunkach chłodniczych, ale potrafi się w nich rozmnażać. Z tego powodu zamrażanie żywności nie jest metodą dezynfekcji, a jedynie sposobem na spowolnienie rozwoju drobnoustrojów. Podobnie dzieje się z bakteriami obecnymi w wodzie, glebie czy na powierzchniach zewnętrznych – mogą przetrwać zimę i uaktywnić się wraz z nadejściem cieplejszych dni.
Wirusy funkcjonują inaczej niż bakterie, ponieważ do namnażania potrzebują organizmu gospodarza. Co istotne, wiele z nich bardzo dobrze znosi niskie temperatury, a niektóre wręcz zyskują w takich warunkach większą trwałość. Dotyczy to między innymi wirusa grypy oraz rinowirusów odpowiedzialnych za przeziębienie.
Badania przywoływane przez amerykański Narodowy Instytut Zdrowia pokazują, że chłodne i suche powietrze sprzyja stabilności cząstek wirusa. W niskiej temperaturze jego zewnętrzna otoczka sztywnieje i przybiera postać swoistego „żelu”, który chroni wirusa przed czynnikami zewnętrznymi i ułatwia mu przetrwanie w powietrzu. Gdy wirus dostaje się do ciepłych dróg oddechowych człowieka, osłona ta traci sztywność, co umożliwia zakażenie komórek.
Zimą powietrze jest nie tylko chłodne, ale także suche. To kolejny czynnik, który sprzyja infekcjom. W takich warunkach kropelki aerozolu wydychanego podczas mówienia, kaszlu czy kichania są mniejsze i lżejsze, dzięki czemu dłużej unoszą się w powietrzu i mogą przemieszczać się na większe odległości.
W bardziej wilgotnym środowisku cząsteczki te są cięższe i szybciej opadają na ziemię, co ogranicza ryzyko zakażenia. Zimą ten naturalny „mechanizm ochronny” działa słabiej, zwłaszcza w ogrzewanych, słabo wentylowanych pomieszczeniach.
Niskie temperatury wpływają nie tylko na drobnoustroje, ale również na organizm człowieka. Wdychanie zimnego powietrza powoduje obkurczanie naczyń krwionośnych w nosie, co ma zapobiegać utracie ciepła. Jednocześnie utrudnia to białym krwinkom dotarcie do błon śluzowych, gdzie mogłyby neutralizować wirusy już na etapie wnikania do organizmu.
Zimą spędzamy też więcej czasu w zamkniętych przestrzeniach – w domach, biurach, szkołach czy środkach transportu publicznego. Bliski kontakt z innymi osobami, w połączeniu z suchym powietrzem i słabą wentylacją, tworzy idealne warunki do szerzenia się infekcji. Dodatkowym problemem jest mniejsza ekspozycja na słońce i potencjalne niedobory witaminy D, która odgrywa ważną rolę w funkcjonowaniu układu odpornościowego.
Mróz sam w sobie nie jest skuteczną barierą dla bakterii i wirusów, ale w określonych warunkach może ograniczać ich obecność w środowisku. Świeże, zimowe powietrze na zewnątrz, zwłaszcza w połączeniu z promieniowaniem UV, obniża stężenie drobnoustrojów. Dlatego regularne wietrzenie pomieszczeń zimą ma realne znaczenie dla zmniejszenia ryzyka infekcji.
Na otwartych, zamarzniętych powierzchniach patogeny są zazwyczaj mniej aktywne niż w ciepłych i suchych wnętrzach. Kluczowe pozostają jednak nasze codzienne nawyki: higiena rąk, odpowiednia dieta, dbałość o odporność i unikanie zatłoczonych, słabo wentylowanych miejsc.
Choć powszechnie uważa się, że zimno „zabija zarazki”, w rzeczywistości mróz najczęściej tylko je usypia lub wręcz pomaga im przetrwać. To nie niskie temperatury chronią nas przed infekcjami, lecz świadome działania i profilaktyka. Zima sprzyja wirusom nie dlatego, że są one silniejsze, ale dlatego, że warunki środowiskowe i nasze zachowania działają na ich korzyść.
Już kilka lat temu obecny Główny Inspektor Sanitarny, dr Paweł Grzesiowski, zwracał uwagę, że przekonanie o „wymrażaniu” wirusów to jeden z najbardziej uporczywych mitów zdrowotnych. Mimo to wiara w to, że mróz potrafi skutecznie unieszkodliwić patogeny, wciąż ma się dobrze. Tymczasem, aby rzeczywiście pozbawić wirusa zdolności zakażania – pamiętajmy, że sam w sobie nie jest on organizmem żywym i uaktywnia się dopiero w ciele gospodarza – konieczne jest uszkodzenie jego materiału genetycznego.
A to osiąga się nie zimnem, lecz zupełnie innymi metodami. Najskuteczniejsze są wysoka temperatura, sięgająca co najmniej 60 stopni Celsjusza, oraz odpowiednio dobrane środki chemiczne, które realnie niszczą strukturę wirusa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze