Od kilku dni trwają dyskusje na temat tego, jak dużo informacji może o nas mieć minister zdrowia. Przepisy prawa mówią, że wiedzieć o nas może niemal wszystko, ale nie ma prawa się tą wiedzą dzielić publicznie.
Zapytaliśmy prawniczkę Katarzynę Fortak-Karasińską o to, gdzie minister Niedzielski popełnił błąd, który może go drogo kosztować. Dlaczego nie może dowolnie dysponować informacjami o tym, co robią lekarze i pacjenci, nawet jeśli ma prawo to wiedzieć?
- Minister zdrowia uprawniony jest do dostępu do danych o zdarzeniach medycznych. Czerpie tą wiedzę z ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia. To jest ten przepis, który pan minister przytoczył w artykule art. 7 ust. 1 pkt 8. i na który się powołuje, że na jego podstawie ujawnił wrażliwe dane. Ten artykuł daje ministrowi dostęp do danych, dotyczących zdarzeń medycznych, ale tylko do takich danych, które są niezbędne do realizacji zadań, przyznanych mu jako ministrowi na podstawie tej ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, finansowanych ze środków publicznych. To jest ta ustawa, która reguluje działania NFZ - mówi Fortak-Karasińska.
Reklama
Jak tłumaczy prawniczka, w tej ustawie dokładnie określone są zadania ministra zdrowia. Jednym z nich jest „sprawowanie nadzoru nad ubezpieczeniem zdrowotnym” i właśnie na to powołał się minister. Zdaniem prawniczki ta sytuacja, w której doszło do upublicznienia przez ministra informacji o tym, jakiego rodzaju lek wypisał sobie dany pacjent jest przekroczeniem tego uprawnienia. Nie ma tu znaczenia, czy pacjent jest jednocześnie lekarzem i nie powinno mieć znaczenia, że krytykował działanie Ministerstwa Zdrowia.
- Wykonywanie przez ministra zdrowia zadań z zakresu nadzoru nad ubezpieczeniem zdrowotnym nijak się ma do sytuacji, która zaistniała. Przepisy powodują, że on ma dostęp do danych i może je przetwarzać w celu realizacji zadań sprawowania jako minister zdrowia nadzoru nad działaniem m.in. NFZ czy świadczeniodawców, ale absolutnie to jego uprawnienie, wynikające z przepisów, w żaden sposób nie zezwala na upublicznianie tychże danych. No i teraz pytanie jest, jaki był cel upublicznienia tych danych przez pana ministra i on pisze w swoim oświadczeniu, że w celu ochronę dobrego imienia Ministerstwa Zdrowia. I ten cel to nie jest taki cel, na któremu przepisy pozwalają – mówi Katarzyna Fortak-Karasińska.. - Minister ma te dane, bo np. może stwierdzić naruszenie prawa przez Narodowy Fundusz Zdrowia, bada zgodność z przepisami uchwał podejmowanych przez Radę Funduszu, czy decyzje podejmowane przez Prezesa Funduszu. W tym się realizuje jego nadzór, więc on jeżeli do sprawowania tego nadzoru będzie potrzebował dostępu do tych danych, to jak najbardziej ma prawo ten dostęp otrzymać, natomiast nie może ich upubliczniać. Przepisy prawa mają z założenia chronić różne dobra. Interpretując je, trzeba to ważyć. Minister uznał, że dobro, jakim jest dobre imię Ministerstwa Zdrowia, jest ważniejsze i pozwala mu ujawnić dane danego pacjenta. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca – dodaje prawniczka.
Adam Niedzielski jako minister nie miał prawa dzielić się jakimikolwiek danymi medycznymi konkretnej osoby, bo wiąże to tajemnica służbowa.
- Została ona tutaj przez niego naruszona. Dodatkowo należy dodać, że pan minister jest funkcjonariuszem publicznym i ma jeszcze odpowiedzialność z tego tytułu. To powoduje, że tym bardziej tu jego odpowiedzialność jest bardziej znacząca – mówi prawniczka.
Czy minister ma prawo napisać takiego tweeta jako osoba prywatna – Adam Niedzielski? Prawniczka nie zostawia wątpliwości.
- Nie, absolutnie nie, bo prywatna osoba Adam Niedzielski nie miałaby dostępu do takich danych. Pamiętajmy, że minister nie ma takich danych w swoim komputerze. O te dane musi poprosić. Instytucją, która zarządza platformą z danymi medycznymi jest platforma Centrum E-Zdrowia, a dokładnie pracownicy z odpowiednimi certyfikatami dostępu do takich informacji - mówi Fortak-Karasińska.
Adam Niedzielski miał prawo sprawdzić, czy lekarz miał kłopoty z wypisaniem recepty. Miał również prawo poinformować wszystkich, czy lekarz mówił prawdę. Jednak przesadził w swojej reakcji
- Lekarz powiedział, że nie udało mu się dostać do tejże platformy, by wypisać e-receptę. Minister na to mógł powiedzieć, że sprawdziliśmy działanie systemu i pan doktor, który twierdzi, że nie działała w danym dniu, mylił się, system wystawił recepty dla pacjenta – podpowiada Fortak-Karasińska.
Zdaniem prawniczki, to oświadczenie wystarczyłoby w tym sporze. A tak, to minister ujawnił to, do czego nie miał prawa, narażając się na konsekwencje prawne. Dane, które ujawnił są objęte przede wszystkim ochroną danych osobowych. Każde ujawnienie RODO, powinno być zgłoszone jako incydent, każda firma zobowiązana jest rejestr takich zdarzeń. Trzecia rzecz - doszło do naruszenia praw pacjenta. Także tutaj jak najbardziej pan doktor będący w tym wypadku pacjentem, będzie mógł dochodzić personalnie swoich roszczeń z tytułu naruszenia praw pacjenta. Jak widać, ta sytuacja go dotknęła, bo sugestia, że to był lek z grupy psychotropowych, wpływa na jego sytuację życiową, na jego pozycję, jako lekarza.
I także jak najbardziej wydaje się, że tu roszczenia będą zasadne i też mogą być co do żądanych kwot poważne.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze