Reklama

Czy migracja do obcych krain się opłaca, czyli w jakim kraju lekarz i pielęgniarka zarabiają najlepiej?

Pracownicy polskiej ochrony zdrowia, np. pielęgniarki i położne oraz lekarze, migrują do innych państw, żeby godniej ułożyć sobie życie za sprawą wyższych pensji, na które mogą tam liczyć. Zatem w jakim kraju pielęgniarki zarabiają najwięcej i jak kształtują się zarobki lekarzy za granicą? Na pierwszy plan wysuwają się Luksemburg, Turcja i Norwegia, jeżeli mowa o państwach zrzeszonych w OECD. Ale nie tylko. Poszukaliśmy krain mlekiem i miodem płynących.

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) przy okazji kontroli placówek zdrowotnych, czego efektem było stworzenie raportu „Zasoby kadry medycznej w systemie ochrony zdrowia”, opublikowanego w 2023 r., z którym zapoznasz się pod tym linkiem: https://www.nik.gov.pl/plik/id,28020,vp,30841.pdf, przeprowadziła ankietę wśród blisko 2 tys. pracowników ochrony zdrowia.

NIK pytał uczestników sondażu, w którym najczęściej wypowiadały się pielęgniarki (52,3% głosów) i lekarze (26,7%), m.in. o to, co ich najbardziej motywuje/demotywuje w pracy (można było wybrać kilka odpowiedzi).

Reklama

Ankietowani jako główny czynnik demotywujący w pracy uznali „dużą odpowiedzialność i codzienny stres” (51,8%). W czołowej piątce przyczyn zniechęcających znalazły się też kwestie płacowe. 37,9% respondentów było zdania, że demotywujący jest „niski poziom wynagrodzenia” (2. miejsce), a 22,6% wskazało na „brak podwyżki” (5. miejsce).

Źródło: NIK

Organizator sondażu uwzględnił też w badaniu pytanie: „Czy jesteś zadowolony z wynagrodzenia?”. W odpowiedzi na nie 61,4% osób zaprzeczyło, w tym 29,5% wyraziło „zdecydowanie nie” i 31,9% powiedziało „raczej nie”.

Reklama

Czynniki o charakterze materialnym wysunęły się na czoło, gdy NIK zapytał ankietowanych, co według nich najbardziej wpłynęłoby na ich motywację w pracy. Na pierwszej pozycji znalazła się „wysokość wynagrodzenia” (57,7%), a następnie „atmosfera w miejscu pracy” (52,5%), „premia lub nagroda” (30,1%) i „sprawiedliwe traktowanie wszystkich pracowników” (29,5%).  

Źródło: NIK

Tysiące pracowników ochrony zdrowia migruje za "lepszym" chlebem

Wielu pracowników ochrony zdrowia może pochwalić się ponadprzeciętnym wykształceniem kierunkowym, a doświadczenie zdobywane w trakcie kariery zawodowej powinno dodatkowo podwyższać ich „wycenę” w oczach pracodawców. Gorzej, gdy mimo że powinno to prowadzić do tego, to nic się z tym nie dzieje, na co wpływ ma mnóstwo czynników.

Reklama

Część rozczarowanych warunkami płacowymi zaczyna się rozglądać za miejscami, w których mogą godniej zarobkować. Czasami w związku z tym dochodzi do sytuacji, które potrafią dotychczasowe życie wywrócić do góry nogami. Część personelu ochrony zdrowia decyduje się na migrację w poszukiwaniu lepszego chleba.

„Problemem służby zdrowia jest emigracja personelu medycznego. Ministerstwo Zdrowia nie szacowało jednak jej skali. Dane pochodzą z rejestrów i ze strony internetowej Komisji Europejskiej. Z rejestru prowadzonego przez Naczelną Izbę Lekarską wynika, że w latach 2018-2022 (do końca września) wydano łącznie 4884 zaświadczenia potwierdzające uzyskanie w Polsce kwalifikacji zawodowych (w tym lekarzom, lekarzom dentystom oraz specjalistom)” – ocenił NIK.

Reklama

„Jednakże liczba wydanych zaświadczeń przez samorządy zawodowe nie jest jednoznaczna z liczbą osób, które faktycznie wyjechały za granicę i podjęły pracę w zawodzie medycznym. Od 1 maja 2004 r., czyli od wejścia Polski do Unii Europejskiej, do 2019 r. liczba wydanych zaświadczeń tylko lekarzom (z wyłączeniem lekarzy specjalistów) wyniosła ok. 16 tys. osób” – dodała instytucja.

Poza uszczupleniem zasobów kadrowych polskiego personelu medycznego opiekującego się potrzebującymi ma to też wymiar finansowy. Wiele studiów w Polsce jest nieodpłatnych, lecz koszty funkcjonowania tych uczelni ponosi państwo, czyli na końcu w zasadzie każdy podatnik.

Reklama

„Według szacunków Ministerstwa Zdrowia koszt 6-letnich studiów lekarskich waha się od 200 tys. zł do 250 tys. zł. Przyjmując, że wszyscy lekarze, którzy pobrali zaświadczenie i ukończyli bezpłatne studia wyjechali do pracy w UE, koszt dla budżetu państwa wyniósł ok. 4 mld zł (przy zastosowaniu górnego przedziału widełek – przyp. red)” – oszacował NIK.

Te wyliczenia instytucji, o ile właściwie oddają rzeczywistość, ilustrują to, że państwo stoi przed kłopotliwym wyzwaniem, gdyż dochodzi do drenażu mózgów. Mogą one nie oddawać precyzyjnie skali zjawiska, ponieważ nie uwzględniają tego choćby, że niektórzy pobierają wielokrotnie zaświadczenia na potrzeby pojedynczego wyjazdu oraz migrują bez uzyskania zaświadczenia (przykładem mogą być pielęgniarki podejmujące pracę w charakterze opiekuna medycznego). Niemniej nie da się podważyć tego, że obserwujemy procesy migracyjne w wykonaniu kadr medycznych ze szkodą dla polskich pacjentów.

Reklama

A zatem z jednej strony mamy drenaż mózgów, zaś z drugiej strony Polska ponosi wydatki na kształcenie, których nie można wykorzystać w interesie dobra rodzimych pacjentów. Stąd w niektórych kręgach dyskutuje się o rozwiązaniu, które pewnie nie jest zbyt popularne z wielu względów. Mianowicie, czy nie zacząć podpisywać powszechnie z absolwentami uczelni medycznych zobowiązań, na mocy których musieliby oni kilka lat przepracować w Polsce zanim mogliby wyfrunąć zagranicę. Pomysł jest na tyle wielowymiarowy i kontrowersyjny, że zasługuje na odrębną analizę.

W naszym kraju występują poważne deficyty kadry lekarsko-pielęgniarskiej. Według danych za 2019 r. cechowały nas najniższe wskaźniki zatrudnienia w tych profesjach. W Polsce przypadło 2,4 lekarza na 1000 mieszkańców (dla UE wskaźnik wyniósł 3,6) i 5,1 pielęgniarki (we Wspólnocie było to 8,5). W związku z tym poziom nasycenia populacyjnego lekarzami i pielęgniarkami odstawał od unijnej przeciętnej odpowiednio o 33% i 40%.

Reklama

Do tego istnieją obawy, że sytuacja może się pogorszać, co wynika z marnej zastępowalności pokoleniowej – średni wiek lekarza specjalisty wynosi ponad 54 lata, pielęgniarki przeszło 53 lata, zaś położnej powyżej 50 lat.

Kolejnym wyzwaniem dla krajowej służby zdrowia jest nadmierne obciążenie pracą. Z powodu niesatysfakcjonujących wynagrodzeń ponad 60% lekarzy i ok. 30-40% pielęgniarek praktykuje w więcej niż jednej placówce medycznej.

Źródło: Domagała et al. (2022)

Dokąd najczęściej migruje personel medyczny?

Dokładanych danych na temat procesów migracyjnych z udziałem polskich specjalistów brak. Eksperci szacują, że o zaświadczenia w innych krajach UE po przystąpieniu Polski do Wspólnoty w 2004 r. ubiegało się ok. 8% praktykujących lekarzy i pielęgniarek. Do tego należy doliczyć fizjoterapeutów. W przypadku farmaceutów i diagnostów laboratoryjnych rozmiar migracji był znikomy.

Reklama

Nie trzeba oglądać serialu „Londyńczycy”, w którym jedną z głównych bohaterek jest polska pielęgniarka, żeby mieć poczucie, iż jednym z popularnych kierunków migracyjnych są Wyspy Brytyjskie (Wielka Brytania i Irlandia). Kolejne najbardziej uczęszczane szlaki migracyjne prowadzą do Niemiec, Szwecji, Norwegii i Hiszpanii.

To z pewnością nie wszystkie destynacje, które kuszą polskich medspeców. Ich uwaga koncentruje się na Starym Kontynencie, bo płace w wielu państwach są wyższe niż w Polsce, a ponadto nie jest daleko do ojczyzny. Dzięki temu da się mniej lub gorzej, ale jednak, podtrzymywać więzi społeczne ze swoimi bliskimi pozostałymi w kraju.

Reklama

Nie jest to już takie oczywiste, gdy weźmiemy pod uwagę inne kontynenty – Amerykę Północną i Azję. Niemniej znane są mi i takie przypadki, że te dalekie lądy stanowiły miejsce lądowania migrantów z naszego kraju.

Gdzie najwięcej zarabiają pielęgniarki i polscy medycy?

Żeby dostać odpowiedź na to pytanie posłużyłem się bazą Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Ta organizacja gospodarcza zrzesza 38 państw, w tym Polskę.

W zamieszczonych poniżej infografikach znajdują się niemal wszystkie kraje, które wchodzą w skład OECD (za wyjątkiem Kolumbii i Kostaryki). Datą referencyjną jest 2018 r. – jest to nieco archaiczne, ale lepszych danych wejściowych nie znalazłem. Wszelkie obliczenia są dokonane dla uzyskania wspólnego mianownika w euro, a przy tym mówimy o wynagrodzeniach brutto (przed podatkiem dochodowym) w każdym sektorze (publicznym i prywatnym).

Reklama

Nie uwzględniają one nadzwyczajnych składników płacowych, które mają czasami niepewny charakter i nie raz zależą od dyskrecjonalnej decyzji kierownika jednostki (np. premie, bonusy, dodatkowe świadczenia pieniężne, w tym nagrody jubileuszowe lub okolicznościowe, opcje na akcje lub warranty zamienne na akcje przydzielane w ramach programów motywacyjnych) – one mogą podwyższyć dochody roczne, ale wcale nie ma pewności, że do tego dojdzie.

Obliczeń dokonałem w oparciu o dwie zmienne dotyczące produktu krajowego brutto (PKB) i wynagrodzeń – w ujęciu nominalnym na osobę oraz w ujęciu ważonym parytetem siły nabywczej pieniądza (PPP) na osobę.

Wskaźnik PPP uwzględnia uwarunkowania lokalne. Łatwo sobie to uzmysłowić, gdy weźmiemy w rachubę pracownika, który przykładowo zarabia 10 euro w Niemczech i innego, który zarabia 10 euro w Turcji. Za 10 euro w Turcji kupi się więcej towarów i usług niż w Niemczech. Po prostu, mówiąc obrazowo, życie w Turcji jest tańsze niż w Niemczech.

Syntetycznie podchodząc do sprawy: kwoty nominalne pokazują, ile dostajemy wynagrodzenia, a kwoty w PPP pokazują, na ile możemy sobie pozwolić (konsumpcyjno-inwestycyjnie) za pomocą pensji nominalnej.

Baza OECD jest o tyle cenna, że poza kompleksowością, stanowi źródło danych dla wynagrodzeń niektórych zawodów medycznych na różnych kontynentach. Mamy tam bowiem Europę, Amerykę Północną, Azję, Amerykę Środkową, Amerykę Południową i Oceanię. Brakuje jedynie Afryki.

Słabością danych OECD jest to, że odnoszą się one tylko do trzech profesji medycznych: lekarza pierwszego kontaktu (ang. general practitioner), pielęgniarek (ang. hospital nurse) i lekarzy opieki ratunkowej (ang. emergency practitioner). Lepsze jednak to niż nic, więc nie ma co grymasić.

Na początek zobaczmy, jak wyglądają podstawowe parametry dla 20-stu przodujących z 36-ciu klasyfikowanych gospodarek OECD (do tego doszła też Polska nawet, jeżeli nie było jej w dwudziestce). W tym zestawie danych znajdują się m. in. przeciętne wynagrodzenia dla wszystkich pracowników – bez względu na to, czym się zajmują (zawody medyczne i pozostałe).

Najwięcej pieniędzy łożone było na zdrowie w Stanach Zjednoczonych (16,9% PKB). Na podium uplasowały się jeszcze Szwajcaria (12,2%) i ex aequo Niemcy z Francją (11,2%). Polska była dużo niżej w tej klasyfikacji z nakładami na ochronę zdrowia odpowiadającymi 6,3% PKB.

Najzamożniejsi nominalnie byli Szwajcarzy – roczne wynagrodzenie we wszystkich gałęziach gospodarki przekroczyło 81 tys. euro. Na kolejnych czołowych pozycjach znaleźli się Amerykanie (74 tys. euro) i Islandczycy (66 tys. euro). Polak dostawał rocznie ok. 15% tego, co Szwajcar, choć gdy uwzględni się parytet siły nabywczej pieniądza pomiędzy obiema nacjami tak głębokiej przepaści już nie było (53%).

Źródło: opracowanie własne na podstawie OECD

Który kraj płaci najlepiej lekarzom i innym pracownikom ochrony zdrowia?

Skoro wiadomo, jak wyglądają kluczowe parametry na poziomie ogólnym, to przejdźmy do sedna. Czyli odpowiedzmy sobie na pytanie, ile mogą przeciętnie zarobić przedstawiciele trzech zawodów z dziedziny ochrony zdrowia w czołowej dwudziestce OECD (plus Polska).

Dwie poniższe infografiki to przedstawiają, przy czym z powodów pragmatycznych dla określenia profesji zostały użyte skróty: lekarze pierwszego kontaktu (LPK), pielęgniarki (P), lekarze opieki ratunkowej (LOR). Znajdują się tam zestawienia w ujęciu rocznym i miesięcznym.

Na pierwszej są dane roczne uszeregowane według wynagrodzenia nominalnego brutto dla lekarzy pierwszego kontaktu. Skład liderów zdaje się mało zaskakujący. Na podium stoją Luksemburg (275 tys. euro), USA (218 tys. euro) i Szwajcaria (214 tys. euro). Polscy LPK dostawali według szacunków OECD 52 tys. euro rocznie. Rajem dla pielęgniarek był Luksemburg (95 tys. euro), a dalej usytuowały się Dania (72 tys. euro) i Szwajcaria (72 tys. euro). Kwota ta dla Polski wyniosła 13 tys. euro.

Wcześniej wspomniałem o danych skorygowanych o parytet siły nabywczej pieniądza (PPP). Klasyfikując poszczególne państwa pod względem tego kryterium dostajemy niespodziankę. Owszem na pierwszym miejscu bezdyskusyjnie dla lekarzy pierwszego kontaktu wciąż rządzi Luksemburg (230 tys. euro w PPP), jednak na drugim miejscu znalazła się Turcja. W Turcji nominalna roczna pensja dla LPK wynosi 28 tys. euro, ale w przeliczeniu na PPP to już równowartość 162 tys. euro.

Źródło: opracowanie własne na podstawie OECD (ujęcie roczne)

Dla porządku statystycznego narracji warto jeszcze podać wynagrodzenia, jakie uzyskują analizowane trzy grupy zawodowe w ujęciu miesięcznym. Najlepsi, jeżeli chodzi o LPK są oczywiście Luksemburczycy (23 tys. euro). Dla Polski ta zmienna wyniosła trochę ponad 4 tys. euro.

Źródło: opracowanie własne na podstawie OECD (ujęcie miesięczne)

Ostatnim parametrem, który wyliczyłem na bazie statystyk OECD jest wskaźnik rozpiętości nominalnych wynagrodzeń pomiędzy lekarzami (dokładniej grupą LPK) a pielęgniarkami. Odpowiada on na to, ilukrotność wynagrodzenia pielęgniarek stanowi wynagrodzenie lekarza pierwszego kontaktu (LPK/P). W efekcie dostaje się miarę rozwartości pensji otrzymywanych w obu profesjach.

Na poniższej infografice został przedstawiony ten wskaźnik dla 10 najmniej i najbardziej skrajnych wygenerowanych rezultatów – chodzi o pierwszą dziesiątkę (najmniejsza różnica) i ostatnią dziesiątkę (największa różnica). Pensje lekarzy pierwszego kontaktu w porównaniu z pielęgniarkami najbardziej spłaszczone są w Hiszpanii, Turcji i Łotwie (poniżej dwukrotności wynagrodzenia LPK). Największa dysproporcja pod tym względem panowała w Słowacji, Węgrzech i Japonii (powyżej pięciokrotności).

Źródło: opracowanie własne na podstawie OECD

OECD oblicza również OECD Healthcare Salary Index, czyli zbiorczą miarę, która ma za zadanie wyłonić najbardziej przyjazne zarobkowo państwa w organizacji dla analizowanych trzech zawodów medycznych. Miarą odniesienia jest kraj najbardziej przyjazny (dostaje 100 pkt), a pozostałe jurysdykcje są klasyfikowane w skali od 100 do 0.

Benchmarkiem okazał się Luksemburg (100 pkt), a za nim miejsca w czołówce zajęła Turcja (94 pkt) i Norwegia (76 pkt). Polska znalazła się w dolnych rejonach tej klasyfikacji – zajęliśmy 32. pozycję z wynikiem 38 pkt.

Źródło: opracowanie własne na podstawie OECD

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/06/2025 18:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości