Reklama

Coraz bardziej starzejemy się, a opieka długoterminowa nad seniorami woła o pomstę do nieba

Żyjemy coraz dłużej. I od tego nie ma raczej odwrotu. No chyba, że nadejdzie jakiś kataklizm żywiołowy lub geopolityczny, albo medycyna powróci do ciemnych wieków miazmatów. Pierwsze trudniej wykluczyć, a drugie jest równie prawdopodobne jak to, że będę fruwał. Przed nami poważne wyzwania związane z postępującym starzeniem się społeczeństwa, modelem opieki nad seniorami, niedostatkami kadrowymi w zakresie profesjonalnego personelu medyczno-opiekuńczego.

Oczekiwana długość życia w naszym kraju w ciągu ostatnich dwóch dekad poprawiła się. Między 2000 r. a 2019 r. oczekiwana długość życia w chwili narodzin wzrosła o 4,2 roku do 78 lat. Nastąpiło to głównie za sprawą spadku śmiertelności z powodu chorób układu krążenia. Później mieliśmy epidemię COVID-19, która tymczasowo obniżyła wskaźnik, ale w 2023 r. osiągnął on 78,6 lat. Czyli noworodek, który pojawił się na naszej planecie wówczas może statystycznie liczyć na to, że kres jego dni dobiegnie w okolicach 2 102 roku.

Jednocześnie na tle innych państw, które wchodzą w skład paryskiej OECD, wcale nie wyglądamy tak imponująco. Jesteśmy poniżej średniej dla ponad 30 krajów organizacji. Marne to raczej pocieszenie, że w jeszcze gorszym położeniu są Amerykanie, którym jako jedynym z poniższego zestawienia oczekiwana długość żywota skróciła się w latach 2000-2023. Polakom daleko do terminu dożycia charakterystycznego choćby dla czołówki, którą tworzą m. in. Chilijczycy, Japończycy, Hiszpanie, Włosi i Koreańczycy.

Reklama

Źródło: OECD Health Statistics

Polska w czołówce OECD pod względem zgonów z powodu chorób układu krążenia

Sztuką jest żyć długo i w dobrej kondycji zdrowotnej. Bo „wegetowanie”, czyli długi żywot, ale w fatalnym zdrowiu, nie przynosi radości nikomu.

Polska cywilizacyjnie rozwija się. Bez dwóch zdań. Bogacimy się, mamy dostęp do coraz nowocześniejszych technik diagnostycznych oraz procedur medycznych i leków, poprawia się świadomość społeczna w zakresie zdrowego trybu życia. Do niedoścignionego ideału droga jednak daleka.

Mimo odczuwalnych postępów zmorą Polaków pozostają wciąż choroby układu krążenia. Prawie połowa wszystkich zgonów jest efektem tej grupy jednostek chorobowych – gorzej jest tylko na Łotwie, Węgrzech, Słowacji i Litwie, a najlepiej sprawy się mają pod tym kątem m. in. w Japonii, Korei Płd. i Chile.

Reklama

Choroby układu krążenia, w tym choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie tętnicze i udar mózgu, występujące w Polsce, zbierają stale krwawe żniwo.

Choroby te są o 50% częstsze niż średnia OECD. Nowotwory odpowiadają za około jedną piątą wszystkich zgonów, a wskaźnik umieralności z powodu nowotworów jest wyższy niż średnia OECD. Śmiertelność uleczalna, czyli zgony, których można by uniknąć dzięki wcześniejszemu wykryciu i leczeniu, jest stosunkowo wysoka w przypadku chorób układu krążenia. Ponadto ponad dwie piąte wszystkich zgonów jest związanych z paleniem tytoniu, spożywaniem alkoholu i niską aktywnością fizyczną i można by je ograniczyć dzięki lepszym programom zdrowia publicznego, uwzględniającym te behawioralne czynniki ryzyka” – zdiagnozowała paryska organizacja gospodarcza.

Reklama

Do palety czynników sprzyjających rozwojowi chorób układu krążenia wymienionych przez OECD można dorzucić jeszcze kolejne. Wśród pięciu głównych przyczyn najczęściej wymienia się nadciśnienie tętnicze (54% przypadków), niezdrową dietę (37%), na co składa się w dużej mierze niska konsumpcja warzyw i owoców, duża zawartość tłuszczów nasyconych w pokarmach i nadmierne spożycie alkoholu (bywa on wymieniane jako oddzielny czynnik ryzyka), wysoki poziom cholesterolu LDL (24%), warunkowany genetyczne, choć zależny od diety, cukrzycę (20%) i zanieczyszczenie powietrza (19%). Nie pomagają na pewno również naszemu dobrostanowi zdrowotnemu palenie tytoniu, niska aktywność fizyczna, na którą wpływ ma upowszechnienie się pracy zdalnej, oraz stres.

Zmienne procentowe podane wyżej należy traktować orientacyjnie, gdyż istnieje wiele badań naukowych na ten temat, które wykazują pewne różnice w odsetkach przypadków.

Reklama

Źródło: OECD Health Statistics

Na bazie dłuższego szeregu czasowego (do 1990 r.), przygotowanego przez GUS, widać pewną regresję śmierci z powodu chorób układu krążenia, lecz mimo to pozostają one najczęstszą przyczyną odejść Polaków.

Ciekawe obserwacje płyną, gdy zagłębimy się mocniej w tematykę chorób układu krążenia. W latach 2000-2015 największa liczba zgonów z tej przyczyny charakteryzowało województwa mazowieckie i śląskie, a najmniejsza lubuskie, warmińsko-mazurskie, podlaskie i opolskie. Region stołeczny i górnośląski są dość podobne w pewnym sensie, ponieważ to obszary o najwyższej w Polsce gęstości zaludnienia, wysokim stopniu zanieczyszczenia środowiska i „szybszym” tempie życia.

Reklama

Związek zapadalności na choroby układu krążenia został wykazany w odniesieniu do uwarunkowań środowiskowych. Poziom nasycenia lesistością terenów, w których mieszkamy i pracujemy jest skorelowany ujemnie z chorobami układu krążenia – wyższa lesistość łączyła się z mniejszym odsetkiem chorób. Dla odmiany wzrost ogólny skażenia środowiska był dodatnio skorelowany – tam, gdzie „brudniej”, tam występowało więcej zgonów z powodu chorób układu krążenia.

 

Źródło: GUS

Drogie Zetki, poproszę o chwilę uwagi, bo odsetek ultraseniorów ma wzrosnąć potężnie

Na potrzeby tej analizy solidnie przetrząsnąłem zasoby statystyczne OECD, żeby dać czytelnikom politykazdrowotna.com jak najpełniejszy obraz tego, w którym miejscu jesteśmy pod względem demografii, i co najważniejsze, dokąd możemy zmierzać wedle długoterminowych prognoz organizacji (do 2070 r.).

Reklama

Może to się wydawać zbyt dalekosiężne, ale zaręczam, że tak nie jest. To tak naprawdę raptem dystans mniej więcej dwóch pokoleń, który w pierwszej kolejności odnosi się do obecnej młodzieży i dorosłych młodych ludzi.

Dlatego, drogie Zetki, a teraz proszę o chwilę uwagi, bo dziaders Marcin będzie przymulał. Wybory w Waszym życiu prywatnym i zawodowym mogą mieć znaczący wpływ na senioralną przyszłość.

A „wesołe życie staruszka”, to może i słowa z zabawnego refrenu jednej z niemłodych piosenek, ale warto zdecydowanie twardo stąpać po ziemi, żeby kiedyś nie obudzić się z „odwróconym bananem” na twarzy.

Reklama

Poniższe wyliczenia mogą zaciekawić też Eksów (pokolenie X z roczników 1965-1980) i Łajki (pokolenie Y z roczników 1981-1994), ale przede wszystkim odnosi się do sytuacji, w której mogą znaleźć się zwłaszcza Zetki (pokolenie z roczników 1995-2012).

A Zetki trochę różnią się wobec starszych pokoleń w postrzeganiu świata i samych siebie oraz postępowaniu na co dzień. Wspólne badanie EY i JA Worldwide (2021) wykazało, że Zetki swobodnie korzystają z dobrodziejstw technologicznych.

Wśród ich wiodących cech była też duża pewność siebie, nauka na zasadzie just in time learning (Zetki chcą wiedzieć wszystko natychmiast, a wizja długotrwałego budowania kariery zawodowej wydaje się być dla nich przytłaczająca), nacisk na work-life balance (zrównoważenie sfery życia zawodowego i prywatnego), brak obaw wobec podejmowanego ryzyka i silna potrzeba przebywania w grupie (z jednoczesnym podkreśleniem, że część relacji przekłada się na środowisko online).

Reklama

Wyliczenia poniższe są oparte na prognozie długoterminowej OECD, a refleksji sceptyków pozostawiam spostrzeżenie, że nie jest ona wyjątkowa, gdyż wśród największych think-tanków świata panuje jednomyślność co do trendów. Różnice się zdarzają jedynie w odniesieniu do skali zjawisk.

Zdaniem OECD w latach 2024-2070 w Polsce gruntownie spadnie populacja osób najmłodszych (czyli od narodzin do wieku produkcyjnego, rozumianego jako przedział 15-64 lata). Zwiększy się za to liczebność najstarszych. W przypadku „ultraseniorów” zdefiniowanych przeze mnie jako 80+ populacja wzrośnie niemal dwukrotnie. To o tyle istotne, że właśnie w grupie najstarszych wiekowo zdarza się najwięcej przypadków nieporadności życiowej.

Reklama

Źródło: opracowanie własne na podstawie OECD

Dane zamieszczone na powyższej infografice są wyrażone w wielkościach bezwzględnych (w osobach). Podchodząc do sprawy względnie, czyli odnosząc poszczególne grupy wiekowe do ogółu populacji, widać że odsetek seniorów „waży” w miarę upływu czasu coraz więcej. W ciągu kilkudziesięciu lat objętych projekcją ma się on zwiększyć o ponad 12 pkt proc. – z 19,9% (2024) do 32,2% (2070) w całości polskiej populacji. Teraz co piąty Polak jest seniorem, a za dekady ma to być co trzeci rodak.

Reklama

Taka przemiana wieku demograficznego będzie stanowić nie lada wyzwanie m. in. dla:

  • systemów infrastruktury transportu publicznego - nacisk na wyposażenie jej w urządzenia dogodne i bezpieczne dla seniorów,
  • systemów urządzenia miast  - a) więcej ławek i poczekalni, b) więcej zieleni, urządzeń dających cień, kurtyn wodnych i fontann, instalacji klimatyzacyjnych na upalne pory roku, c) czytelniejsze oznaczenia nazw ulic, d) więcej wysepek w ciągach drogowych, żeby niezbyt rączy senior mógł dotrzeć do nich podczas wyświetlania zielonego światła, e) „pisane” większym drukiem papierowe formularze urzędowe, o ile cyfryzacja nie pochłonie środowiska analogowego), a także
  • systemu opieki zdrowotnej (opieka publiczna oraz prawdopodobnie głównie prywatna, większe nakłady na dobrowolne i być może obowiązkowe ubezpieczenia, których teraz nie znamy, ale i dłuższe terminy wizyt pacjentów u lekarzy i lekarzy-stomatologów).

Źródło: opracowanie własne na podstawie OECD

Zwłaszcza, że senior seniorowi nierówny. Wiekowo trochę inaczej wygląda status psychofizyczny przeciętnego 60-latka i przeciętnego 80-latka. Z danych OECD wyciągnąłem trochę statystyk w grupie seniorskiej. Podzieliłem kategorię na dwie zmienne wiekowe – do 79 lat i 80+.

Okazało się, że lawinowo w myśl prognozy organizacji narośnie odsetek osób w wieku 80+, a z racji specyfiki płciowej co do terminu dożywalności dotyczy to przede wszystkim kobiet. Ultraseniorzy stanowili na koniec 2024 r. 4,2% całości społeczeństwa polskiego i 21,0% całości seniorów. W 2070 r. te proporcje będą już wyglądać odpowiednio tak: 15,0% i 46,7%.

Jeżeli te przewidywania OECD sprawdzą się, to za parę dekad co szósty-siódmy Polak będzie ultraseniorem (teraz mniej więcej co dwudziesty) i blisko co drugi senior będzie ultraseniorem (teraz jest co piąty).

Źródło: opracowanie własne na podstawie OECD

Polska seniorem stać będzie, chyba że odmienimy politykę migracyjną i/lub prokreacyjną

Moim zdaniem za kilkadziesiąt lat Polska będzie dużo inaczej wyglądać, chyba dojdzie do gigantycznej przemiany myślenia decydentów i społeczeństwa pod względem procesów migracyjnych i prokreacyjnych.

W te pierwsze dużo bardziej wierzę, gdyż na drugi czynnik władze mają co najwyżej umiarkowany wpływ. Nie da się przymusić ludzi, choćby najbardziej galaktycznymi pomysłami - typu „bykowe” - do większej dzietności.

Z danych think-tanku RFBerlin wynika, że Polska należy do krajów najmniej przyjaznych procesom asymilacyjnym migrantów spoza UE. Owszem, po agresji rosyjskiej na Ukrainę obserwowaliśmy znaczny napływ ludzi od naszego wschodniego sąsiada, ale to wciąż wydaje się za mało. Istnieją różne szacunki w tej materii, lecz w przybliżeniu można przyjąć, że w Polsce w ramach pobytu stałego funkcjonuje ok. 1,5 mln migrantów (to nawet nie 5% całej populacji).

„Olaboga, Hunowie nadciągają. Ratuj się, kto żyw. Zabiorą nam pracę, zgwałcą nasze kobiety, pomordują wszystkich wokół, podpalą domostwa i w końcu stworzą getta etniczne, do których będzie strach wchodzić” - krzyczą wniebogłosy sceptycy w zakresie procesów migracyjnych.

Cóż, w moim odczuciu to przejaw żerowania na najgorszych instynktach ludzkich, a przede wszystkim jest to niepoparte głębszą refleksją, potwierdzoną materiałami źródłowymi, które nie są ponadto wybiórczo używane, gdyż wtedy bardzo łatwo o manipulację.

W czyim interesie występują tacy ludzie? Można snuć różne przypuszczenia. Obawiam się, że nie działają w imieniu zdroworozsądkowo myślących Polaków, gdyż taka zniechęcająca narracja jest po prostu działaniem na szkodę własnego państwa. A Maskwa gawarit: Paljaki, eta rusofoby.

Na poniższej infografice została pokazana mapka, na której uwzględniono odsetek migrantów (dane za 2024 r.) jako procent zbiorowości populacyjnej państw europejskich. Polska, obok Słowacji, Rumunii, Bułgarii i Turcji, należy do krajów z najmniejszym udziałem migrantów w liczbie mieszkańców. Najbardziej otwarci na przyjmowanie cudzoziemców są Szwajcarzy, Austriacy, Irlandczycy, Islandczycy i Cypryjczycy.

Jeżeli nie dojdzie do znaczącej wolty w podejściu do asymilacji z obcych krain, to widoki na długoterminowy rozwój gospodarczy Polski wyglądają marnie. Z obecnego tempa realnego wzrostu PKB na mieszkańca rzędu 4% corocznie w ostatnich latach (2006-2019) „zjedziemy” wkrótce do ok. 2,5%, bo po prostu w obliczu postępującego starzenia się społeczeństwa, dramatycznie niskiej dzietności i zachwaszczającej umysły ludzkie niechęci do migrantów, niebawem znacząco spadnie liczba ludności w wieku produkcyjnym, a PKB przecież nie bierze się z nieba, tylko jakieś ręce powinny go wytworzyć.

Doceńmy w końcu to, że z różnych przyczyn lgną do nas migranci z państw zbliżonych postrzeganiem świata do rodowitych Polaków (Ukraina, Białoruś). Przy odrobinie dobrej woli i pragmatyzmu da się złagodzić w ten sposób negatywne perspektywy demograficzne, co jak zawsze będzie wymagało wysiłku ze strony agend rządowych, aby nie trafiali do nas migranci, którzy mogą być kłopotliwi.

Źródło: RFBerlin

Opieka długoterminowa nad seniorami w powijakach

Załóżmy, że dożywamy wieku senioralnego mimo opisanych wyżej różnych przeciwieństw, które czyhają na ludzi, jeżeli ich styl życia będzie przedstawiał wiele do życzenia. Organizm już nie działa tak sprawnie, jak wtedy, gdy byliśmy młodymi ludźmi i zdolni byliśmy „góry przenosić”. A to szybko przychodzi zadyszka, a to czegoś nie pamiętamy – przykłady takich niedostatków można mnożyć. W takim przypadku dla sprawnego funkcjonowania w życiu codziennym przydałaby się niejednokrotnie pomoc osób trzecich. A z tym, delikatnie rzecz ujmując, bywa różnie.

I, co ważniejsze, stanie się to jeszcze istotniejsze w przyszłości za sprawą opisanych przed chwilą prognozowanych trendów w dziedzinie demograficznej struktury wiekowej społeczeństwa.

„Opiekę długoterminową zapewniają zróżnicowane grupy interesariuszy, takie jak domy opieki, instytucje opieki zdrowotnej i rodziny. Opieka domowa jest zazwyczaj bardziej opłacalna, podczas gdy opieka instytucjonalna, świadczona w domach opieki lub szpitalach, jest zazwyczaj droga. Bezpośrednie koszty opieki nieformalnej świadczonej przez gospodarstwa domowe są niskie, ale jest ona mniej efektywna niż formalna opieka domowa” - wyjaśnili eksperci zdrowotni OECD.

„Znaczenie każdej z nich jest zróżnicowane w poszczególnych krajach OECD. Polska wydaje 0,5% PKB na opiekę długoterminową, głównie związaną ze zdrowiem, z czego 13% trafia do domów opieki, a 7% do szpitali. Około 70% jest świadczone nieformalnie przez gospodarstwa domowe. Inne kraje OECD zapewniają więcej opieki instytucjonalnej i domowej w porównaniu z Polską” - dodali.

Źródło: OECD

Strukturalny problem niedostatku pielęgniarek

Polska boryka się z dramatycznym deficytem personelu pielęgniarskiego, a to on przede wszystkim znajduje się na pierwszej linii opieki nad seniorami. Miłości i empatii w stosunku do bliźnich w żaden sposób nie można mu odmówić. Problemem jest to, że wiele pielęgniarek jest już w zaawansowanym wieku, a z młodym narybkiem tej sztuki medycznej jest naprawdę poważny problem.

Zerknijmy na lewy wykres poniższej infografiki, na której na osi X mamy wiek pielęgniarki, zaś na osi Y mamy odsetek dla każdego rocznika życia jako % ogółu pielęgniarek. Do pięćdziesiątki jest płasko, po czym nagle następuje wystrzał kaskadowy. Większość pań z tej grupy zawodowej to osoby w wieku 50-70 lat, a przecież profesja pielęgniarska wymaga w pewnych przypadkach trochę krzepy.

Wyglądamy przy tym koszmarnie na tle OECD pod względem liczby kwalifikowanych pielęgniarek na 100 tys. mieszkańców (2022). U nas ten wskaźnik wynosi ok. 20, w OECD ponad 40, zaś prymusi pod względem tego kryterium, czyli Australia, Chile i Korea Płd., to już co najmniej 100.

Źródło: opracowanie własne na podstawie OECD.

Specjaliści paryskiej organizacji, odpowiedzialni za zagadnienia związane z ochroną zdrowia, podają kilka rozwiązań, które mogą ich zdaniem przyczynić się do poprawy jakości opieki długoterminowej nad seniorami.

„Usługi wsparcia powinny zostać ulepszone, aby zmniejszyć obciążenie rodzin i uniknąć nadmiernego korzystania z domów opieki w miarę wzrostu zapotrzebowania. Należy podnieść ogólny zasiłek opiekuńczy, jednocześnie ujednolicając wynagrodzenia […]. Osoby opiekujące się wyłącznie członkami rodziny powinny przejść szkolenie, a profesjonalni pracownicy opieki osobistej, tacy jak pielęgniarki, opiekunowie domowi lub opiekunowie nieformalni, powinni być zarejestrowani, przeszkoleni i posiadać licencję, aby poprawić jakość opieki” – sądzą eksperci.

Zwracają oni przy tym uwagę, że w Polsce pielęgniarki są przeszkolone, ale nie ma żadnych wymagań dla opiekunów. Tak nie dzieje się wszędzie w Europie. Na przykład w Austrii opiekunowie domowi muszą ukończyć kurs pomocy domowej, a w Danii profesjonalni opiekunowie osobiści muszą dysponować co najmniej 2,5-letnim wykształceniem w zakresie pomocy społecznej i zdrowotnej.

„Można to wyegzekwować, wymagając, aby umowy były uzależnione od tych standardów. Uatrakcyjnienie zatrudnienia w opiece domowej może w pewnym stopniu zwiększyć liczbę opiekunów domowych, ale jest mało prawdopodobne, aby wyższe płace mogły konkurować z Niemcami, gdzie wielu Polaków pracuje w sektorze opieki długoterminowej” – studząco podsumowało OECD.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 30/07/2025 17:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości