Reklama

Co polska prezydencja wniesie do europejskiej profilaktyki zdrowotnej?

Rozpoczęta w styczniu polska prezydencja ma postawione wiele celów zdrowotnych. Jednym z nich jest profilaktyka, którą mamy ambicje podnieść na wyższy poziom. Wyższy poziom oznacza większą skuteczność programów profilaktycznych, których w ostatnich latach powstało mnóstwo. Z marnym jednak, jak wynika ze statystyk, skutkiem.

Walka z papierosami

Czego potrzebujemy w naszej prezydencji, żeby profilaktyka zadziałała jako programy profilaktyczne, by w tym temacie coś wniosła?

- Zacznijmy od głównych modyfikowalnych czynników ryzyka chorób cywilizacyjnych czyli palenia papierosów i szkodliwego picia alkoholu. W tym zakresie nasze państwo ma wiele do zrobienia.  Szwecja wprowadziła swój program bez dymu. Szwedzi pokazali, że można radykalnie ograniczyć liczbę osób palących papierosy. Oczywiście oni mają alternatywne formy nikotyny takie jak snus, czyli bezdymne dostarczanie nikotyny do organizmu, z czym ja się nie zgadzam, no ale osiągnęli sukces odnotowując poniżej 5 proc. palących i najniższą obecnie zachorowalność na raka płuca w Europie. To się przekłada na mniejszą liczbę zgonów związanych z papierosami. Najgorszy wpływ na zdrowie mają papierosy klasyczne, mniejsze alternatywne źródła nikotyny tj. podgrzewcze tytoniu czy wystandaryzowane e-papierosy, a najmniejsze mają plaster z nikotyną czy guma z nikotyną. Alternatywnym wyrobem dla nałogowych palaczy znacznie mniej szkodliwym niż papierosy mogą być również beztytoniowe, doustne saszetki z nikotyną, ale pod warunkiem, że byłyby wystandaryzowane i badane w niezależnym laboratorium przed dopuszczeniem ich do sprzedaży. Powinniśmy jednak pracować w obszarze prewencji sięgania po nikotynę w jakiejkolwiek formie - wymienia prof. Marek Postuła, kardiolog interwencyjny, kierownik Pracowni Farmakogenomiki, Centrum Badań Przedklinicznych, Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej WUM,i specjalista od badań nad długowiecznością.   

Reklama

Ograniczenie spożycia alkoholu

W Polsce pali około 28 proc. dorosłych a 27% pije alkohol ryzykownie lub szkodliwie, co pociąga za sobą gigantyczne koszty związane z opieką zdrowotną i utratą produktywności przez te osoby. Jest to dowód na to, że profilaktyka uzależnień i systemowa terapia uzależnień w Polsce działa bardzo słabo i należy ten stan pilnie poprawić. Jedną z przyczyn tego stanu jest brak koordynacji działań pomiędzy resortami.

- Politycy powinni mieć świadomość, że uzależnienia nie są wyzwaniem wyłącznie dla resortu zdrowia. Na skuteczność walki z uzależnieniami wpływ ma praca kilku resortów m.in. resortu zdrowia, resortu finansów, resortu gospodarki a nawet ministerstwa edukacji narodowej i w pewnym stopniu ministerstwa rolnictwa. Dlatego optymalnym rozwiązaniem byłoby powołanie pełnomocnika rządu ds. uzależnień, który koordynowałby działania różnych resortów w aspekcie walki z uzależnieniami. Taki model przyjęto już w niektórych krajach. Czas prezydencji Polski w UE jest doskonałym czasem aby rozpocząć działania w tym kierunku, nowelizując także niektóre przepisy unijne. Odrębna kwestia to poszerzenie zakresu badań profilaktycznych w ramach okresowych badań medycyny pracy pozwalające na wczesną diagnostykę chorób układu krążenia i najczęściej rozpoznawanych w Polsce nowotworów złośliwych. Prezydencja Polski w UE powinna również ułatwić dyskusję na temat poprawy dostępności do badań genetycznych w całej Unii, oceniających ryzyko zachorowania na nowotwory złośliwe. – mówi prof. Marek Postuła, kardiolog z Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej WUM.

Reklama

Dane o zdrowiu pomogą w prewencji

Kolejnym czynnikiem, o którym wspomina specjalista kardiologii i długowieczności to działanie, które przekładałoby się na realny spadek zachorowań i śmiertelności najczęściej diagnozowanych chorób cywilizacyjnych. Zdaniem prof. Marka Postuły pomóc może nowoczesna technologia i wykorzystanie tego, co już mamy zebrane, czyli danych, pokazujących kto, gdzie i dlaczego choruje, po to, by tam właśnie wkroczyć z prewencją.

- Jestem zwolennikiem cyfryzacji danych, czyli zbierania ich. Jednak nie chodzi mi o te, które dostępne są obecnie, bo ich jakość często pozostawia wiele do życzenia. Chodzi mi o dane jakościowe, takie jakie do dyspozycji ma np. UK Biobank. Potrzebujemy stworzenia naszego polskiego Biobanku, który dzięki zebranym danym epidemiologicznym oraz genetycznym oraz pobranym próbkom biologicznym pozwoliłby lepiej zrozumieć problemy zdrowotne Polaków. To z kolei pomoże tak kształtować nowoczesną politykę zdrowotną państwa w perspektywie długoterminowej, by im zapobiegać – postuluje prof. Postuła.

Reklama

Ekspert wskazuje, że wprawdzie mamy podobne inicjatywy na poziomie lokalnym, np. badania prof. Kamińskiego w Białymstoku, który zebrał dane ok. 3 tysięcy ochotników, ale one nie są globalnie w kraju brane pod uwagę.

- Potrzebujemy w takiej bazie nie trzy, ale trzysta tysięcy, a nawet milion przebadanych osób pod kątem sekwencjonowania genetycznego, żeby zrozumieć przyczyny chorób cywilizacyjnych i minimalizować narażenie na czynniki ryzyka – uważa prof. Postuła. – Wtedy wyniki możemy wykorzystać w kardiologii czy onkologii.

Reklama

Dane z NFZ nic nie wnoszą

Można jednak odpowiedzieć ekspertowi, że mamy dane pochodzące z Narodowego Funduszu Zdrowia, które pokazują mapę potrzeb zdrowotnych Polaków.

- NFZ się tymi danymi nie dzieli. Patrzy na te dane przez swój pryzmat, ale nie dzieli się nimi z naukowcami – mówi prof. Marek Postuła. – Oferują wprawdzie dane, ale zanonimizowane w taki sposób, że już nic z nich nie wynika. Kiedy zorganizowałem taki zdrowotny hackathon, poprosiłem o dane epidemiologiczne pacjentów z niewydolnością serca. Dostaliśmy dane, z których wycięto wszystko. Nie tylko imię i nazwisko, bo to oczywiste, ale również dane o płci, wieku i chorobach współistniejących. To bez sensu, bo akurat są to niezwykle ważne w analizie informacje. Bez nich dane z NFZ mają wartość czystej kartki – ironizuje prof. Postuła.

Reklama

Choroby zależą od regionu

Możliwości, jakie daje nowoczesna technologia sprawiają, że można policzyć motyle na drugiej półkuli, ale wciąż nie mamy naukowo zbadanych przyczyn najpopularniejszych chorób w polskim społeczeństwie. Eksperci przed objęciem przez Polskę prezydencji powtarzali jak mantrę, że potrzebujemy cyfryzacji, by w zdrowiu wreszcie coś się poprawiło. Czy nowe technologie pomogą nam lepiej zadbać o zdrowie?

- Powinniśmy pracować nad stworzeniem systemów, opartych na sztucznej inteligencji, które analizują dane np. szpitala, po to, by kształtować jego politykę zarządzania zasobami czy choćby pokazywania, jakie oddziały są priorytetowe w danej okolicy – mówi prof. Postuła.

Reklama

Koszty, koszty, koszty

Przeciwko sekwencjonowaniu postulowanych miliona Polaków podnoszą się głosy, które mówią, że nas na to nie stać, bo koszt będzie gigantyczny. Jednak prof. Postuła odpowiada, że dziś koszt sekwencjonowanie genomu wynosi ok. 1000 zł. Ale leczenie chorób, którym dzięki wiedzy pozyskanej z genomu możemy zapobiegać jest znacznie droższe.

- Nadal to jest tak, że to jest 5% populacji, które obejmiemy spersonalizowanym programem profilaktycznym. Przesuniemy im granice kolonoskopii, mammografii czy badania PSA o 20 lat wcześniej w zależności od typu nowotworu. Obniżymy im poprzeczkę badań profilaktycznych, obejmiemy tzw. spersonalizowanym nadzorem onkologicznym. To się populacyjnie przełoży na realne zmniejszenie częstości występowania nowotworów, przeżywalność, no i zmniejszenie kosztów leczenia tych chorób. Przecież koszt leczenia nowoczesną terapią osób, które mają mutacje, to jest co najmniej 5 tys. zł za dawkę leku, a terapia trwa miesiącami. Leki biologiczne są jeszcze droższe. Niektóre mutacje powodują, że mamy ograniczone możliwości leczenia – dodaje ekspert.

Reklama

Na czym Polska jako kraj mogłaby się wzorować w nowoczesnym podejściu do profilaktyki?

- Nie musimy się na nikim wzorować. Możemy być innowacyjnym pionierem – mówi prof. Postuła. - Dlaczego Polska ma ciągle się uczyć od innych, a nie pokazać, że słuchajcie, jesteśmy w stanie zrobić coś lepszego. Onkologia i kardiologia to dobre pola do innowacyjności. Ludzie bardziej się boją umrzeć na nowotwór niż na serce - dodaje ekspert.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/01/2025 12:48
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Teresa Tomków - niezalogowany 2025-02-03 19:30:51

    Medycyna Żywienia to klucz do zdrowia. Przetworzona żywność i chemia to przyczyna większości chorób. Przemysł spożywczy zamiast odżywiać - tuczy. Dopóki nie zmienimy norm dotyczących dopuszczenia żywnośći do obrotu nie pomogą mld na ochronę zdrowia. Mamy przepracowane społeczeństwo , zagubione w analizie ulotek, niezrozumiałych etykiet składu żywnośći. Naiwnie sądzimy, że skoro coś jest dopuszczone do obrotu to jest bezpieczne. Rolą państwa jest ochrona konsumentów, zanim bezwartościowa żywność zamieni ich w pacjentów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Teresa Tomków - niezalogowany 2025-02-03 19:49:54

    Medycyna Żywienia to klucz do zdrowia. Przetworzona żywność i chemia to przyczyna większości chorób. Przemysł spożywczy zamiast odżywiać - tuczy. Dopóki nie zmienimy norm dotyczących dopuszczenia żywnośći do obrotu nie pomogą mld na ochronę zdrowia. Mamy przepracowane społeczeństwo , zagubione w analizie ulotek, niezrozumiałych etykiet składu żywnośći. Naiwnie sądzimy, że skoro coś jest dopuszczone do obrotu to jest bezpieczne. Rolą państwa jest ochrona konsumentów, zanim bezwartościowa żywność zamieni ich w pacjentów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości