Jak wczoraj informowaliśmy, NFZ bierze pod uwagę, że w związku ze zmianami na liście leków refundowanych, przekroczony może zostać limit wydatków na dopłaty do leków. To uruchomiłoby pierwszy raz w historii procedurę pay-back dla firm. O opinię poprosiliśmy szefów Infarmy i Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.
Bogna Cichowska-Duma, Dyrektor Generalny INFARMY
Pay-back jest mechanizmem ustawowym, który funkcjonuje od 2011 roku. Do tej pory nigdy jeszcze nie został uruchomiony. Oczywiście firmy farmaceutyczne są świadome możliwości przekroczenia budżetu na refundację i uwzględniają taką możliwość w swoich planach biznesowych. Ta sytuacja z jednej strony jest wyzwaniem dla firm, ale z drugiej cieszy ponieważ zwiększające się wydatki na refundację oznaczają coraz lepszy dostęp do leków dla polskich pacjentów i nowe możliwości leczenia dla wielu chorych.
Krzysztof Kopeć, prezes PZPPF
Pokrywanie przez producentów tańszych leków generycznych większych niż zaplanowało ministerstwo zdrowia wydatków na refundację, czyli tzw. payback jest przerzucaniem na firmy odpowiedzialności za brak dyscypliny budżetowej. To bardzo niebezpieczna i krótkowzroczna strategia. Minister, co prawda, nie musi liczyć się z kosztami farmakoterapii, bo jeśli zdecyduje się na refundację nawet najdroższych na świecie leków i nie weźmie pod uwagę, że spożycie farmaceutyków ze względu na demografię rośnie, to i tak połowa kosztów przekroczenia budżetu spadnie na firmy farmaceutyczne, które na decyzję ministra nie miały wpływu. Jednak producenci widząc co się dzieje będą próbowali zmniejszyć dostawy leków. W konsekwencji spadnie ich dostępność. Payaback zagraża więc przede wszystkim pacjentom, czego przykładem jest Rumunia, gdzie podobne przepisy doprowadziły do braku leków w aptekach. Działający na tamtejszym rynku wytwórcy z obawy przed paybackiem przestali dostarczać leki.
Poza tym k aranie paybackiem producentów krajowych leków generycznych i biorównoważnych, którzy zwiększając swój udział w rynku generują oszczędności dla budżetu NFZ stoi w sprzeczności z zasadami farmakoekonomiki. Dzięki konkurencji generycznej budżet NFZ oszczędza rocznie 500 mnl zł. Leki bioronoważne mogą tę kwotę zwielokrotnić. Więc im więcej ich się sprzeda, tym lepiej dla budżetu. Dlatego wiele krajów, m.in. Belgia zwalnia z paybakcu generyki.
Payback nie służy też naszej gospodarce, bo dotknie głównie firmy krajowe, ponieważ co drugi sprzedawany w naszych aptekach lek został wyprodukowanych przez rodzimych wytwórców. Kraje, które mają własny przemysł farmaceutyczny zazwyczaj stymulują jego rozwój, a nie hamują. W efekcie paybacku wynegocjowana przez producenta cena przestaje obowiązywać, bo jeśli odda część przychodów, będzie ona de facto niższa. Jak zatem planować inwestycje i to wieloletnie? Premier M. Morawiecki chciałby, aby Polacy leczyli się polskimi lekami. Mamy rozwijać biotechnologię. Tymczasem zarobione pieniądze zamiast na inwestycje musi przeznaczyć na payback. Ministerstwo zdrowia nie uwzględnia w ogóle wpływu krajowych wytwórców na naszą gospodarkę, co jest sprzeczne z wielokrotnymi obietnicami premiera. Oznacza to, że resort zdrowia prowadzi silosową politykę nie biorącą pod uwagę interesu państwa.
Pamiętajmy, że udział ilościowy leków generycznych w obrocie aptecznym w Polsce wynosi prawie 80%. Wzrost ich sprzedaży jest efektem zmian demograficznych, czyli starzenia się społeczeństwa oraz epidemiologii, a więc przede wszystkim zwiększenia liczby zachorowań na schorzenia cywilizacyjne- nadciśnienie tętnicze, miażdżycę czy cukrzycę. Dziś z paybacku są zwolnione podmioty podpisujące tzw. porozumienie podziału ryzyka. Ale przecież wytwórca generyku też kończy negocjacje z ministerstwem zdrowia z ceną znacznie niższą od oczekiwanej. Tylko, że obniżka, której musiał udzielić jest jawna. Tymczasem firma zawierające przy negocjacjach różnego kształtu tzw. umowy podziału ryzyka udziela niejawnego rabatu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!