Pojawia się coraz więcej błędów i poszkodowanych osób po zabiegach z medycyny estetycznej, jak np. kobieta, która straciła wzrok po podaniu w okolice nosa kwasu hialuronowego. Błędów jest coraz więcej, bo coraz więcej osób z tych zabiegów korzysta. Dodatkowo, zasady działania tego rynku wciąż nie są jednoznacznie uregulowane.
Niedawno Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Medycyny Estetycznej nagłośniło przykład pacjentki, która padła ofiarą medycyny estetycznej. Kobieta poddała się zabiegowi korekty nosa poprzez wstrzyknięcie kwasu hialuronowego. Pacjentka dwa dni po zabiegu wróciła do gabinetu kosmetycznego z objawami niewidzenia na jedno oko. Kobieta zaczęła wymiotować i ze względu na pogarszający się stan, wezwano karetkę. W szpitalu okazało się, że pacjentka ma również objawy sugerujące udar. Sytuacja zdarzyła się w gabinecie kosmetycznym.
Ślepota jednego oka
Dermatolodzy ze stowarzyszenia twierdzą, że doszło do tego błędu, gdyż zabieg wykonywała osoba nieuprawniona.
- Pacjentka po zajściu trafiła do dr Ewy Kaniowskiej działającej w Stowarzyszeniu - mówi Joanna Nalborska ze Stowarzyszenia Dermatologów Medycyny Estetycznej. Przedstawiciele organizacji wskazują też, że obecnie pacjentka jest w domu, ma ślepotę jednego oka. Lekarze podkreślają, że kobieta padła ofiarą błędu. Przyznają jednocześnie, że im samym też on może się przytrafić. Tyle, że jako osoby uczące się anatomii, są lepiej przygotowani do wykonywania tego typu zabiegów.
Zarzuty takie odpierają z kolei kosmetolodzy.
- Każde zaistniałe powikłanie powinno być skrupulatnie przeanalizowane. Również w tym przypadku nadal nie mamy dokładnych danych. Nie wiemy kto wykonał zabieg i w jakich warunkach został on przeprowadzony. Nie wiemy czy zabieg został przeprowadzony przez osobę przeszkoloną z tego zakresu, czy była to osoba bez żadnych kwalifikacji zawodowych w obrębie estetyki. Regularnie lekarze w mediach celowo stosują wymiennie słowa kosmetolog/kosmetyczka wprowadzając opinię publiczną w błąd. Są to zupełnie inne zawody. Kolejną niewiadomą w przytoczonym przypadku jest rodzaj preparatu, który został podany i związane z nim swoiste właściwości przypisane do tego konkretnego produktu. Prezentowanie w taki sposób wybiórczych treści, to tworzenie kolejnej karty przetargowej w działaniach, jakie od dawna prowadzą dermatolodzy, próbując wyeliminować kosmetologów z rynku - zaznacza Justyna Gorlicka- Kruk, prezes ogólnopolskiej Izby Kosmetologów.
Podkreśla, że na przykładzie chociażby głośnej sprawy z aquafillingiem (powiększenie biustu przez dentystkę) powikłania - i to poważne - zdarzają się niejednokrotnie lekarzom.
- To także po stronie lekarzy zostały odnotowane powikłania w postaci utraty wzroku. Ważne są jednak intencje zmian regulacyjnych w prawie. Kosmetologom zależy na stworzeniu regulacji prawnych, które będą zwiększały bezpieczeństwo klientów korzystających z usług estetycznych. Natomiast propozycje regulacji prawnych ze strony lekarzy podyktowane są chęcią zawładnięcia rynkiem estetycznym w Polsce - uważa Gorlicka- Kruk.
Szkopuł tylko w tym, że minister zdrowia nie chce zająć się kształceniem kosmetologów, gdyż zawód ten nie jest uważany za medyczny, choć jak wskazują sami kosmetolodzy, mają więcej zajęć z dermatologii na studiach, niż stomatolodzy. Ci ostatni także chętnie ostatnio świadczą usługi z zakresu medycyny estetycznej.
Pomiędzy lekarzami, dermatologami od lat toczy się dyskusja o tym, kto ma prawo wykonywać zabiegi medycyny estetycznej. A korzysta z nich coraz więcej pacjentek, klientek, ale także i mężczyzn.
Lekarze uważają, że zabiegów związanych z przekuwaniem powłok ciała jak np.: mezoterapia, osocze bogatopłytkowe, wstrzykiwanie botoksu czy kwasu hialorunowego, nie powinni wykonywać kosmetolodzy, kosmetyczki, gdyż nie są przygotowani do przekłuwania powłok ciała. Poza tym - jak przekonują lekarze - jest to świadczenie zdrowotne, do którego wykonywania uprawniony jest tylko lekarz. Kosmetolodzy zaś odpierają te argumenty twierdząc, że uczą się właśnie dermatologii na dwustopniowych studiach.
Wszystkiemu winne jest zaś to, że brakuje jednoznacznych przepisów regulujących zasady działania rynku medycyny estetycznej.
Tak naprawdę nie ma i specjalizacji dla lekarzy z zakresu medycyny estetycznej. Zainteresowani lekarze mogą jedynie skończyć roczny kurs, np. przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.
Co na to Sąd Najwyższy?
Ostatnio kamyczek do ogródka lekarsko-kosmetycznego dołożył Sąd Najwyższy. W bazie swojego orzecznictwa Sądu Najwyższego opublikował postanowienie z 26 maja 2021 r. (sygn. IK 23/21). Jest to postanowienie oddalające kasację od orzeczenia Naczelnego Sądu Lekarskiego. Kasacja została wniesiona przez obrońcę lekarki-dentysty ukaranej przez sąd lekarski za przekroczenie uprawnień zawodowych w postaci podjęcia się zabiegu (zakończonego powikłaniem) powiększania piersi preparatem Aquafilling.
Obrońca lekarki negował medyczny charakteru zabiegów z zakresu medycyny estetycznej sprowadzając charakter relacji do schematu: usługodawca-klient. Pełnomocnik dentystki uważał, że sąd lekarski nie jest właściwy do orzekania w tej sprawie, gdyż powiększanie piersi nie jest świadczeniem zdrowotnym, a co za tym idzie nie jest polem, na którym może nastąpić przewinienie zawodowe, gdyż jest to usługa inna niż świadczenie służące zachowaniu, ratowaniu, przywracaniu lub poprawie zdrowia ani inne działanie medyczne wynikające z procesu leczenia.
Poprawa wyglądu to świadczenie medyczne
Sąd Najwyższy przyznał, że istotnie zabieg nie miał związku z ratowaniem życia i zdrowia. Niemniej skład orzekający nie zgodził się z twierdzeniem, że tylko z tego powodu można odmówić temu zabiegowi statusu świadczenia zdrowotnego.
SN wskazał, że świadczeniem zdrowotnym są objęte także działania medyczne, które nie są ukierunkowane na zachowanie, ratowanie, przywracanie lub poprawę zdrowia.
Zdaniem sędziów kluczową kwestią była więc ocena, czy na gruncie obowiązujących przepisów uprawnione było uznanie przez Naczelny Sąd Lekarski tego zabiegu za „inne działanie medyczne” (zabieg medyczny), wynikające z przepisów odrębnych regulujących zasady jego wykonywania.
Naczelny Sąd Lekarski aprobując w tym zakresie ustalenia Sądu I instancji przyjął, że działanie obwinionej stanowiło wykonanie zabiegu medycznego, chirurgicznie inwazyjnego, ponieważ doprowadziło do penetracji wnętrza ciała innej niż przez otwory naturalne lub stały otwór sztuczny.
- Skutek tego postanowienia wykracza więc poza konkretny przypadek zabiegu powiększania piersi, bowiem ustala ono nie tylko odpowiedzialność związaną z przekroczeniem przez lekarza uprawnień do ingerowania w obszar ciała poza jego kompetencjami, ale przyjęte przez Sąd Najwyższy kryteria mają zastosowanie do znakomitej większości, jeśli nie do wszystkich, zabiegów medycyny estetycznej - uważa Andrzej Cisło, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Samych zaś błędów z zakresy medycyny estetycznej może być coraz więcej, bo coraz więcej osób z tych zabiegów korzysta. Krótko mówiąc, im więcej zabiegów, tym większe statystyczne ryzyko powikłań.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!