Kolejki w ochronie zdrowia nie są już tylko problemem organizacyjnym, lecz – jak podkreślają eksperci – realnym zagrożeniem dla zdrowia pacjentów. Barometr Watch Health Care 2025 pokazuje, że dostępność do świadczeń w Polsce pozostaje dramatycznie ograniczona, a przyczyny tego stanu są znacznie bardziej złożone niż sama liczba lekarzy czy pieniędzy w systemie. Ale pojawiły się też krytyczne głosy, np. Bernarda Waśki z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH-PIB, że samo narzędzie nie pokazuje rzeczywistej dostępności do świadczeń. Oto dlaczego.
Barometr Watch Health Care 2025, zaprezentowany podczas debaty ekspertów, po raz kolejny podejmuje próbę zmierzenia realnej dostępności do świadczeń zdrowotnych w Polsce poprzez analizę czasu oczekiwania na wybrane procedury i konsultacje specjalistyczne. Jak podkreślał prowadzący debatę dr Krzysztof Łanda, kluczowe pytanie brzmi nie tylko, jak wygląda obecna sytuacja, ale przede wszystkim co można zrobić, aby ją poprawić.
Z danych Barometru WHC 2025 wynika, że średni czas oczekiwania na świadczenia wskaźnikowe pozostaje na poziomie zbliżonym do lat poprzednich, co oznacza utrwalenie się problemu, a nie jego rozwiązanie. Eksperci zwracali uwagę, że system tkwi w tym samym miejscu od 2018 roku, a zmiany mają charakter punktowy, a nie systemowy.
Barometr Watch Health Care 2025 potwierdza, że dostępność do świadczeń zdrowotnych w Polsce osiągnęła poziom najgorszy od początku prowadzenia pomiarów w 2012 roku. Jak wynika z raportu Fundacji Watch Health Care, na przełomie października i listopada 2024 roku średni czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne wynosił 4,2 miesiąca, podczas gdy jeszcze w 2023 roku było to 3,5 miesiąca. Oznacza to wydłużenie kolejek o 0,7 miesiąca w ciągu jednego roku.
Jeszcze dłużej pacjenci czekają na wizytę u lekarza specjalisty. Średni czas oczekiwania wyniósł 4,3 miesiąca, wobec 3,7 miesiąca rok wcześniej. Na badania diagnostyczne pacjenci czekali średnio 3,1 miesiąca, czyli o 0,6 miesiąca dłużej niż w poprzednim Barometrze.
Wśród 215 analizowanych świadczeń zdrowotnych w aż 104 przypadkach dostępność się pogorszyła, poprawiła się jedynie w 41, a w 70 pozostała praktycznie bez zmian. Najdłuższe kolejki odnotowano w chirurgii plastycznej, gdzie czas oczekiwania sięgał 9,9 miesiąca, w neurochirurgii 9,1 miesiąca oraz w otolaryngologii dziecięcej 8,9 miesiąca.
Jednym z kluczowych problemów wskazanych w Barometrze WHC 2025 jest etapowość leczenia, czyli suma czasów oczekiwania na kolejne elementy ścieżki pacjenta. To właśnie ona sprawia, że realny czas do uzyskania leczenia liczony jest nie w miesiącach, lecz w latach.
Od wizyty u lekarza POZ do operacji usunięcia żylaków kończyn dolnych mija średnio 35,8 miesiąca. W przypadku operacji wymiany zastawki serca droga pacjenta od pierwszej wizyty w POZ do zabiegu trwa 21,4 miesiąca. Endoprotezoplastyka stawu kolanowego realizowana jest po średnio 20,7 miesiąca od wizyty u lekarza rodzinnego, a leczenie aparatem ortodontycznym po 21 miesiącach od pierwszej konsultacji.
Po raz pierwszy Barometr zbadał również czas rozpoznania epilepsji. Od momentu trafienia pacjenta na SOR do wizyty w poradni leczenia padaczki mija średnio 13,4 miesiąca.
Do tej problematyki odniosła się Dorota Korycińska, prezes Zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska, która podkreśliła, że „kolejka to technologia udowodnionej szkodliwości”, ponieważ choroba w kolejce nie czeka, rozwija się, a opóźnienia często uniemożliwiają optymalne leczenie lub prowadzą do sytuacji, w których jest już za późno.
Z danymi o kolejkach w ochronie zdrowia Barometru WHC 2025 zbiegł się inny raport Fundacji Alivia, o którym pisaliśmy tutaj:
Jednym z najbardziej alarmujących wniosków Barometru WHC 2025 są dane dotyczące rejestracji. Z badania wynika, że 78 procent ankietowanych nie było w stanie dodzwonić się do placówki za pierwszym razem. To właśnie rejestracja, a nie sam lekarz, staje się pierwszą i często nie do pokonania barierą w dostępie do leczenia.
Dorota Korycińska, omawiając wyniki raportu, zwróciła uwagę, że pacjenci przez wiele dni próbują się dodzwonić, słyszą komunikaty o kilkudziesięciu osobach oczekujących na połączenie, otrzymują sprzeczne informacje lub dowiadują się, że „zeszyt jest u lekarza”. Jak podkreśliła, w takich warunkach trudno obarczać pacjentów winą za nieodwoływanie wizyt, skoro sama możliwość kontaktu z placówką bywa iluzoryczna.
Do problemu kolejek odniósł się wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski, omawiając doświadczenia z zarządzania Instytutem Matki i Dziecka. Wyjaśnił, że rozbudowa call center oraz umożliwienie pacjentom aktywnego udziału w umawianiu wizyt przez telefon, SMS i systemy online pozwoliły ograniczyć odsetek nieodwołanych wizyt do poziomu 2 procent.
Wskazał również na znaczenie weryfikacji skierowań, ponieważ część pacjentów trafia do niewłaściwych poradni lub bez wymaganych badań, co sztucznie wydłuża kolejki. Odnosząc się do wdrażanej e-rejestracji, podał konkretne dane, że już w pierwszym tygodniu działania systemu blisko 3800 wizyt zostało przełożonych lub uwolnionych przez pacjentów, a tylko sześć osób nie zgłosiło się na wizytę bez odwołania.
Maciejewski zaznaczył, że e-rejestracja dotyczy pacjentów pierwszorazowych i ma ograniczyć zjawisko „królów papierowych kalendarzy”, czyli nieformalnej kontroli dostępu do terminów przez personel.
Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski zwracał uwagę, że problem kolejek nie dotyczy wyłącznie liczby świadczeń czy dostępności lekarzy, ale także sposobu kwalifikowania pacjentów do leczenia operacyjnego. Jego zdaniem w wielu obszarach system ochrony zdrowia zbyt rzadko weryfikuje, czy zabieg chirurgiczny jest rzeczywiście najlepszym i koniecznym rozwiązaniem, zwłaszcza tam, gdzie czas oczekiwania jest najdłuższy. Jak podkreślał:
Nie każda operacja jest bezwzględnie konieczna. Trzeba uczciwie pytać, czy korzyści z zabiegu rzeczywiście przewyższają ryzyko powikłań i późniejszy dyskomfort życia pacjenta. W szczególności w obszarach, gdzie kolejki są najdłuższe, warto ponownie przyjrzeć się kwalifikacji do operacji i sprawdzić, czy wcześniej wykorzystano wszystkie możliwe metody leczenia zachowawczego.
Janusz Cieszyński, poseł na Sejm X kadencji, były wiceminister zdrowia, komentując wyniki Barometru WHC, stwierdził, że "system ochrony zdrowia doszedł do granicy wydolności". Przytoczył dane GUS, zgodnie z którymi w 2023 roku prywatne wydatki na ochronę zdrowia wzrosły o 3,5 miliarda złotych rok do roku, a w 2024 roku już o 10 miliardów złotych, osiągając poziom około 64 miliardów złotych.
Moim zdaniem doszliśmy do granicy wydolności systemu ochrony zdrowia. Widać to wyraźnie w danych dotyczących wydatków prywatnych. Według GUS 2024 rok był pierwszym od 2015 roku, w którym wzrósł udział prywatnych wydatków na ochronę zdrowia. W 2023 roku zwiększyły się one o 3,5 miliarda złotych rok do roku, a w 2024 już o 10 miliardów złotych, osiągając poziom około 64 miliardów złotych. To nie jest przypadek. Te liczby pokazują, że pacjenci są wypychani z systemu publicznego do prywatnego, co było efektem wcześniejszego podejścia do roli prywatnej ochrony zdrowia. Nie jest to zarzut wobec obecnego kierownictwa resortu, bo takich działań dziś nie widać, ale związek przyczynowo-skutkowy z decyzjami z poprzednich lat jest moim zdaniem jednoznaczny. Wydatki „out of pocket” z kieszeni pacjentów to już potężne obciążenie dla budżetów domowych - powiedział Janusz Cieszyński.
Jak podkreślił, jest to 1,8 procent PKB i obciążenie ponoszone bezpośrednio z kieszeni pacjentów. Cieszyński wskazał, że są to pieniądze wydawane w najmniej efektywny sposób, ponieważ pojedynczy pacjent nie ma siły negocjacyjnej, jaką miałby ubezpieczyciel działający w systemie.
Odniósł się również do danych dotyczących diagnostyki obrazowej, przywołując statystykę z raportu, według której liczba lekarzy udzielających świadczeń wzrosła o 10 procent, podczas gdy liczba wykonanych świadczeń wzrosła aż o 60 procent, co pokazuje wzrost efektywności wykorzystania personelu.
Jednym z najostrzejszych głosów krytycznych wobec interpretacji danych Barometru Watch Health Care był głos Bernarda Waśki, dyrektora Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH-PIB. Waśko zaznaczał, że samo narzędzie nie pokazuje rzeczywistej dostępności do świadczeń, lecz jest jedynie jednym z możliwych sposobów obrazowania sytuacji.
Jak wyjaśniał, podstawową wartością Barometru WHC jest zachowanie spójnej metodologii i możliwość śledzenia trendów w czasie, a nie podawanie prostych komunikatów o średnich czasach oczekiwania w skali kraju.
Dyrektor NIZP PZH podawał przykład endoprotezoplastyki stawu kolanowego, wskazując, że w trakcie debaty sam znalazł na Mazowszu kilkanaście podmiotów deklarujących termin realizacji świadczenia krótszy niż pięć miesięcy, co stoi w sprzeczności z uśrednionymi danymi prezentowanymi w raporcie.
Waśko podkreślał również, że dane raportowane do NFZ są obarczone systemowym błędem, ponieważ brak raportu ze strony świadczeniodawcy skutkuje wpisaniem wartości zerowej, a kolejki faktycznie funkcjonujące w „kajetach królów kolejek” często nie mają żadnego odzwierciedlenia w oficjalnych systemach.
Istotnym elementem debaty była zapowiedź zmian legislacyjnych dotyczących sposobu mierzenia kolejek. Dyrektor Bernard Waśko zwracał uwagę na Projekt Rozporządzenia Ministra Zdrowia z 5 grudnia 2025 r., wprowadzający pojęcie przewidywanego czasu udzielenia świadczenia (PCUŚ). Nowy wskaźnik ma być liczony automatycznie przez NFZ na podstawie średniego czasu oczekiwania pacjentów z ostatnich sześciu miesięcy, liczonych od daty rejestracji do faktycznego udzielenia świadczenia.
Zdaniem Waśki jest to „przełom kopernikański”, ponieważ po raz pierwszy miara dostępności ma opierać się na obiektywnych danych systemowych, a nie deklaracjach świadczeniodawców czy informacjach udzielanych telefonicznie pacjentom.
Zdaniem Janusza Cieszyńskiego jednym z kluczowych, a zarazem najszybszych do wdrożenia narzędzi skracania kolejek jest centralna rejestracja. Polityk krytykował tempo jej wdrażania i podkreślał, że konsekwencje braku podłączenia do systemu rejestracji są dziś paradoksalnie mniejsze niż braki kadrowe na SOR-ach.
Cieszyński zwracał uwagę, że obecnie ponad 90 procent danych raportowanych jako efekt działania rejestracji pochodzi z ręcznego wprowadzania informacji przez personel placówek, a nie z rzeczywistej aktywności pacjentów. Jego zdaniem prawdziwa reforma wymaga codziennego zarządzania procesem i objęcia rejestracją znacznie szerszego zakresu świadczeń.
Najmocniejszy głos pacjencki w debacie należał do Doroty Korycińskiej, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej. Odnosząc się do wyników Barometru WHC 2025, podkreślała, że sam fakt, iż „nie jest gorzej”, nie może być powodem do zadowolenia w sytuacji tak głębokiego kryzysu dostępności.
Korycińska wprost stwierdziła:
kolejka to technologia udowodnionej szkodliwości,
ponieważ choroba w kolejce nie czeka, lecz postępuje, często uniemożliwiając później zastosowanie optymalnego leczenia. Szczególnie dotkliwie problem ten ujawnia się w onkologii, gdzie kluczowe znaczenie ma etapowość ścieżki pacjenta jeszcze przed leczeniem szpitalnym.
Dr Andrzej Mądrala, założyciel i były prezes zarządu szpitala MAVIT LuxNMedu, podzielił się podczas Barometru WHC 2025 ważnym przesłaniem pełnym optymizmu, choć nie unikał realiów i wyzwań systemu ochrony zdrowia:
Przyszedłem tutaj dzisiaj, żeby podzielić się optymizmem. Myślę, że jest za co dziękować. Wreszcie mamy godne wynagrodzenia dla środowiska medycznego - nie dlatego, że jestem bohaterem, ale jako współprzewodniczący Trybunału Konstytucyjnego do spraw ochrony zdrowia, miałem swój udział w tym procesie.
Nie chcę, by ktoś pomyślał, że te pieniądze zabieramy pacjentom - musimy zrobić wszystko, by środki na wynagrodzenia się znalazły, choć oczywiście można dyskutować o wielkości koszyka świadczeń i budżetu.
To, co jest najważniejsze, to pacjent - jego satysfakcja, możliwość łatwego kontaktu z placówką, mówił dr Mądrala.
Padła w dyskusji opinia, że w prywatnej służbie zdrowia, działającej w konkurencji, dba się o to, żeby pacjent mógł się dodzwonić. Tymczasem monopolistyczne placówki, które mają zagwarantowane finansowanie, często tworzą bariery.
Mieliśmy dziś poranne spotkanie zarządu ogólnopolskiego stowarzyszenia szpitali prywatnych i rozmawialiśmy o wyzwaniach finansowych, które rzeczywiście budzą obawy. Ale chciałbym zwrócić uwagę na konkretne przykłady sukcesów - na przykład w okulistyce, operacjach zaćmy - mówił dr Mądrala.
I dodał:
Chciałbym, abyśmy ten optymizm przekuli w konkretne działania, by pacjenci byli leczoni skutecznie i sprawnie. Osobiście jestem pacjentem onkologicznym i widzę, że w onkologii mamy postęp, kolejki skracają się, podobnie jak w kardiologii czy okulistyce. Niepokoi mnie jednak stan systemu i niepewność przyszłości. Trzeba jasno powiedzieć, że NFZ wymaga zmian - powiedział ekspert.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze