- Lekarze i inne zawody medyczne zamiast tarczy otrzymały broń wymierzoną prosto w nich - ocenia prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja, wskazując na specustawę covidową, która w czwartek przyjął Sejm. W poniedziałek ustawa ma trafić pod obrady Senatu.
Chodzi o ustawę o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID19, która ma zabezpieczyć pracę medyków w dobie pandemii. Przygotowało ją ministerstwo zdrowia w porozumieniu z klubem PiS i została zgłoszona jako projekt poselski, aby przyspieszyć ścieżkę legislacyjną.
Według A. Matyi, ustawa została przedstawiona Sejmowi przez grupę 34 posłów, wśród których reprezentacja lekarzy praktycznie nie istniała. - Czy to przypadek, że ustawa nie była konsultowana z żadnym partnerem społecznym ze środowiska medycznego, także z Naczelną Radą Lekarską? Gdyby ustawa była taka dobra, to czy jej zapisy byłyby ukrywane do samego końca przed światem medycznym? - pyta prof. Andrzej Matyja w komentarzu zamieszczonym na stronie NRL. Prezes Rady przyznał, że w trakcie obrad sejmowej Komisji Zdrowia głos zabrał dopiero po stanowczej interwencji. Ponadto - jak wskazuje, przewodniczący pozwolił jedynie na kilkuminutową wypowiedź w trakcie, której praktycznie nie miał szans w pełni przedstawić wszystkich racji środowiska medyków.
Brakowało merytorycznej dyskusji, ludzkiego podejścia
- Poza mną do głosu nie był dopuszczony żaden inny przedstawiciel środowiska medycznego. Tymczasem dla garstki posłów obecnych na sali (ci uczestniczący zdalnie ze względów technicznych praktycznie nie uczestniczyli w dyskusji) i wiceministra zdrowia Sławomira Gadomskiego zarezerwowano blisko 10 godzin. Brakowało poważnej merytorycznej wymiany zdań, ludzkiego podejścia, głębszej refleksji i analizy obecnej sytuacji. Była butna polityka i brak szacunku do pracy medyków- uważa A. Matyja.Przedstawiciele NRL przekazali posłom propozycje poprawek, jednak jedynie nieliczne zostały uwzględnione w procedowanym projekcie. - Proponowaliśmy, aby 200 proc. wynagrodzenia mieli zagwarantowane wszyscy lekarze walczący z COVID-19, nieważne czy oddelegowani do pracy czy nie, nieważne czy pracujący w szpitalu wojewódzkim, powiatowym czy innym podmiocie. Poprawka została odrzucona, a obecny zapis obejmuje znikomą część środowiska, co może doprowadzić do wewnętrznych konfliktów - podkreśla prezes NRL.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!