Podniesienie składki zdrowotnej, współfinansowanie jej przez pracodawców, aktywizacja zawodowa seniorów oraz wyższe akcyzy na towary, zagrażające zdrowiu to niektóre z rozwiązań, zaproponowanych przez ekspertów Szkoły Głównej Handlowej. Propozycje mają zwiększyć wpływy z tytułu składki zdrowotnej i zasypać dziurę finansową NFZ.
Jak podkreśliła prof. Monika Raulinajtys-Grzybek z SGH, państwo zobowiązało się do finansowania systemu opieki zdrowotnej na poziomie 7%, a najważniejszym finansującym jest NFZ. 88% funduszy przechodzi przez tego płatnika. Dlatego to wpływy do Narodowego Funduszu Zdrowotnego powinny zostać zwiększone, by sprostać stojącym przez nami wyzwaniom zdrowotnym. Zadanie to jest o tyle trudne, że jak podkreśla ekspertka „nie ma jednego rozwiązania”.
- System opieki zdrowotnej jest złożony i w nim nie zawsze dwa puls dwa daje cztery – mówi prof.. Monika Raulinajtys-Grzybek
Eksperci ze Szkoły Głównej Handlowej przypomnieli, że przewidywana w latach 2025-2027 luka finansowa w NFZ wyniesie 111 mld zł. Kwota robi wrażenie, zwłaszcza w kontekście rywalizacji o zwiększające się wydatki w innych sektorach, np. obronności. Budzi też niepokój o dostępność świadczeń zdrowotnych starzejącego się społeczeństwa i niedoborów płacących składki na ubezpieczenie zdrowotne pracowników w najbliższych latach. Konieczna jest więc reforma finansowania publicznego systemu opieki zdrowotnej, by sprostał on zmianom demograficznym i rosnącym wyzwaniom zdrowotnym społeczeństwa.
- Dziś składki zdrowotne są zależne od wysokości zarobków. Odprowadza je 70% społeczeństwa. Powiększać się będzie grupa seniorów, co będzie obniżać wpływy z tytułu składki zdrowotnej – mówi prof. Monika Raulinajtys-Grzybek.
Reklama
Specjaliści z SGH oraz eksperci z Okręgowej Izby Lekarskiej opracowali plan zmian w finansowaniu systemu, wskazując na komplementarność rozwiązań. Oznacza to, że nie jedna, ale wiele składowych będzie mieć wpływ za zniwelowanie prognozowanej luki, która przy braku działań, będzie się tylko powiększać, prowadząc do większego kryzysu.
Pierwszą grupą rozwiązań są zmiany w stopie składki polegające na wzroście lub wyrównaniu tej stopy w zależności od grupy zawodowej.
- Proponujemy wzrost składki dla pracowników, emerytów i rencistów o 0,25 p.p. rocznie przez kolejne 4 lata, do poziomu 10%-owej składki rocznej, wzrost składki dla pracujących na własny rachunek nominalnie odpowiadający wzrostowi składki dla pracowników oraz wymuszenie zmian w objęciu preferencyjnym ubezpieczeniem zdrowotnym rolników. Te zmiany mają zaowocować wpływem dodatkowych 37 mld zł i jest to 33% wartości luki - mówi prof. Barbara Więckowska, profesor SGH, Kierownik Zakładu Innowacji w Ochronie Zdrowia w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.
Reklama
Jak podkreśla ekspertka, składka zdrowotna powinna być „ekwiwalentna do tego, co otrzymujemy za nią. Kupujemy za nią ochronę ubezpieczeniową, czyli gotowość zakładu ubezpieczeniowego do wypłaty ubezpieczenia”.
Kolejnym rozwiązaniem jest przyjrzenie się temu, kto płaci składkę zdrowotną. Warto zastanowić się, czy nie powinna ona być współpłacona przez pracodawców. Są kraje, m.in. Francja, Czechy, Węgry, Bułgaria, w których takie rozwiązanie istnieje.
- Proponujemy, by składka pracodawcy wynosiła 2,5 proc. Wtedy składka pracownika docelowo wynosiłaby 10,5 proc. Wpływy z tego tytułu to 42 mld zł i byłoby to 38 proc. pokrycia prognozowanej luki – wylicza prof. Barbara Więckowska.
Reklama
Wprowadzenie składki finansowanej z budżetu państwa na ubezpieczenia zdrowotne dla dzieci w wysokości 4,5 proc. minimalnego wynagrodzenia brutto to kolejna propozycja ekspertów. Jak wyliczają pokryłoby to 42 proc. prognozowanej luki. Kolejnym źródłem przychodu NFZ mogłyby być dopłaty do świadczeń lub prywatne ubezpieczenia zdrowotne. Ten element wprowadza nie tylko pieniądze do systemu, ale i zdaniem ekspertów, zachęca do dbania o zdrowie.
- Propozycją jest, aby dopłacać 10 zł do wizyty, niezależnie czy jest to porada ambulatoryjna w POZ czy AOS oraz 50 zł za pobyt w szpitalu. Te kwoty mogłyby zasilić budżet państwa kwotą 6,3 mld zł. Prywatne ubezpieczenia zdrowotne w wysokości 50 zł miesięcznie byłyby niewielką dodatkową składką w porównaniu z ubezpieczeniami prywatnymi oferowanymi na rynku, ale przy tak dużej populacji, gdy ryzyko rozkłada się, za tę niewielką kwotę można podnieść jakość i dostępność świadczeń. Luka prognozowana na lata 2025-2027 byłaby z tego ubezpieczenia pokryta kwotą 6 mld zł, czyli 6 proc. luki – wskazuje prof. Barbara Więckowska.
Artur Białoszewski, dyrektor programu SGH-WUM EMBA w ochronie zdrowia oraz Ośrodka Strategii i Analiz OIL w Warszawie pokazuje potencjał tzw. Sin tax, czyli „podatków od grzechów”. To podatki np. od alkoholu i tytoniu oraz cukrowy, czyli wnoszone do budżetu państwa dodatkowe opłaty od produktów, które przyczyniają się do powstawania chorób cywilizacyjnych, m.in. otyłości czy nowotworów. Rozważany jest również podatek tzw. tłuszczowy, czyli podatek od tzw. fast food. Te dodatkowe obciążenia w cenach niezdrowych towarów finansują leczenie chorób przez nie wywołanych. Dla producentów, np. żywności są również impulsem do przeprowadzenia prozdrowotnych reformulacji, by tych podatków uniknąć.
- Część wpływów składki przeznaczanej na opiekę zdrowotną powinna pochodzić z podwyższonej akcyzy ze sprzedaż tytoniu i alkoholu. Wpływy mogłyby wynosić 11,2 proc. prognozowanej luki. Z tych pieniędzy powinno być współfinansowane leczenie nowotworów i innych chorób wynikających z używania szkodliwych używek. Skoro państwo dopuszcza możliwość sprzedaży takich artykułów, to z akcyzy powinno iść finansowanie leczenia skutków ich użycia – podkreśla Artur Białoszewski.
- Ratownictwo medyczne powinno być finansowane z budżetu państwa, a nie ze składki zdrowotnej. Powinno być finansowane tak samo jak straż pożarna, wojsko czy policja, bo to są elementy bezpieczeństwa obywateli, a wiemy, że polscy obywatele bardzo cenią sobie bezpieczeństwo – mówi Białoszewski. – Relacja do finansowania luki to 12, 4 proc. a spodziewany wpływ to 13, 8 mld zł w latach 2025-2027 – dodaje ekspert.
Reforma finansowania systemu opieki zdrowotnej nie może się obyć bez zmian w wieku emerytalnym. Jako państwo nie udźwigniemy bowiem finansowania opieki nad starzejącym się społeczeństwem przy malejącej liczbie pracujących. Podwyższenie i wyrównanie wieku emerytalnego wydaje się być więc nieuniknione i na tym eksperci opierają kolejne prognozy wpływów do budżetu NFZ.
- Wydłużenie i wyrównanie wieku emerytalnego z punktu widzenia systemu zdrowia jest niezbędne, bo to zwiększy źródła finansowania. Ludzie dłużej będą aktywni zawodowo i dłużej będą opłacać składki. Dodatkowo zwiększenie aktywności zawodowej wpływa na stan zdrowia populacji – mówi Artur Białoszewski. – Polska ma jeden z najniższych współczynników wieku emerytalnego, nieuniknione jest podwyższenie tego wieku, m.in. dlatego, żebyśmy mieli fundusze na opiekę nad seniorami – dodaje ekspert OIL.
Proponowane rozwiązanie to podniesienie wieku emerytalnego do 67. roku życia do 2031 roku. Progresywnie rosnąca przez kolejne lata składka da, według wyliczeń ekspertów 5,4 proc. zapełnienia luki finansowania opieki zdrowotnej z funduszy publicznych.
Jako kolejne rozwiązanie zaproponowano, by wprowadzić możliwość przekazywania 1,5% podatku na opiekę zdrowotną. Na liście organizacji, którym można przekazać 1,5% podatku mogłyby znaleźć się szpitale, np. powiatowe. Choć z tego tytułu do przekazania do systemu możliwe byłoby ok. 20 mln zł, to nawet taka kwota mogłaby w pewien sposób poratować budżety szpitali.
- Żadne z tych rozwiązań nie gwarantuje pokrycia luki w systemie w 100 proc. – podsumowuje listę propozycji dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek prof. SGH. – Dziś walczy o fundusze z obronnością, ratownictwem. – Wiemy, że rozwiązania zwiększające obciążenie z tytułu składki zdrowotnej wywołają gorącą dyskusję. Wiele rozwiązań choć nie finansuje wprost systemu ochrony zdrowia, to wpływa na zmianę zachowań, bo kiedy musimy sięgnąć do własnej kieszeni, to łatwiej o zmianę zachowań.
Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W kontekście podatku cukrowego ciekawi mnie czemu woda butelkowana jest opodatkowana wyższą stawką VAT niż niektóre słodzone napoje. Czy taka polityka ma na celu zdrowie Polaków? Śmiem wątpić.
W kontekście podatku cukrowego ciekawi mnie czemu woda butelkowana jest opodatkowana wyższą stawką VAT niż niektóre słodzone napoje. Czy taka polityka ma na celu zdrowie Polaków? Śmiem wątpić.