Stwardnienie rozsiane u dzieci pozostaje rzadką postacią choroby, ale jego ciężar kliniczny i rodzinny jest szczególny. Choroba zaczyna się w okresie intensywnego rozwoju mózgu, nauki i kształtowania tożsamości, dlatego wpływa nie tylko na funkcjonowanie neurologiczne, lecz także na emocje, relacje i codzienne życie dziecka. Prof. dr hab. n. med. Justyna Paprocka, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Dziecięcej SUM w Katowicach i konsultant krajową w dziedzinie neurologii dziecięcej, wskazuje, że największym wyzwaniem nie jest dziś wyłącznie samo leczenie, ale zbudowanie takiego modelu opieki, który łączy szybką diagnostykę, terapię, wsparcie psychologiczne i realną pomoc dla rodziny.
Stwardnienie rozsiane wciąż kojarzy się przede wszystkim z młodymi dorosłymi. Tymczasem część pacjentów choruje już w dzieciństwie i właśnie ta grupa wymaga szczególnej uwagi. Jak podkreśla prof. Justyna Paprocka, kilka procent chorych otrzymuje diagnozę przed ukończeniem 18. roku życia, a nawet do 10 proc. osób z SM deklaruje, że pierwsze objawy pojawiły się jeszcze w dzieciństwie. W Polsce mówimy o kilkuset dzieciach z rozpoznanym stwardnieniem rozsianym. Najczęściej chorują nastolatki między 10. a 17. rokiem życia, choć zdarzają się również zachorowania u młodszych dzieci. To właśnie te przypadki są szczególnie trudne diagnostycznie i terapeutycznie.
Pediatryczne stwardnienie rozsiane ma własną dynamikę. Choroba jest bardziej aktywna niż u dorosłych: rzuty występują częściej, a zmiany w rezonansie magnetycznym mogą być bardziej nasilone. Jednocześnie młody mózg ma większe możliwości regeneracyjne, dlatego objawy po rzutach często ustępują szybciej i rzadziej pozostawiają trwałe deficyty. Co równie ważne, u dzieci dłużej trwa okres do narastania niepełnosprawności i później dochodzi do przejścia w postać wtórnie postępującą. To jednak nie zmniejsza ciężaru choroby. Oś problemu przesuwa się raczej z trwałego deficytu neurologicznego na długofalowy wpływ choroby na rozwój, funkcjonowanie poznawcze i codzienne życie dziecka.
Jednym z głównych problemów pozostaje rozpoznanie. Początkowe objawy SM u dzieci bywają dyskretne i niespecyficzne. Mogą obejmować przejściowe zaburzenia widzenia, drętwienia kończyn, trudności z chodzeniem, zaburzenia równowagi i koordynacji ruchowej czy osłabienie siły mięśniowej. Często pojawia się też przewlekłe zmęczenie, trudności z koncentracją i wahania nastroju. To właśnie te objawy najłatwiej przypisać przeciążeniu szkolnemu, okresowi dojrzewania albo buntowi nastolatka.
Ekspertka ujmuje to bardzo jasno, kiedy mówi, że kluczowa jest czujność. Jeśli objawy utrzymują się, nawracają lub wyraźnie wpływają na codzienne funkcjonowanie dziecka, wymagają konsultacji neurologicznej. Pierwszą linią obrony nadal pozostaje uważność rodziców, lekarzy i nauczycieli, a nie wyłącznie dostęp do technologii medycznych.
Stwardnienie rozsiane u dziecka nie jest problemem wyłącznie samego pacjenta. Choroba wpływa na funkcjonowanie całej rodziny, a jednym z największych braków systemu pozostaje dziś niewystarczające wsparcie psychologiczne i organizacyjne. Prof. Paprocka podkreśla, że kluczowe jest wsparcie psychologiczne zarówno dla dziecka, jak i dla jego rodziców, ponieważ SM jest chorobą przewlekłą i nieuleczalną, a rodzicom często towarzyszą stres, poczucie winy i przeciążenie emocjonalne.
Stwardnienie rozsiane jest chorobą przewlekłą, nieuleczalną, która dotyka nie tylko pacjenta, ale też całą jego rodzinę, dlatego opieka powinna obejmować również pomoc w radzeniu sobie z emocjami, stresem i poczuciem winy, które często towarzyszą rodzicom.
Reklama
Prof. Paprocka zaznacza, że dzieci mają dostęp do terapii SM, ale nadal istnieją istotne ograniczenia. Z perspektywy klinicznej wciąż brakuje rozwiązania terapeutycznego, które łączyłoby wysoką skuteczność, bardzo dobry profil bezpieczeństwa i taką formę podania, która sprzyja regularności leczenia oraz akceptacji terapii przez młodego pacjenta. To szczególnie ważne u nastolatków, którzy nie chcą stale myśleć o chorobie i źle tolerują rozwiązania zbyt silnie ingerujące w codzienność.
Ekspertka wskazuje przy tym bardzo konkretny kierunek.
Nastolatki nie chcą stale myśleć o chorobie, dlatego forma leczenia ma ogromne znaczenie dla skuteczności terapii. Z perspektywy klinicznej najkorzystniejsze wydaje się leczenie podawane w ośrodku leczniczym, co daje pewność realizacji terapii, a jednocześnie odbywające się w możliwie długich odstępach czasu, na przykład co pół roku. Takie rozwiązanie pozwala młodym pacjentom funkcjonować normalnie, ograniczając wpływ choroby i leczenia na ich codzienne życie, naukę i relacje rówieśnicze.
Reklama
Najmocniejszy wniosek dotyczy organizacji opieki. Prof. Paprocka mówi wprost, że największą niezaspokojoną potrzebą dzieci z SM w Polsce pozostaje kompleksowa, skoordynowana opieka. Poza leczeniem neurologicznym potrzebne jest wsparcie psychologiczne, neuropsychologiczne, rehabilitacyjne i pedagogiczne. Nadal brakuje też rozwiązań ułatwiających funkcjonowanie dzieci z SM w szkole i wsparcia dla rodzin, które często zostają z tym problemem same.
Stwardnienie rozsiane u dzieci nie jest wyłącznie problemem neurologii dziecięcej. Bez skoordynowanego modelu opieki nawet dobrze prowadzona terapia nie odpowie w pełni na potrzeby dziecka. Potrzebny jest też lepszy dostęp do nowoczesnych, przyjaznych terapii, szybsza diagnostyka, większa świadomość choroby wśród lekarzy, nauczycieli i społeczeństwa oraz realne wsparcie psychologiczne.
Równie ważne jest budowanie systemu, który pozwala dzieciom funkcjonować możliwie normalnie w szkole, w relacjach z rówieśnikami i w rodzinie. Chodzi również o to, czy dziecko z diagnozą może zachować rozwój, sprawczość i poczucie normalności.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze