Lekarze w publicznych szpitalach i ośrodkach zdrowia w Słowenii przystąpili dziś do bezterminowego strajku, żądając poprawy warunków pracy i wyższych płac. Pacjentów czekają spore niedogodności.
W pierwszym okresie lekarze zamierzają ściśle przestrzegać 40-godzinnego tygodnia pracy i odmawiać brania godzin nadliczbowych. Z pewnością spowoduje to wydłużenie kolejek przed lekarskimi gabinetami.
Gdyby ta forma protestu nie zrobiła na rządzie wrażenia w ciągu dwóch tygodni, lekarze zamierzają zaostrzyć strajk - zapowiedzieli, że będą się zajmować tylko nagłymi przypadkami, a także najciężej chorymi, kobietami w ciąży i dziećmi.
Związek zawodowy lekarzy FIDES ogłosił strajk, ponieważ trwające rok rozmowy z rządem w sprawie układu zbiorowego nie dały rezultatów. Pewne zbliżenie stanowisk odnotowano w kwestii poprawy warunków pracy, natomiast nie widać porozumienia w sprawie podwyżek płac.
Lekarze domagają się, by ich zarobki stopniowo rosły, osiągając docelowo trzykrotność średniej płacy w Słowenii. Obecnie jest to dwukrotność - ok. 3100 euro brutto.
Metoda strajku, którą na początek wybrali słoweńscy lekarze, nie jest także obca naszym medykom. Zgodnie z zapowiedziami, do końca grudnia Zarząd Krajowy OZZL ma opracować scenariusz rezygnacji lekarzy z tzw. „opt-outów”. Jest to rodzaj klauzuli, na podstawie której lekarz wyraża zgodę na pracę powyżej 48 godzin tygodniowo.
Polski system ochrony zdrowia opiera się właśnie na tym, że lekarze i inni pracownicy medyczni pracują zbyt długo. Dzięki temu ten system funkcjonuje. A to oznacza, że bez konieczności podejmowania strajku, można bardzo łatwo spowodować zatrzymanie systemu. Wystarczy, że lekarze zrezygnują z możliwości pracy powyżej 48 godzin tygodniowo – mówi Krzysztof Bukiel, szef OZZL. W Polskich szpitalach akcja miałaby ruszyć w pierwszych miesiącach przyszłego roku.
Aleksandra Smolińska
Źródło: DGP
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!