Zapadają pierwsze wyroki sądów przyznające dodatki covid-owe medykom, którzy nie dostali wyższego wynagrodzenia. Tyle, że już teraz NFZ nie wyłoży na nie pieniędzy, a dyrektor szpitala sam będzie musiał je wygospodarować w budżecie.
W Sądzie Rejonowym w Łodzi zapadł wyrok dotyczący dodatków covidowych. Sprawa dotyczyła jednego z lekarzy szpitala im. Biegańskiego w Łodzi. Sąd uznał, że placówka ma wypłacić lekarzowi 7 200 zł zaległego dodatku za 2 miesiące. W związku z tym, sąd przychylił się do stanowiska, że medykowi należy się 100 proc. dodatku do pensji za każdy miesiąc pracy z pacjentami covidowymi.
- To drugi taki wyrok. Pierwszy zapadł w Częstochowie. Z naszej wiedzy wynika, że pozwów o dodatki covid-owe może był złożonych kilkadziesiąt w kraju - wskazuje Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Jak zaznacza, sprawy dotyczą głównie tych dodatków, które w ocenie lekarzy miały im się należeć za pracę na SOR-ach czy izbach przyjęć przy pacjentach z koronawirusem.
Na dodatki covidowe, przez prawie cały okres trwania pandemii, NFZ wyłożył prawie 10 mld zł od listopada 2020 r do marca 2022 r. Problem z tym dodatkowym wynagrodzeniem polega jednak na tym, że został on przyznany medykom nie mocą przepisów ustawy czy rozporządzenia, ale poleceniem ministra zdrowia. Ten nakazał NFZ wypłatę medykom pracujących przy pacjentach z COVID-19 wypłatę co miesiąc dodatkowej pensji zasadniczej, ale nie większej 15 tys. zł.
Zróżnicowane przyznawanie
Przypomnijmy, że dodatki były wypłacane od listopada 2020 do kwietnia 2022 r. Minister zdrowia w międzyczasie modyfikował zasady ich przyznawania.
Od 1 listopada 2021 r. dodatek covidowy w wysokości 100 proc. wynagrodzenia przysługiwał osobom, które:
wykonywały zawód medyczny uczestniczyły w udzielaniu świadczeń zdrowotnych i miały bezpośredni kontakt z pacjentami z podejrzeniem i z zakażeniem wirusem SARS-CoV-2 pracowały na oddziałach, w których placówka medyczna zapewnia łóżka dla pacjentów z podejrzeniem oraz z potwierdzonym zakażeniem SARS-CoV-2 (tzw. II poziom zabezpieczenia covidowego)Od początku trwania pandemii wielu dyrektorów szpitali nie miało jednak pewności, którym pracownikom i na jakich zasadach przyznawać te dodatki. Pewniakiem były głównie osoby pracujące na oddziałach covidowych. Wielu zarządzających placówkami medycznymi ostrożnie podchodziło do wypłaty tych dodatków dla innych pracowników w obawie o to, że jeśli zgłoszą ich na listy do NFZ, to ten później zrobi kontrolę, uzna że komuś pieniądze nie przysługiwały i nakaże ich zwrot szpitalowi.
Kara za ostrożność
- Teraz ci ostrożni dyrektorzy zostaną ukarani. Bo wypłaty dodatków, jakie zasądził sąd na rzecz pracowników, będą musieli dokonać z budżetów szpitalnych. Wszak NFZ nie daje już na ten cel pieniędzy- wskazuje Kajetan Komar-Komorowski, adwokat występujący w imieniu lekarzy.
Należności dla medyków dochodzi się na zasadach ogólnych z kodeksu cywilnego jako, że przyznanie dodatków nie było określone w żadnych przepisach.
- Praktyka pokazała, że dodatki NFZ wypłacał wszystkim tym pracownikom, których dyrektor szpitala zgłosił do NFZ. Inni zaś, którzy pracowali przy pacjentach z COVID-19 a ich nie dostali, są poszkodowani. Było dużo czasu aby zweryfikować swoje poglądy. Wzorcowo zachował się np. pewien dyrektor szpitala w Olsztynie, który w listopadzie ubiegłego roku skonsultował to z prawnikami i wystąpił do NFZ o wypłatę tych dodatków dla pracowników za wsteczne miesiące. Wszyscy zgłoszeni dostali te pieniądze. - dodaje mec. Komar-Komorowski.
Zmarnowane pieniądze
Tak robiło wiele szpitali. Wystarczyło pomyśleć z wyprzedzeniem, jakie mogą być konsekwencje niejasnych przepisów.
- My też wyczekiwaliśmy. Długo nie zgłaszaliśmy pracowników do NFZ. Zdecydowaliśmy się w końcówce ubiegłego roku na to, zgłosiliśmy listy do NFZ i ten przekazał nam na dodatkowe wynagrodzenia - kilkanaście milionów złotych - wskazuje Jakub Kraszewski, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.
Jego zdaniem, zasadność wypłacania niektórym pracownikom dodatków covido-owych jest wątpliwa, bo zgłaszały się po nie osoby, które na SOR czy izbie przyjęć nie widziały pacjenta z konoronawirusem, tylko słyszały, że ktoś taki tam był.
- Za te 10 mld zł można byłoby zrobić wiele innych pożytecznych dla systemu ochrony zdrowia rzeczy. A tak dodatki covid już zabrano, a presja płacowa na dyrektorów szpitali rośnie - podsumowuje Jakub Kraszewski.
Tego typu roszczenia przedawniają się po trzech latach. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że kolejni medycy, widząc zapadające na korzyść kolegów wyroki, będą sami występować do sądu o wypłatę należnych im w ich ocenie pieniędzy
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!