„Nie zamykamy porodówki w Lesku” – zapewniła ministra zdrowia Izabela Leszczyna podczas wtorkowego protestu pod siedzibą Ministerstwa Zdrowia. W manifestacji udział wzięli nie tylko pracownicy szpitala i przedstawiciele związków zawodowych, ale także mieszkańcy Leska i okolic. Protestujący bronili ostatniego oddziału położniczego w Bieszczadach, który – ich zdaniem – jest niezbędny dla bezpieczeństwa kobiet w regionie.
Uczestnicy protestu pod szpitalem w Lesku przynieśli transparenty z hasłami: „mamy prawo do porodu blisko domu”, „ratujcie rodzące z Bieszczad”, „nie każcie kobietom rodzić w karetkach”. Nieśli nie tylko postulaty, ale i obawy – bo zniknięcie oddziału oznaczałoby, że kobiety z Bieszczad musiałyby rodzić kilkadziesiąt kilometrów dalej.
W tym samym czasie, w gmachu resortu, ministra Leszczyna rozmawiała z dyrekcją szpitala i starostą leskim. Po zakończeniu spotkania wyszła do protestujących. „Nie zamykamy porodówki” – ogłosiła, ale dodała, że sytuacja finansowa placówki jest krytyczna. Szpital ma obecnie ponad 111 mln zł długu.
Rząd liczy, że uchwalona tego samego dnia ustawa o konsolidacji szpitali pomoże rozwiązać problem. W planach jest stworzenie tzw. „szpitala bieszczadzkiego” – rozproszonej placówki z oddziałami w Lesku, Sanoku i Ustrzykach Dolnych. Tyle że oznacza to konieczność „wymiany oddziałów” – czyli reorganizacji profili medycznych w poszczególnych lokalizacjach.
Eksperci ministerialni sugerują, że ratunkiem dla leskiego szpitala byłoby radykalne zmniejszenie zatrudnienia – z 300 do 200 etatów. Na to nie godzi się jednak starostwo, które rozważało mniej bolesne – choć równie kontrowersyjne – rozwiązanie: czasowe zamknięcie oddziału ginekologiczno-położniczego.
Dyrekcja szpitala w Lesku przyznała, że likwidacja oddziału dałaby placówce kilka miesięcy oddechu. Liczy, że w tym czasie nowe przepisy reformujące szpitalnictwo zaczną obowiązywać i pozwolą na realne działania naprawcze.
Z taką decyzją nie zgadzają się jednak ani związki zawodowe, ani personel medyczny.
– Jeśli zamkniemy porodówkę w Lesku, zniknie ostatni taki oddział w Bieszczadach – mówi Magdalena Dąbrowska, przewodnicząca zakładowej organizacji pielęgniarek i położnych. Przypomina, że podobne oddziały zamknięto już w Ustrzykach Dolnych (pięć lat temu) i w Sanoku (w 2017 roku).
Reklama
Na razie oddział działa. Ale sytuacja pokazuje, że bez głębokich zmian systemowych i wsparcia finansowego dla małych szpitali powiatowych, przyszłość porodówki – i wielu innych oddziałów – nadal wisi na włosku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze