Środek nocy. Funkcjonariusze w taktycznych kamizelkach, z nabitą bronią w gotowości do wystrzelenia, wyważają drzwi na przedmieściach Phoenix, stan. Arizona, Stany Zjednoczone. Tym razem policjanci nie nie szukali narkotyków czy broni, a… 2-letniego chłopca z gorączką, którego mama zignorowała zalecenia lekarza.
Jednym kopnięciem policjanci z Phoenix „zdjęli” drzwi z zawiasów, żeby zaraz mieszkańcy domu usłyszeli „Wyjdź z rękoma w górze!”. Wraz z butem policjanta przekraczającego próg domu promienie latarek zaczęły przeczesywać dom w poszukiwaniu dziecka.
Cała scena spowodowana była zignorowaniem przez matkę dziecka zaleceń lekarza, który nakazał natychmiastowe przewiezienie dziecka z niebezpiecznie wysoką gorączką, do szpitala. Kobieta odmówiła, gdyż jak tłumaczyła „obawiała się konsekwencji z powodu niezaszczepienia dziecka”. Do domu rodziny skierowano urzędników z opieki socjalnej. Ojciec dziecka odmówił ich wpuszczenia, mówiąc, że wszystko jest w porządku i gorączka minęła. Ostatecznie postanowiono wspomóc się interwencją funkcjonariuszy policji.
-Szturmując nasze drzwi zostaliśmy potraktowani przez policję jak przestępczy – komentuje sytuacje ojciec dziecka. – Boje się, że moje dziecko mogło nabawić się traumy z tego powodu – dodał.
Ale przecież on tańczył...
Wszystko zaczęło gdy w klinice medycyny naturalnej Southwest College of Naturopathic Medicine pojawiła się kobieta z 2-latkiem z gorączką 40.5*C. Lekarz przyjmujący pacjenta stwierdził, że dziecko jest w stanie zagrażającym jego życiu i kobieta winna natychmiast udać się z nim na ostry dyżur - czego nie uczyniła– stwierdzono w dalszym postępowaniu sądowym. Matka tłumaczyła, że jej syn „zachowywał się naturalnie” oraz „tańczył ze swoimi siostrami na tylnym siedzeniu samochodu”. Jego temperatura miała spaść do 39 stopni, a po przyjeździe do domu jeszcze bardziej - czytamy.
Kobieta nie chciała wziąć dziecka do szpitala bojąc się, że ten zgłosi w Departamencie ds. Bezpieczeństwa Dzieci to, że maluch był niezaszczepiony – czytamy w policyjnym raporcie. Zwłaszcza, że ojciec dziecka jest zwolennikiem szczepień. (W rzeczywistości rodzice z Arizony mogą zrezygnować ze szczepień ze względów osobistych, religijnych lub medycznych – zauważa The Washington Post)
Po interwencji policji - która słyszała kaszel przed wejściem do domu - wszystkie dzieci przebywające w domu, 4, 6 i 2-latek zostali skierowani na obserwację do lokalnego szpitala. Rodzeństwo 2-latka zgłosiło podczas interwencji policjantom, którzy pytali o liczne plamy na podłodze, że „kilkukrotnie wymiotowało w łóżkach i bolą ich żołądki.” U 2-latka stwierdzono wystąpienie wirusa RSV. Dzieci zostały skierowane do rodzin zastępczych. Z doniesień prasowych wynika, że rodzice obecnie walczą o ich odzyskanie.
Historia ujrzała światło dzienne miesiąc po zaistniałej sytuacji, gdy w czwartek władze postanowiły upublicznić materiał wideo z akcji wyjaśniając, że użycie tego typu środków było niezbędne ze względu na zagrażających życiu dziecka stan zdrowotny. –Dziecko potrzebowało natychmiastowej pomocy medycznej – czytamy.
Powodem upublicznienia mógł być fakt, że wokół sprawy narosły mity o porywaniu dzieci przez władze w celu wykonania szczepień.
źródło: The Washington Post
JK
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!