Reklama

Pełnomocniczka zmarłej pacjentki: system ochrony zdrowia ma obowiązek zapewnić, że używana aparatura ratuje, a nie zabija

Polityka Zdrowotna
09/01/2026 19:16

W sprawach tego typu często okazuje się, że to właśnie błędy w zarządzaniu i procedurach kontrolnych przekształcają potencjalne zagrożenie w tragedię, co wyklucza mowę o zwykłym „nieszczęśliwym wypadku” – mówi portalowi PolitykaZdrowotna.com mecenas Jolanta Turczynowicz, która reprezentuje bliskich ciężarnej kobiety, która zmarła w szpitalu przy ul. Madalińskiego w Warszawie.

Ciężarna pacjentka zmarła po rutynowym zabiegu w Szpitalu Specjalistycznym im. św. Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie. Jak wynika z ustaleń, po zabiegu podano jej maskę z tlenem, jednak kobieta w rzeczywistości mogła wdychać inny gaz, co doprowadziło do nieodwracalnych zmian w mózgu. Sprawę śmierci ciężarnej bada Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów, a kwalifikacja czynu może ulec zmianie.

PolitykaZdrowotna.com rozmawia z adwokatką Jolanta Turczynowicz, reprezentującą bliskich zmarłej.

Reklama

Kluczowe jest ustalenie indywidualnej odpowiedzialności

PolitykaZdrowotna.com: Ciężarna pacjentka, matka dwuletniego dziecka, przyjechała do szpitala na Madalińskiego na rutynowy zabieg, a po podaniu bliżej nieokreślonego gazu w masce, doszło do nieodwracalnego uszkodzenia mózgu i śmierci. Czy w takiej sytuacji odpowiedzialność prawna może obejmować nie tylko konkretne osoby, ale cały system organizacji pracy w szpitalu?
 

Jolanta Turczynowicz: Zdecydowanie tak. Choć kluczowe jest ustalenie indywidualnej odpowiedzialności osób zajmujących się konserwacją sprzętu oraz dopuszczeniem go do użytku, sprawa ma znacznie szerszy wymiar. Odpowiedzialność może mieć charakter systemowy i dotyczyć całej struktury organizacyjnej placówki. W toku śledztwa należy szczegółowo przeanalizować nie tylko moment podłączenia aparatury podczas zabiegu, ale cały ciąg przyczynowo-skutkowy – od przygotowania sali operacyjnej, przez procedury serwisowe, aż po nadzór nad infrastrukturą techniczną.
 

Reklama

Placówka medyczna jest jego ostatecznym gwarantem bezpieczeństwa

PZ: Młoda, zdrowa kobieta została podłączona do aparatury, która – jak się okazało – mogła podawać inny gaz niż tlen. Kto z punktu widzenia prawa odpowiada za dopuszczenie takiego sprzętu do użycia i czy brak świadomości personelu medycznego ma tu jakiekolwiek znaczenie?

J.T.: To wielowątkowy problem prawny, który wymaga precyzyjnego wyjaśnienia w toczącym się postępowaniu. Prokuratura zleciła już kluczowe opinie biegłych i ekspertyzy techniczne, które są niezbędne, by oddzielić błąd ludzki od wad sprzętowych. Teoretycznie odpowiedzialność może spoczywać na producencie urządzenia, jednak to placówka medyczna jest jego ostatecznym użytkownikiem i gwarantem bezpieczeństwa.

Każdy pacjent ma prawo do bezwzględnego zaufania wobec szpitala. Trafiając pod opiekę lekarzy, oczekujemy ratunku, a nie narażenia na utratę życia. Dlatego organizacja pracy szpitala musi być niezawodna. Choć na tym etapie jest zbyt wcześnie na ferowanie ostatecznych wyroków, fundamentalną kwestią pozostaje to, czy procedury wewnątrzszpitalne były wystarczające, by uchronić personel medyczny przed działaniem w błędzie co do sprawności aparatury.

Reklama

Jesteśmy zdeterminowani

PZ: Jakie narzędzia prawne ma dziś rodzina, by dochodzić prawdy i odpowiedzialności – poza samym postępowaniem karnym?

J.T.: Katalog dostępnych środków prawnych jest szeroki i nie ogranicza się wyłącznie do sfery karnej. Rodzina ma pełne prawo do wytoczenia powództwa cywilnego o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Równie istotne są ścieżki administracyjne i wewnętrzne, w tym postępowania wyjaśniające prowadzone przez dyrekcję szpitala, rzecznika praw pacjenta czy inne organy nadzorcze.

Jako pełnomocnicy jesteśmy zdeterminowani, by wykorzystać każdą dostępną drogę prawną. Naszym celem jest nie tylko wspieranie prokuratury, ale także inicjowanie działań, które mogą okazać się szybsze i bardziej efektywne w ustaleniu prawdy materialnej oraz wskazaniu winnych tego dramatu.
 

Reklama

PZ: Czy w polskim prawie takie zdarzenie może zostać uznane za rażące naruszenie praw pacjenta, a nie za „nieszczęśliwy wypadek medyczny”?

J.T.: Kwalifikacja tego zdarzenia zależy od ustaleń faktycznych i wniosków płynących z opinii biegłych, dlatego wstrzymuję się z jednoznaczną oceną do czasu ich publikacji. Niemniej jednak, fundamentem opieki zdrowotnej jest bezpieczeństwo pacjenta i sprawna organizacja procesu leczenia.

Pacjent nie musi znać się na technologii – to system ochrony zdrowia ma obowiązek zapewnić, że używana aparatura ratuje, a nie zabija. Szpital nie może skutecznie przenieść odpowiedzialności za bezpieczeństwo pacjentów na podmioty zewnętrzne czy serwisantów technicznych. Odpowiedzialność za życie i zdrowie leży po stronie podmiotu leczniczego. Nawet jeśli personel medyczny działał w nieświadomości co do usterki sprzętu, kluczowe pozostaje pytanie o nadzór i tzw. winę organizacyjną szpitala. W sprawach tego typu często okazuje się, że to właśnie błędy w zarządzaniu i procedurach kontrolnych przekształcają potencjalne zagrożenie w tragedię, co wyklucza mowę o zwykłym „nieszczęśliwym wypadku”. Na wnioski co do odpowiedzialności jest jednak za wcześnie. Prokuratura prowadzi śledztwo i jego ustalenia będa dla wyjaśnienia sprawy kluczowe.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/01/2026 09:18
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości