COVID-19 zdominował niemal wszystkie sfery naszego życia. Jednak nie można zapominać, że pomimo wysokiej śmiertelności, będącej następstwem trwającej pandemii, to wciąż choroby układu sercowo-naczyniowego pozostają pierwszą przyczyną zgonów w Polsce. Kluczowe jest więc to, by pacjenci zachowali ciągłość terapii i kontynuowali leczenie, aby zaciągnięty dług zdrowotny nie okazał się większy niż bezpośrednie skutki epidemii koronawirusa. Znaczenie fundamentalne w profilaktyce chorób sercowo-naczyniowych i cukrzycy typu 2 ma także regularna kontrola podstawowych parametrów kardiologicznych i metabolicznych.
Złe nawyki łatwo się utrwalają
Różnego rodzaju ograniczenia i strach przed zakażeniem wpłynęły w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy na zmiany w zachowaniu wielu osób i przyniosły wiele nowych zagrożeń kardiologicznych. Pandemia spowodowała m.in., że część Polaków unikała kontaktu z systemem ochrony zdrowia. Ponadto ciągły stres wynikający ze strachu przed chorobą i jej skutkami wpłynął na gorszą jakość snu. W związku z lockdownami pogorszyły się także nawyki żywieniowe, bo niektórzy próbowali "zajadać" stres. Do tego w związku z ograniczeniem funkcjonowania siłowni, basenów czy klubów fitness, wiele osób rezygnowało z uprawiania sportu, mimo, że ćwiczyć nadal można było w domu lub na świeżym powietrzu. Wpłynęło to bezpośrednio na wzrost masy ciała - średnio o 2 kg u statystycznego Polaka.
Niestety, to wszystko ma wpływ na ludzkie serce i ryzyko wystąpienia chorób układu sercowo-naczyniowego. Te zaś i tak już są główną przyczyną zgonów Polaków. Oprócz tego, niedostateczna kontrola chorób układu krążeniowego, rezygnowanie z wizyt, zwlekanie z wezwaniem pomocy medycznej, niewykonywanie badań profilaktycznych czy brak kontroli parametrów czynników ryzyka równie negatywnie wpływają na ryzyko chorób serca.
- Niestety jest tak, że złe zmiany w stylu życia się łatwo utrwalają, a dobre zmiany trudno się utrwalają. Więc jeżeli ktoś zmniejszył istotnie swoją aktywność fizyczną, to widać, że pacjentom trudno jest powrócić do większego poziomu tej aktywności. Podobnie jest z wagą ciała - łatwiej jest przytyć, niż potem schudnąć. W związku z tym na pewno te elementy będą miały wpływ na ryzyko sercowo-naczyniowe - ocenia prof. Aleksander Prejbisz, Prezes Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego.
Także prof. Dorota Zozulińska-Ziółkiewicz, Prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego zwraca uwagę, że czas pandemii sprzyjał lenistwu fizycznemu i przybieraniu na wadze. - Taki wzrost masy ciała u pacjentów z cukrzycą typu 2 oznacza progresję niekorzystnych zdarzeń metabolicznych - przyznaje.
Na razie - według prof. A. Prejbisza - nie jest jeszcze możliwa ocena wszystkich skutków pandemii, ale możemy przypuszczać jakie będą jej negatywne następstwa. - Przez rok nastąpiły zmiany w stylu życia: pacjenci mniej się ruszali, mieli mniej aktywności fizycznej, a jednocześnie przytyli i rzadziej chodzili do lekarza i rzadziej kontrolowali stan swojego zdrowia. To są na pewno elementy, które miały miejsce przez ostatni rok - wylicza.
Pacjent też ma odpowiedzialność
Możemy mieć więc do czynienia z lawinowym wzrostem nowych pacjentów, u których rozwinęły się czynniki ryzyka sercowo-naczyniowego, np. nadciśnienie tętnicze i cukrzyca typu 2, która może powodować powikłania kardiologiczne, a także wzrostem liczby wcześniej leczonych pacjentów w gorszym stanie zdrowia.
Stąd tak ważny jest wzrost świadomości samych pacjentów na temat tych zagrożeń, czynników ryzyka oraz roli, jaką sami mogą odegrać w szczególnym czasie pandemii, aby sytuacja nie pogarszała się. Chodzi m.in. o kontrolowanie parametrów chorób, np. regularne mierzenie ciśnienia, szczególnie podczas pandemii, w warunkach domowych przez pacjenta – aktywne uczestnictwo w procesie terapeutycznym i branie współodpowiedzialności za poziom zdrowia i skuteczność leczenia.
Warto zaznaczyć, że prawidłowe wartości ciśnienia tętniczego dla osób zdrowych to wartości poniżej 140/90mmHg, natomiast w przypadku osób już leczonych na nadciśnienie tętnicze - 130/80mmHg.
Mniej pacjentów w poradniach i szpitalach
Konsekwencją utrzymującego się od roku zagrożenia epidemicznego ze strony COVID-19 jest radykalny spadek liczby pacjentów kardiologicznych, zgłaszających się do poradni specjalistycznych i szpitali. Niestety nie wynika to z poprawy kondycji zdrowotnej Polaków, ale jest jednym z efektów pandemii, która ograniczyła możliwość leczenia chorób przewlekłych. To także przejaw obaw pacjentów, dla których niebezpieczeństwo zarażenia koronawirusem SARS-CoV-2 okazało się bardziej realne niż ryzyko ze strony schorzeń dobrze znanych i często towarzyszących od wielu lat.
Część pacjentów bez regularnych kontroli u lekarza, rezygnowała też z farmakoterapii czy pomiarów czynników ryzyka. To poważny problem zdrowotny, ale także zaczynanie procesu diagnostyki od nowa to dodatkowych koszt dla całego systemu oraz dla leczącego się prywatnie pacjenta.
- Niestety roczna, czy 1,5-roczna przerwa w terapii może wyrządzić skutki, które będą odczuwane przez długie lata - podkreśla prof. A. Prejbisz. Jak dodaje, ci chorzy, którzy „powracają” do gabinetu, wymagają bardzo często ponownej oceny, czyli wykonania konkretnych badań, aby ocenić ich stan kliniczny. - Musimy często kierować ich na diagnostykę od początku, aby ocenić ich stan kliniczny, stan zaawansowania choroby. Na pewno jest to chory trudniejszy, który wymaga poświęcenia przez lekarza więcej uwagi i więcej czasu - podkreśla prof. A. Prejbisz.
Z powodu ograniczeń w realizacji porad bezpośrednich, wymuszone zostało przyspieszone wdrożenie teleporad niemal w każdym zakresie. Ta forma pozwala na systematyczny kontakt z lekarzem, więc pacjent nie powinien mieć wymówki na zaniechanie regularnych wizyt, choć bez wątpienia, szczególnie obecnie, teleporady nie powinny być nadużywane. Bezpośredni kontakt z lekarzem zwiększa szanse na właściwą ocenę stanu zdrowia.
Prof. D.Zozulińska-Ziółkiewicz zwraca uwagę, że część pacjentów, którzy powinni trafić do diabetologa i mieć zintensyfikowane leczenie, przez utrudniony dostęp do lekarza POZ, nie została "wyłapana".
Jednocześnie podkreśla, że teleporada w przypadku pacjenta z cukrzycą, który korzysta z nowoczesnych technologii, jest zdecydowanie bardziej efektywna, bo na podstawie danych glikemicznych, które zgromadzone są w chmurze, do których dostęp ma lekarz, może on udzielić dobrej konsultacji i dobrej porady. Sprawdziło się to zwłaszcza w przypadku dzieci i młodzieży, które mają refundowane systemy ciągłego monitorowania glikemii (cgm) metodą skanowania.
Samodyscyplina i kontrola parametrów
Lekarze przekonują jak ważna jest regularna kontrola czynników ryzyka. Według prof. A. Prejbisza, część pacjentów, ponieważ miała więcej czasu będąc w domu, poświęcała więcej uwagi tym kontrolom. Niestety była też część pacjentów, którzy stracili motywację do wykonywania regularnych pomiarów.
Podobne spostrzeżenia ma prof. D. Zozulińska-Ziółkiewicz, tzn. część pacjentów, którzy byli i są świadomi istoty kontroli glikemii, w dobie pandemii nawet zwielokrotniała tę czujność glikemiczną. Byli też jednak tacy, którzy z tej regularności rezygnowali.
- Pacjenci na pewno powinni kontrolować ciśnienie tętnicze, zwłaszcza gdy są w grupie wysokiego ryzyka. Tacy pacjenci powinni też kontrolować stężenie cholesterolu LDL. Jeżeli chory ma np. hiperglikemię, to powinien też kontrolować parametry gospodarki węglowodanowej - wylicza prof. A. Prejbisz. Zwraca uwagę, że np. stężenie cholesterolu LDL ustala się ok. 20-30 r. życia. Jeżeli ten poziom jest podwyższony od 20-30r. życia, to jesteśmy narażeni na rozwój miażdżycy. To proces wieloletni, ale im wyższe stężenie cholersterolu, tym szybciej do niego dojdzie.
- Ani podwyższone ciśnienie tętnicze, ani wyższy poziom LDL, ani wyższe stężenie cukru nie dają początkowo objawów, a pierwszym odczuwalnym objawem może być już udar mózgu - podkreśla prof. A. Prejbisz.
Warto też pamiętać, że trzymywanie pod kontrolą podstawowych parametrów kardiologicznych i metabolicznych potencjalnie ogranicza ciężki przebieg COVID-19. Pacjenci rezygnują jednak nie tylko z regularnych kontroli, ale też z terapii i regularnego przyjmowania leków. Powodem bywa często niewiedza o skutkach takich działań.
W przypadku cukrzycy typu 2 pacjent, który nie weźmie insuliny, nie ma od razu jakichś gwałtownych skutków, więc ma poczucie, że nie jest to groźne. Takie zachowania zaczyna więc powtarzać, a dodatkowo nie zgłasza się do diabetologa na kontrole. To pokazuje, czego brakuje, czyli podstawowej edukacji. Gdyby ten pacjent miał świadomość jak ważne jest regularne branie leków i kontroli w bardziej odległej perspektywie rozwoju przewlekłych powikłań oraz wpływu na długość życia, to na pewno nie byłoby takich zachowań, którym sprzyjała pandemia - ocenia prezes PTD, prof. D. Zozulińska-Ziółkiewicz.
Zwraca uwagę, że „szczęśliwie” w czasie pandemii dostępne były e-recepty i pacjenci mogli kontynuować farmakoterapię. - Systematyczne przyjmowanie leków oraz monitorowanie glikemii przez chorych na cukrzycę jest kluczowym elementem samoopieki. Jej jakość w znaczącym stopniu zależy od wiedzy pacjenta i motywacji do dobrego leczenia - dodaje.
Nawyki żywieniowe
Dane mówią o tym, że statystyczny Polak przytył w trakcie pandemii 2 kg. Jednak to nie oznacza, że każdy przytył 2 kg. - Ci, którzy byli szczupli, nadal pozostają szczupli, a ci, którzy byli otyli, są jeszcze bardziej otyli. Pacjenci, którzy przychodzą do gabinetu mają obecnie kolejną świetną wymówkę, że przytyli z powodu pandemii - wskazuje prof. A. Prejbisz. Jak ostrzega, każdy nadmiarowy kilogram to kilka milimetrów słupa rtęci więcej, a więc wyższe ciśnienie krwi.
W Polsce nadal otyłość nie jest traktowana jak choroba, a jedynie jako defekt kosmetyczny. Tymczasem to poważna wieloukładowa choroba całego organizmu będąca też czynnikiem ryzyka dla chorób serca.
Profilaktyka od urodzenia
W zapobieganiu pandemii chorób sercowo-naczyniowych istotna jest profilaktyka, którą trzeba zacząć od urodzenia, bo nawyki żywieniowe i ruchowe kształtują się bardzo wcześnie. - W pandemii, kto chciał dbać o swoje zdrowie, to dbał. W każdych warunkach jesteśmy w stanie dbać o właściwą dietę i o aktywność. Pandemia dała np. możliwość gotowania w domu, a więc unikania wysoce przetworzonych produktów, tylko jest kwestia tego, co gotujemy i co jemy - zaznacza prof. A. Prejbisz.
Skutki „przeczekanych” zawałów serca i udarów
Oprócz profilaktyki i regularnych kontroli istotne jest też, aby natychmiast zgłaszać się po pomoc z niepokojącymi objawami. Skutki przeczekanych zawałów i udarów mogą być bowiem tragiczne. - W zawale serca i udarze mózgu, czas to mięsień serca i tkanka mózgowa. Im wcześniej trafimy do szpitala, tym więcej mięśnia serca i mózgu możemy uratować. Mamy świetne metody interwencyjne leczenia i zawału, i udaru. Warunek jest jeden – chory musi jak najszybciej trafić do szpitala, a to oznacza minuty, godziny. Jeżeli pacjent nie trafi szybko, to dochodzi do nieodwracalnych uszkodzeń i zmian - wyjaśnia prof. A. Prejbisz.
Skutkiem niezgłoszenia się na czas z zawałem jest np. ciężka niewydolność serca i nienajlepsze rokowania. - Podobnie w przypadku osób z udarem mózgu, które nie zgłoszą się w odpowiednim czasie po pomoc – po prostu zostają inwalidami na resztę życia - ostrzega prof. A. Prejbisz.
Dług zdrowotny
Jeżeli już uda się pokonać pandemię koronawirusa, pozostaniemy z długiem zdrowotnym. - Ten dług zdrowotny nie jest do nadrobienia. Blaszki miażdżycowe się nie cofną, skutki podwyższonego ciśnienia też mogą się nie cofnąć, a więc 1,5 roku straciliśmy - wskazuje prof. A. Prejbisz.
Prof. D. Zozulińska-Ziółkiewicz podkreśla, że po pandemii koronawirusa można spodziewać się pandemii innych chorób, także nowych rozpoznań cukrzycy typu 2, związanych ze wzrostem masy ciała.
Trzeba więc zrobić wszystko, aby jak najszybciej wrócić do formy, zarówno pod względem aktywności fizycznej, jak też zasad modyfikacji diety oraz skutecznej terapii nadciśnienia tętniczego i zaburzeń lipidowych. Chodzi też o regularne kontrole różnych parametrów oraz bycie pod stałą opieką lekarza, choćby w formie teleporad.
Prezes PTD podkreśla, że łatwo jest wymienić kilka prostych zasad dot. zdrowego stylu życia będących elementami profilaktyki chorób układu krążenia czy cukrzycy typu 2. Jednak z realizacją zwykle bywa gorzej. Chodzi o zdrową dietę, aktywność fizyczną, ciśnienie pod kontrolą, zdrowy sen i niepoddawanie się stresowi.
Przywołuje też słowa ojca polskiej balneologii dra Wojciecha Oczko: „Ruch jest w stanie zastąpić prawie każdy lek, ale wszystkie leki razem wzięte, nie zastąpią ruchu”.
- Jeżeli chodzi o wysiłek fizyczny, to dla chcącego nic trudnego i pandemia nie powinna być barierą. Spacerować, jeździć na rowerze można nie tylko w terenie, ale także w domu. To właśnie aktywności wytrzymałościowe są podstawą piramidy zdrowego stylu życia – wskazuje prof. D. Zozulińska-Ziółkiewicz
Według niej istotne jest także fakt, że codzienną zwykłą ruchliwość odbiera nam technocywilizacja, bo pralka pierze, zmywarka zmywa, i-robot odkurza, elektryczna kosiarka sama kosi trawę, a samochodem podjeżdżamy najbliżej miejsca docelowego. Odbierane są więc nam te codzienne aktywności, które są naturalne, a kiedyś bardziej były wpisane w codzienne życie.
Sukces terapeutyczny i perspektywa długiego życia w zdrowiu zależy więc w głównej mierze od samych pacjentów i ich autentycznego zaangażowania, a także ścisłej współpracy z lekarzem. To powinno być podstawą, aby choroby sercowo-naczyniowe spadły z niechlubnego I miejsca w rankingu przyczyn zgonów Polaków, zwłaszcza w kontekście wyzwań związanych z koronawirusem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!