Choroby sercowo - naczyniowe są pierwszą na świecie przyczyną zgonów. Około 19 mln osób co roku umiera z ich powodu. Skutecznych terapii jednak w większości krajów, w tym w Polsce, nie brakuje. Dlaczego więc sytuacja jest tak zła i co można by było zrobić, żeby ją polepszyć? Według eskeprtów rozwiązaniem tego problemu może być większe skupienie się na edukacji.
"W ciągu 60 sekund na świecie umierają 34 osoby z powodu zawału mięśnia sercowego lub udaru" - mówił prof. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego podczas konferencji "Razem możemy więcej i lepiej! Rok 2023 Rokiem Walki z Hipercholesterolemią". Dodał jednak, że jeśli zgony te mają pochodzenie miażdżycowe, to ⅔ z nich jesteśmy w stanie skutecznie zapobiegać. Dlaczego więc dalej tak dużo osób umiera z powodu chorób układu krążenia?
Problem ten nie leży w samych terapiach, ponieważ na rynku dostępne są tanie oraz bardzo skuteczne i bardzo bezpieczne leki - statyny. Jak podkreślają specjaliści kardiologiczni, urósł wobec nich jednak pewien mit - że bardzo często powodują powikłania.
- W każdej terapii jest pewne ryzyko działań niepożądanych, ale w medycynie posługujemy się bilansem zysków i strat. I w tych strategiach terapeutycznych, o których mówimy, jednoznacznie jest więcej korzyści - tłumaczy prof. Marcin Grabowski, rzecznik zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Ponadto, powikłania występują przeważnie u pacjentów, którzy stosują największe dawki atorwastytyny i rozuwastyny. Łącznie ich populacja obejmuje trochę ponad 6 proc. wszystkich chorych.
Przez strach przed powikłaniami wiele osób nie podejmuje leczenia statynami. Zaledwie ⅔ chorych, którzy wymagają takiej terapii, faktycznie ją stosuje. Z kolei spora część pacjentów przestaje przyjmować leki zaraz po osiągnięciu celu terapeutycznego. Takie zachowanie, jak wskazują eksperci, pogarsza tylko stan osoby z zaburzeniami lipidowymi.
Podwyższony poziom cholesterolu staje się już zjawiskiem cywilizacyjnym. Przez siedzący tryb życia i rozpowszechnienie przetworzonej żywności oraz fast foodów, u bardzo wielu osób rozwija się choroba wieńcowa. Tak samo jednak, jak przy chorobach nerek, nie jest to wyczuwalne.
- Bolą dopiero powikłania, które następują, kiedy dochodzi do zwężenia światła tętnicy wieńcowej o więcej niż 70 proc. - wskazuje prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Choroby sercowo - naczyniowe nie są jednak aż tak trudne do wykrycia, jeśli tylko regularnie bada się takie parametry, jak stężenie cholesterolu czy glukoza. Polacy mają problem z wykonywaniem regularnej diagnostyki, a im dłużej zwlekamy z leczeniem, tym powrót do zdrowia będzie trudniejszy.
- Są pacjenci, którzy w wieku 40 - 50 lat mają pierwszy raz oznaczone stężenie cholesterolu albo glukozy. Z kolei dane naukowe mówią o tym, że oznaczenie profilu lipidowego do 20 roku życia, czyli w czasie ostatniego bilansu, to jest prognostyka na najbliższe dwie dekady - mówi prof. Jacek Jozwiak, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.
Dlatego też sięganie do wyników badań tzw. bilansowych, które są dostępne dla lekarzy, powinno być na porządku dziennym, aby wykrywać i diagnozować choroby wieńcowe oraz zabezpieczać zdrowie populacyjne.
Według specjalistów prewencją w zakresie chorób sercowo - naczyniowych powinna być edukacja. Co prawda już teraz zarówno resort zdrowia, jak i inne agencje rządowe tworzą różne programy dotyczące zdrowego stylu życia czy prawidłowego żywienia, jednak nikt nie kontroluje ich jakości. Z kolei akcje inaugurowane przez towarzystwa medyczne rzadko są wspierane przez rząd.
- Kto wspomaga nasze akcje edukacyjne? Kto płaci pieniądze na to, żeby od dziecka, w przedszkolu, mówić o mądrym jedzeniu i o tym, jak ważny jest poziom cholesterolu? Na to powinny iść pieniądze państwowe - podkreśla prof. Robert Gil, prezes elekt PTK.
Reklama
Ponadto, jak dodaje prof. Maciej Banach, w szkole powinien pojawić się nowy przedmiot - wiedza o zdrowiu, żeby już od najmłodszych lat zaszczepiać zdrowe nawyki. Uważa on, że wprowadzenie takich lekcji zadziałałoby jak "błędne koło" - dzieci pozyskiwałyby nową wiedzę, którą potem przekazywałyby rodzicom i dziadkom, co z kolei wpłynęłoby na ich edukację i zwiększenie świadomości w zakresie chorób układu krążenia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze