Podczas dzisiejszego posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia, wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas przedstawił informacje na temat funkcjonowania diagnostyki laboratoryjnej w Polsce dotyczące systemu kształcenia diagnostów w kontekście planowanych zmian. Komisja w tej sprawie spotka się powtórnie, gdyż obecnie resort nie przedstawił żadnych merytorycznych rozwiązań związanych z regulacjami prawnymi i finansowymi dotyczących tej grupy zawodowej.
Wiceminister Pinkas przypomniał rys historyczny kształcenia diagnostów laboratoryjnych w Polsce i dotychczasowe regulacje prawne. Przyznał, że powinny one ulec nowelizacji. - Do ministra zdrowia kierowane są wnioski o zmianę ustawy o diagnostyce – mówił wiceminister. – Zmiany mają zagwarantować absolwentom tego kierunku uzyskanie wpisu na listę diagnostów laboratoryjnych bez konieczności spełniania obecnego warunku dotyczącego ukończenia kształcenia podyplomowego - mówił. Korzystne regulacje w tym zakresie mają nastąpić od roku akademickiego 2017. Nowe rozporządzenie ma zagwarantować harmonizację kształcenia, a zarazem rękojmię pozyskiwania porównywalnej wiedzy i umiejętności gwarantujących bezpieczne wykonywanie zawodu diagnosty laboratoryjnego. Obecnie diagnosta ma prawo do uzyskania specjalizacji w 14 dziedzinach i reguluje to rozporządzenie z 2004 roku. Według danych Centrum Egzaminów medycznych tytuł specjalisty uzyskało 2006 diagnostów.
Pinkas wspomniał także, że ustawa o szkoleniach ciągłych zmieniła się w 2015 r. i od maja br. obowiązuje. Zmiany dotyczyły informatyzacji w ochronie zdrowia, elektronicznego systemu monitorowania pracowników medycznych. Uregulowano także kompatybilny do innych zawodów medycznych obowiązek doskonalenia zawodowego w oparciu o punkty edukacyjne w ramach szkoleń ciągłych. Resort obecnie pracuje nad dwoma projektami rozporządzeń w sprawie uzyskania tytułu specjalisty i szkoleń ciągłych. Pierwszy jest po konsultacji, a drugi niebawem ma do nich trafić. Liczba obecnie realizujących specjalizację diagnostów laboratoryjnych wynosi 1750, w tym 824 osoby, to specjaliści diagnostyki medycznej. Finansowanie szkoleń odbywa się przez samych diagnostów. Obecnie MZ ogłosiło konkurs na realizację finansowania z funduszu europejskiego. Zgłoszenia od potencjalnych beneficjentów będą przyjmowane do 10 października br.
- Diagnostyka laboratoryjna odpowiada za 5 kosztów systemu ochrony zdrowia, a wpływa na pozostałe 95 proc. – mówiła dr n. med. Elżbieta Janina Puacz, prezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych. – Badania laboratoryjne zapewniają 80 proc. obiektywnych danych o stanie zdrowia pacjenta, a wpływają na 70 proc. podejmowanych decyzji lekarskich. W USA stwierdzono, ze diagnostyka jest niezbędnym elementem systemu ochrony zdrowia i jest zintegrowana z wieloma decyzjami klinicznymi, zapewniając lekarzom, pielęgniarkom oraz pozostałej kadrze medycznej kluczowej informacji o diagnozie, leczeniu, kontroli i profilaktyce, o której w Polsce zupełnie zapomniano – dodała.
Puacz przypomniała także, ze Polska była pierwszym krajem, który rozpoczął kształcenie diagnostów, było to 40 lat temu. Obecnie mamy 15 tys. diagnostów, z czego 10 tys., to absolwenci analityki medycznej. Pomimo przywrócenia w 2004 r. standardów identycznych jak w innych zawodach medycznych, diagności są zdziwieni, że resort nie robi nic, by był jednolity sposób kształcenia i przygotowania do tego zawodu. Nadto czują się diagności odsunięci od pacjentów i lekarzy. Problemem jest także samofinansowanie szkoleń, na które – przy średnich dochodach w granicach 1800-2600 zł musza wydawać na szkolenia od 15 do 30 tys. zł. Brakuje wyceny świadczeń, nie ma centralnego rejestru badań, nawet nie można określić ile ich zostało zrobionych, kto je wykonał, jakie i dla kogo. Nie sposób, zdaniem Puacz jest określenie jakie pieniądze zostały przekazane na diagnostykę. – W POZ są włączone w stawkę kapitacyjną, ale wydawane są według uznania lekarzy – mówiła prezes KIDL. Brakuje też kontroli wykorzystania koszyka badań. A nadto 2 marca 2016 r. MZ zdjęło obowiązek indywidualnej sprawozdawczości. Krajowa Izba nie uzyskała odpowiedzi od resortu, dlaczego tak się stało. Ale obliczenia zrobili sami i na podstawie danych z wojewódzkich oddziałów NFZ uzyskali informacje, że 4,5 proc. pieniędzy na POZ zostało wykonane na badania laboratoryjne. Jednak płatnik nie ma żadnych danych w odniesieniu do AOS. Tu tez musieli działać sami i dowiedzieli się, że jest to ok. 5 proc. kosztów.
Diagności nie godzą się na traktowanie laboratoriów jako jedynie źródła kosztów, czy tez fikcyjnych zatrudnieni potrzebnych do wykonywania prawa. Nie godzą się z brakiem nadzoru nad wydawaniem pieniędzy publicznych bez odpowiednich regulacji. A tych nadal nie ma. Jak zauważył przewodniczący KZ Bartosz Arłukowicz, poprzedni parlament nie zdążył przeprowadzić ustawy o diagnostach i utknęła ona gdzieś na etapie przygotowań. Zarzucił tez ministrowi zdrowia brak dookreślenia sposobu nadzoru i zasad funkcjonowania diagnostów w Polsce. Wiceminister Pinkas zobowiązał się do pisemnego przedstawienia intencji resortu w tym zakresie. Arłukowicz podał także kilka próśb diagnostów o spotkania z ministrem zdrowia. – Minister zdrowia spotkał się w tym roku tylko raz z diagnostami – powiedział przewodniczący. – Jakie były intencje ministra, gdy zadecydował o zniesienie wszystkich standardów dotyczących diagnostyki – pytał.
Komisja Zdrowia zdecydowała, że potrzeba kolejnego spotkania, by omówić problemy diagnostów laboratoryjnych już w oparciu o rzetelne i merytoryczne dane, których dzisiaj brakło. Nie było też przedstawiciela NFZ.
Janusz Maciejowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!