Nowa mutacja COVID-19 z Wielkiej Brytanii, to raczej wezwanie do jak najszybszych szczepień - ocenia dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19. Uspokaja, że o ile nowa mutacja odpowiada za szybkie rozprzestrzenianie się, to nie zmienia przebiegu choroby.
Dr P. Grzesiowski przypomniał w poniedziałek w TVN24, że "pierwsze informacje o pojawieniu się zespołu mutacji pochodzą z końcówki września tego roku", a więc nie jest to nowość.
- Możemy powiedzieć, że ten mutant ma już ugruntowaną pozycję; w Wielkiej Brytanii jest odpowiedzialny za ponad 60 proc. wszystkich zakażeń - mówił. Zaznaczył, że "nie mówimy o zjawisku, które pojawiło się wczoraj i dlatego dzisiaj trzeba natychmiast zamykać granice". Jak wskazywał, problemem jest obecnie to, że jesteśmy w okresie natężonych podróży i jeżeli rozniesiemy po świecie bardziej zakaźną formę wirusa, to możemy się spodziewać ogromnego wzrostu zachorowań.
Według dra P.Grzesiowskiego taki "mutant" musiał "torować sobie drogę" przez kilka miesięcy "między innymi mutantami, z którymi musi konkurować". - Dopiero w grudniu okazało się, że ten mutant jest rzeczywiście wysoce efektywny w zarażaniu, ale to, co jest ważne: nie zmienia przebiegu choroby - zaznaczył ekspert.
Dodał, że świadczy o tym, m.in. to że mimo dużej liczby nowych zachorowań w Anglii, nie narosła śmiertelność z powodu jakiejś bardziej zaostrzonej postaci tej choroby.
- Z dużym prawdopodobieństwem możemy powiedzieć, że ta mutacja wirusa nie jest bardziej zjadliwa od tych mutantów, z którymi mieliśmy do czynienia wcześniej- ocenia dr P.Grzesiowski.
Według niego, nie ma też na razie żadnych przesłanek, aby kwestionować skuteczność szczepionki w przypadku tej mutacji.
- Ten wirus zmutował w taki sposób, że jest bardziej doskonałe przyleganie tego białka końcowego do naszego receptora. Ten wirus jeszcze lepiej dopasował się do człowieka zmieniając strukturę tylko w niektórych obszarach białka S. To oznacza, że w dalszym ciągu szczepionka, która powoduje powstanie przeciwciał przeciwko białku S będzie doskonale skuteczna. Nie ma na razie żadnych przesłanek, aby myśleć o tym, że trzeba np. zmienić skład szczepionki, że trzeba ją dopasować do nowego mutanta - wyjaśniał.
Nowa mutacja przyczynkiem do jak najszybszych szczepień
Według dra P. Grzesiowskiego mowa mutacja, "to raczej wskazanie do jak najszybszych szczepień. Jak mówił, tu" jest duże podejrzenie, że ten mutant powstał w organizmie osoby, której ten wirus długo się namnażał, czyli musiała być to osoba chora z jakąś np. chorobą nowotworową lub inną chorobą upośledzającą odporność, bo tyle mutacji, aż 17 mutacji w jednym wirusie, może powstać w wyniku długotrwałego przebywania w organizmie".
- Nowa mutacja zmienia obraz pandemii, bo powoduje jeszcze większe uzasadnienie dla szczepień ochronnych, bo każdy przypadek zmutowanej formy wirusa, może w przyszłości zmienić się w coś bardziej niebezpiecznego dla ludzi - mówił ekspert. Jak dodał, im więcej osób będzie odpornych, tym mniej będzie przypadków takich mutacji. - Gdy choruje wiele osób, w tym osoby z zaburzoną odpornością, to tworzymy wirusowi dobre warunki do mutowania - wyjaśnił.
Jak zaznaczył, "ten wirus zaskakuje nas nie pierwszy raz i jeszcze nie raz może nas zaskoczyć".
Działania dla osób przylatujących do Polski
Pytany o ewentualne dodatkowe obostrzenia z powodu nowej mutacji, dr P. Grzesiowski wskazał, stwierdził, że rekomendowałby organizację na lotniskach punktów wymazowych i masowe testowanie osób powracających do Polski. Jak podkreślił, to najprostszy sposób na wychwycenie w momencie przylotu do Polski osób, które mogą mieć wirusa w swoich drogach oddechowych. Z kolei na pytanie, czy decyzja o wstrzymaniu lotów nie jest spóźniona, stwierdził, że to czy będzie to jeden dzień wcześniej czy później, nie ma tak istotnego znaczenia. Zaznaczył, że rozwiązaniem nie jest nagłe zamykanie lotnisk, ale testowanie na lotniskach i wprowadzenie kwarantanny dla osób przylatujących.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!