Rosnąca liczba porodów przez cesarskie cięcie sprawia, że na nowo trzeba ocenić bezpieczeństwo i skuteczność stosowanych w chirurgii położniczej metod. Dwaj światowej sławy specjaliści przekonują, że obowiązująca od 50 lat technika zamykania macicy generuje zbyt wiele długoterminowych powikłań, by nadal uznawać ją za złoty standard.
Na łamach „American Journal of Obstetrics and Gynecology” dwaj uznani eksperci – dr Emmanuel Bujold z Université Laval oraz dr Roberto Bujold Romero z amerykańskiego National Institutes of Health – wskazują, że najczęściej stosowana technika zamknięcia macicy po cesarskim cięciu powinna zostać poważnie zrewidowana. Ich analiza obejmuje wyczerpujący przegląd badań dotyczących długotrwałych komplikacji pooperacyjnych.
Jak podkreślają, lista możliwych następstw jest długa. Należą do nich m.in. nieprawidłowe przyczepienie łożyska (do 6 proc. kobiet), gwałtownie zwiększające ryzyko masywnego krwotoku i konieczności histerektomii; pęknięcie macicy (do 3 proc.), które może zagrażać życiu dziecka; a także wcześniactwo (do 28 proc.). Do tego dochodzą przewlekłe dolegliwości, takie jak bóle miednicy, krwawienia pomiesiączkowe czy endometrioza i adenomioza, dotykające nawet 43 proc. kobiet po przebytym cięciu cesarskim.
Standardowa metoda, stosowana od pół wieku, polega na zszywaniu macicy szwami przechodzącymi przez błonę śluzową i otaczające ją mięśnie. To rozwiązanie szybkie i praktyczne – zamknięcie macicy trwa zaledwie 2–3 minuty, a ryzyko krwawienia podczas zabiegu jest niewielkie. Jednak, jak podkreślają autorzy, blizna powstająca po takim zszyciu nie odzwierciedla naturalnej struktury narządu, co w dłuższej perspektywie prowadzi do licznych komplikacji.
Bujold porównuje tę technikę do „zszywania szarpanej rany policzka jednocześnie przez błonę śluzową ust, mięśnie i skórę” – połączenia tkanek, które nie są do siebie anatomicznie przystosowane.
Proponowana przez Bujolda i Romero metoda polega na zszywaniu wyłącznie tkanek tego samego typu, bez ingerowania w wyściółkę macicy. Warstwa mięśniowa jest zamykana w dwóch miejscach – na górze i na dole – a trzeci szew dotyczy zewnętrznej otoczki narządu. Jak tłumaczy Bujold, kluczowe jest, by nie naruszać endometrium, które powinno regenerować się w sposób naturalny.
Nowa procedura trwa dłużej – około 5–8 minut – ale, jak podkreślają autorzy, minimalnie zwiększona utrata krwi nie rekompensuje potencjalnych korzyści dla zdrowia kobiet.
Na świecie przez cesarskie cięcie rodzi się jedno dziecko na sekundę. W samej Kanadzie odsetek ten wynosi dziś około 27 procent, czyli niemal dwukrotnie więcej niż trzy dekady temu. Przy tak ogromnej skali zabiegów konsekwencje zastosowanej techniki są globalnym problemem zdrowia publicznego.
- Priorytetem musi być przyszłe zdrowie reprodukcyjne kobiet poddawanych cesarskiemu cięciu – podsumowuje dr Bujold.
I dodaje, że choć zmiana nawyków chirurgicznych wymaga czasu, to zbyt wysoka liczba powikłań nie pozostawia wątpliwości: czas na udoskonalenie cesarskiego cięcia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze