Niemal dwukrotnie, co rok, rośnie liczba wszczepień podskórnych urządzeń defibrylujących. To uznana i powszechna metoda zapobiegania nagłym zgonom sercowym – podkreśla dr hab. Maciej Kempa z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Od 2019 r. implantacja całkowicie podskórnego kardiowertera-defibrylatora (S-ICD) jest w pełni refundowana. Wycena zapewnia pokrycie poniesionych przez ośrodki kardiologiczne kosztów.
Wyniki terapii w polskich ośrodkach nie odbiegają od tych uzyskiwanych w innych krajach Europy. Niezbędna jest jednak właściwa kwalifikacja pacjentów do tego zabiegu - zaznacza dr hab. n. med. Maciej Kempa, kierownik Pracowni Elektrofizjologii i Elektroterapii Serca Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca GUM.
Dr Kempa, który jest także przewodniczącym Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, dodaje, że uznaną i powszechnie stosowaną metodą zapobiegania nagłym zgonom sercowym z powodu szczególnie groźnych komorowych zaburzeń rytmu jest wszczepienie kardiowertera-defibrylatora z przezżylnym systemem elektrod (T-ICD – transvenous implantable cardioverter-defibrillator).
U pewnej grupy pacjentów implantacja tego tradycyjnego układu jest ryzykowna lub wręcz niemożliwa. Powodem jest niedrożność żylna, infekcja lub wada układu sercowo-naczyniowego. Samo wszczepienie T-ICD też jest ryzykowne, gdyż niektóre jego elementy trzeba umieścić w sercu i naczyniach; ograniczona jest też trwałość używanych elektrod. Stąd też powstał pomysł opracowania podskórnego kardiowertera-defibrylatora (S-ICD – subcutaneous cardioverter-defibrillator).
Pierwsze implantacje S-ICD przeprowadzono około 20 lat temu. Według najnowszych zaleceń Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego z 2021 r., dotyczących leczenia niewydolności serca, zasadne jest zastosowanie podskórnego kardiowertera-defibrylatora zwłaszcza w przypadku utrudnionego dostępu naczyniowego lub w grupie pacjentów z powikłaniami (zwłaszcza infekcyjnymi) terapii prowadzonej przy pomocy tradycyjnych układów.
Autorzy „Opinii Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczącej zastosowania podskórnego kardiowertera-defibrylatora w prewencji nagłego zgonu sercowego w warunkach polskich” zalecają implantację S-ICD w przypadku wskazań do implantacji kardiowertera-defibrylatora i przy współistnieniu następujących stanów: niedrożności żylnej lub anomalii naczyniowych uniemożliwiających zastosowanie tradycyjnych układów, wysokiego ryzyka rozwoju powikłań infekcyjnych (dializoterapia, leczenie immunosupresyjne), wystąpienia powikłań elektroterapii w wywiadzie (uszkodzenia elektrod przezżylnych, stany po usunięciu układów tradycyjnych) oraz u młodych chorych z długim oczekiwanym okresem przeżycia.
„Można zatem z całkowitą pewnością stwierdzić, że omawiana technologia nie jest już postępowaniem eksperymentalnym czy przeznaczonym dla wąskiego grona chorych. Umieszczenie jej w wytycznych z tak wysoką klasą wskazań uzasadnia jej rutynowe stosowanie w określonych sytuacjach” – podkreśla dr hab. Maciej Kempa.
Reklama
Specjalista nadmienia, że niedawno opublikowano wyniki dwóch badań klinicznych porównujących skuteczność i bezpieczeństwo stosowania układów podskórnych i przezżylnych. Wykazano, że zarówno redukcja śmiertelności osiągnięta w obu grupach, jak i ryzyko wystąpienia powikłań, nie różniły się statystycznie znamiennie. W grupie S-ICD zdecydowanie rzadziej jednak rejestrowano powikłania związane z elektrodą.
Zabieg implantacji powinien być wykonywany w wysokospecjalistycznych centrach kardiologicznych. Obecnie liczba takich ośrodków w naszym kraju jest na tyle duża, że w pełni pokryte jest zapotrzebowanie na jego przeprowadzenie.
„Każdego roku liczba pacjentów leczonych z wykorzystaniem podskórnych systemów defibrylujących w naszym kraju niemal się podwaja. A wyniki rejestrowane w ośrodkach polskich nie odbiegają od uzyskiwanych w innych krajach Europy” – zapewnia specjalista.
Dr hab. Maciej Kempa dodaje, że wzbogacenie nadzoru nad pacjentami po implantacji urządzenia o możliwość telemonitoringu znacznie poprawiłoby bezpieczeństwo chorych i ułatwiło wczesne wykrywanie ewentualnych nieprawidłowości. Z tego względu wprowadzenie refundacji takiej formy opieki jest ciągle oczekiwane, zarówno przez środowisko lekarzy stosujących tę metodę terapii, jak i pacjentów.
Polecamy także:
Prof. P. Ponikowski: zapomnieliśmy, że zawał to śmiertelne zagrożenie
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze