Prawa kobiet rodzących w publicznych szpitalach w czasie pandemii nie są przestrzegane - wynika z sygnałów obywateli dla Rzecznika Praw Obywatelskich i raportu Fundacji „Rodzić po Ludzku. Rzecznik zwrócił się w tej sprawie do ministra zdrowia.
Jak wylicza RPO, kobiety rodzące siłami natury skarżyły się na znaczne ograniczenie możliwości obecności osoby towarzyszącej podczas porodu. Nadużywano też możliwości kończenia cesarskim cięciem porodów pacjentek zakażonych COVID-19 lub o to podejrzewanych. W wielu szpitalach wymusza się na rodzących noszenie maski w każdej z faz porodu. "Wciąż występuje też przemoc werbalna"- alarmuje RPO.
Marcin Wiącek postanowił więc przedstawić Ministrowi Zdrowia najważniejsze problemy prawne, zgłaszane przez pacjentki oraz podnoszone w raporcie Fundacji odnoszące się do opieki okołoporodowej podczas pandemii COVID-19.
Problemy z dostępem do opieki
RPO przypomina, że art. 68 Konstytucji mówi o obowiązku zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej wobec kobiet ciężarnych i dzieci. Z kolei rozporządzenie MZ z 16 sierpnia 2018 r. w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej mówi m.in. o respektowaniu prawa do świadomego udziału w podejmowaniu decyzji związanych z ciążą, porodem, połogiem oraz opieką nad noworodkiem.
Jednak w czasie pandemii pojawiły się problemy z ograniczaniem dostępu do świadczeń zdrowotnych dla kobiet w ciąży. Najpoważniejsze to: proponowanie teleporady zamiast wizyty w przychodni, odwoływanie części wizyt, utrudnienia kontaktów z przychodnią lub zapisania się do określonego lekarza, wydłużenie czasu oczekiwania na wizytę, zawieszenie działania oddziału położniczego.
Problematyczne okazało się również przyjmowanie do porodu pacjentek z podejrzeniem zakażenia lub potwierdzonym zakażeniem wirusem SARS-CoV-2. Odrębnym problemem było uzyskanie wsparcia od położnej POZ w trakcie ciąży lub już po urodzeniu dziecka.
Poród w szpitalu
Obawy RPO budzą także doświadczenia kobiet rodzących oraz personelu medycznego przedstawione w raporcie Fundacji, które znacząco odbiegały od standardów.
Kobiety rodzące siłami natury skarżyły się m.in., że w trakcie pandemii oraniczono możliwości towarzyszenia podczas porodu.
Inne problemy, to nie w pełni zapewiony dostęp kobiety w czasie fizjologicznego porodu do picia i jedzenia czy ograniczenia w zmianie pozycji podczas porodu.
Nadal problemem pozostaje też nacinanie krocza podczas porodu rutynowo, podczas gdy procedura ta powinna być wykonywana tylko w uzasadnionych medycznie przypadkach. Jak podaje RPO, wśród badanych w 2021 r. 50,6 proc. deklarowało, że miały nacinane krocze, a co dziesiąta kobieta nie była w ogóle pytana o zgodę.
Alarmujące - według RPO - jest też to, że nadal dużo kobiet doświadcza przemocy werbalnej podczas pobytu w szpitalu.
Poród z osobą towarzyszącą
Problemy związane z porodami rodzinnymi i udziałem w porodzie osób towarzyszących był już sygnalizowany w licznych wystąpieniach RPO do MZ. Jednak nadal pojawia się w skargach od pacjentek.
Zastrzeżenia wciąż wzbudza procedura polegająca na tym, że porody mogą odbywać się z obecnością osoby bliskiej, pod warunkiem, że ma aktualny wynik testu PCR w kierunku COVID -19 (wykonany maksymalnie 72h przed porodem). Koszt takiego testu to 350-600 zł.
Konieczność zakrywania nosa i ust maseczką
Rzecznik wskazuje też na problemy dotyczące zakrywania maseczką ust i nosa. Obecne regulacje pozostawiają pole do interpretacji i niektóre placówki wymagały od pacjentek podczas porodu, aby miały maseczkę.
Rozporządzenie Rady Ministrów nakazuje zakrywanie, przy pomocy maseczki, ust i nosa m.in. w miejscach publicznych, w tym w budynkach opieki zdrowotnej. Zdaniem Fundacji sala porodowa nie jest jednak miejscem ogólnodostępnym. Wobec tego kobieta rodząca w I, II lub III okresie porodu nie jest zobligowana do zasłaniania nosa ani ust.
"Niestety, mimo że o braku obowiązku noszenia maski w trakcie porodu zostali przez Ministerstwo Zdrowia poinformowani wszyscy ordynatorzy oddziałów ginekologiczno-położniczych, wciąż wiele z nich wymuszało, i wciąż wymusza, na rodzących noszenie maski w każdej z faz porodu" - alarmuje RPO.
Cesarskie cięcie ze względów epidemicznych
Jak podaje RPO, w poszczególnych szpitalach wykształciły się różne praktyki dotyczące sposobu zakończenia ciąży, w tym w wielu sytuacjach – uznanie zakażenia bądź podejrzenia zakażenia wirusem SARS-CoV-2 za wskazanie do przeprowadzenia cesarskiego cięcia.
Dopiero 15 lipca 2020 r. wydano zalecenia dotyczące metody ukończenia ciąży i porodu u pacjentek z rozpoznaniem/ podejrzeniem COVID-19. Zgodnie z nimi dopuszcza się też prowadzenie porodu drogami natury – w zależności od aktualnej sytuacji położniczej, z uwzględnieniem lokalnych warunków organizacyjnych, związanych ze stanem epidemii.
Jednak jak wskazuje RPO, "zdarzało się że w szpitalu przekształconym w szpital zakaźny nie było wyodrębnionej sali porodowej, a były szpitale, w których wszystkie porody pacjentek zakażonych lub podejrzanych o zakażenie COVID-19 kończyły się cesarskim cięciem".
Kontakt „skóra do skóry” oraz kangurowanie
Z przekazanych Rzecznikowi informacji oraz skarg obywatelskich wynika, że pandemia w większości placówek uniemożliwiła kangurowanie przez ojców lub inne osoby bliskie dzieci urodzonych przez cesarskie cięcie.
RPO zwraca też uwagę na problem separowania dzieci od matek w szpitalach położniczych, m.in. ograniczeń w kontakcie „skóra do skóry”, czy pierwszym przystawieniu dziecka do piersi.
Z raportu Fundacji wynika, że mimo jasnych zaleceń pojawiały się przypadki izolacji dzieci od matek w szpitalu wbrew ich woli, jak i informacje o pozbawianiu matek możliwości wypisania dziecka „na żądanie” do domu, w którym przebywają osoby objęte kwarantanną lub izolacją. W skrajnych przypadkach nie respektowano również pełnomocnictw do odbioru dziecka przez dalszych krewnych.
Odwiedziny oraz pobyt rodziców dzieci hospitalizowanych w szpitalu
Problemy pojawiały się też w kwestii odwiedzin. Główny Inspektor Sanitarny 1 marca 2020 r. wydał wytyczne ograniczające możliwość wizyt osób trzecich w szpitalach, nie wprowadzając żadnych wyjątków. Wpłynęło to bezpośrednio na prawo do obecności osoby bliskiej i do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej. W wielu przypadkach - jak wskazuje RPO - dyrektorzy szpitali podejmowali decyzje o całkowitym zakazie odwiedzin i opieki nad hospitalizowanymi dziećmi przez rodziców.
"Dochodziło do sytuacji, gdy jeden z rodziców otrzymywał informację, że w przypadku chęci ,,wymiany” rodzica opiekującego się dzieckiem, występuje konieczność posiadania przez tego rodzica (pomimo zaszczepienia) negatywnego wyniku testu przeciw COVID-19, który ma być zrobiony poza szpitalem" - podkreśla Rzecznik.
Opieka nad kobietami w sytuacjach szczególnych
Kolejny problem, który pojawił się w pandemii to brak wytycznych związanych z postępowaniem personelu medycznego w sytuacjach takich, jak rozpoznanie podczas ciąży ciężkiej choroby lub wady dziecka, poronienie, urodzenie dziecka martwego lub chorego.
Skardi do RPO uwidoczniły problem utrudnionego dostępu do karty martwego urodzenia w sytuacji, gdy pochówku dokonał szpital oraz płeć dziecka nie jest znana. A kiedy rodzice życzą sobie wystawienia takiego dokumentu, to badanie płci muszą wykonać na własny koszt.
Rzecznik zwrócił się więc do ministra zdrowia o stanowisko we wszystkich tych kwestiach.
Źródło: RPO
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!