Reklama

Borelioza: niewystarczający system diagnostyki i leczenia

Polityka Zdrowotna
04/06/2021 16:07

Jak zawsze wraz z sezonem letnim powraca problem kleszczy i chorób, które mogą przenosić. Jedną z nich jest borelioza. Rocznie w Polsce stwierdza się ponad 20 tys. przypadków boreliozy. Jednak często choroba daje niejednoznaczne objawy, a system diagnostyki nie jest idealny, przez co wielu pacjentów dowiaduje się o chorobie z dużym opóźnieniem, często gdy borelioza jest już w fazie przewlekłej, a leczenie wówczas jest dużo trudniejsze. Wielu pacjentów diagnozuje się więc i leczy prywatnie.

Kleszcze są już aktywne, zatem wybierając się na spacer do lasu, parku czy na łąkę warto odpowiednio się ubrać, a po spacerze - dokładnie sprawdzić swoje ciało. Kleszcze stanowią duże zagrożenie, ponieważ mogą roznosić boreliozę czy kleszczowe zapalenie mózgu.

Najczęstszym objawem boreliozy jest rumień na skórze, który możemy zaobserwować po ok. 10-14 dniach od ukłucia. Występuję on jednak tylko u połowy chorych. Każde podejrzenie zakażenia i niepokojące objawy należy więc konsultować z lekarzem. Według Państwowego Zakładu Higieny, w 2019 r. stwierdzono w Polsce ok. 21 tys. przypadków boreliozy.

Reklama

Nieleczona borelioza może doprowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Tymczasem pacjenci zagrożeni zakażeniem napotykają m.in. na kolejki do specjalistów chorób zakaźnych.

Proces diagnostyki w kierunku boreliozy najczęściej rozpoczyna się u lekarza rodzinnego, który może zlecić jedno z badań (test ELISA), które tylko u ok. 50 proc. zakażonych potwierdzi chorobę. Pozytywny wynik jest podstawą do skierowania na drugi rodzaj testów (testu Western-Blot), bardziej czułych, jednak na nie skierować musi już specjalista chorób zakaźnych lub inny specjalista.

Reklama

Barierą do skutecznego wykrycia choroby jest więc nie tylko mało wiarygodny wynik pierwszego z badań, ale także kolejki do lekarzy specjalistów, w tym zakaźników sięgające od kilku miesięcy do nawet roku. Powodem jest niewielka liczba tych specjalistów oraz poradni leczenia chorób zakaźnych. Dodatkowo obecnie z powodu pandemii lekarze ci zajmują się głównie walką z koronawirusem.

Trudną drogę do wykrycia choroby i leczenia przeszedł jeden z pacjentów chorujących na boreliozę od kilku lat Marek Matyszczak z Katowic. Jak podkreśla na leczenie w ramach NFZ nie ma co liczyć, gdyż kolejki do specjalistów są bardzo długie, a większość badań i tak nie jest refundowana. Jak podkreśla badanie ELISA (zlecane na NZ) na obecność boreliozy jest mało wiarygodne, bo często pokazuje nieprawdziwy wynik i zamyka ścieżkę dalszej diagnostyki.

Reklama

Oprócz problemów wynikających z niedokładnej diagnostyki wskazuje też na barierę wynikającą w niskiej świadomości medyków nt. nieswoistych objawów boreliozy. Jak podkreśla, chory wpada w spiralę wizyt lekarskich, bo z bólami głowy trafia do neurologa, z szumami w uszach - do laryngolog, z bólami stawów - do reumatologa. - Mało jest lekarzy, którzy szukają wspólnego mianownika dla kilku różnych objawów - ocenia M. Matyszczak.

 

Diagnostyka często na własny koszt

Teoretycznie testy potwierdzające boreliozę mogą zostać zlecone przez lekarzy innych specjalności, lecz ścieżka diagnostyki z pominięciem poradni chorób zakaźnych jest trudna. Z powodu długich kolejek do specjalistów, pacjenci najczęściej decydują się więc pokryć koszty diagnostyki z własnej kieszeni.

Reklama

Do diagnozowania boreliozy stosuje się też testy PCR oraz Real-Time PCR. Badania te mają wyższą skuteczność ze względu na wyszukiwanie DNA bakterii, ale wykonuje się je tylko przy szczególnych objawach z wycinków skóry, płynu mózgowo-rdzeniowego lub stawowego. Te również więc pacjenci decydują się finansować sami.

Prof. Tomasz Wielkoszyński, lekarz, który od 2008 roku specjalizuje się w badaniach wykrywających boreliozę oraz inne choroby przenoszone przez kleszcze, podkreśla, że brakuje standaryzacji i do diagnostyki boreliozy stosowane są różnej jakości testy.

Reklama

- Powoduje to że jest wiele wyników fałszywie ujemnych, a choroba rozwija się dalej- dodaje.

Wskazuje ponadto, że po powinna być większość możliwość zlecania przez lekarzy rodzinnych testów Western-Blot, np. łącznie z ELISA, a także większa możliwość diagnostyki serologicznej.

 

Niejednoznaczne objawy

Żeby w ogóle wykonać diagnostykę w kierunku boreliozy musi pojawić się podejrzenie tej właśnie choroby. Niestety daje ona niejednoznaczne objawy, przez co często rozpoznawana jest z opóźnieniem. Rumień po ukąszeniu pojawia się tylko u połowy chorych. Część nie kojarzy też kontaktu z kleszczem, ponieważ mogą one być trudno wykrywalne, bo mają różną postać, np. na wczesnym etapie rozwoju (nimfy) kleszcze mają wielkość poniżej 1 mm oraz kolor skóry.

Reklama

Niemal zawsze objawy są niejednoznaczne i sugerują ryzyko wystąpienia całego szeregu różniących się pomiędzy sobą schorzeń, co również w istotny sposób utrudnia rozpoznawanie i leczenie boreliozy. Prowadzi to do tego, że niekiedy chory przez wiele tygodni krąży między różnymi specjalistami i leczony jest w niewłaściwy sposób tak, jak gdyby zmagał się z zupełnie inną chorobą. Nieleczona borelioza przechodzi zaś z etapu infekcji zlokalizowanej, przez etap infekcji rozproszonej do etapu przewlekłego.

 

Reklama

Leczenie antybiotykami

Borelioza jest spowodowana infekcją bakteryjną, we wczesnym stadium można ją wyleczyć antybiotykami. W przypadkach przewlekłych objawów skutki choroby mogą utrzymywać się dłużej po zakończeniu terapii antybiotykiem. Takie osoby wymagają leczenia wspomagającego lub nawet rehabilitacji.

Według NIZP-PZH Leczenie wczesnej fazy polega na zastosowaniu antybiotyków doustnych (np. doksycylina, amoksycylina czy aksetyl cefuroksymu), a skuteczne leczenie trwa 10 – 21 dni. Z kolei - przy leczeniu postaci stawowej - jak podaje PZH - leczenie może trwać do 30 dni.

Reklama

Według Amerykańskiego Towarzystwa Chorób Zakaźnych (Infectious Diseases Society of America – IDSA) istnieje zespół poboreliozowy (ang. post Lyme syndrome), czyli zespół objawów charakterystycznych dla boreliozy, które pomimo leczenia nadal się utrzymują. Według IDSA boreliozę należy leczyć antybiotykami przez 3–4 tygodnie. Takie stanowisko popiera też polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych (PTEiLCZ). Z kolei wszelkie objawy, które pomimo leczenia nie ustąpiły, traktowane są często jako zespół poboreliozowy.

Odmienne zdanie ma Międzynarodowe Towarzystwo ds. Boreliozy i Chorób z Nią Powiązanych (International Lyme and Associated Disease Society – ILADS). To, co specjaliści z IDSA nazywają zespołem poboreliozowym, według lekarzy z ILADS jest aktywną boreliozą, którą nadal należy leczyć.

Reklama

Według M. Matyszczaka "nie bierze się pod uwagę boreliozy przewlekłej i stosuje się takie same zasady leczenia, jak dla wczesnej czyli trzy tygodnie leczenia jednym antybiotykiem". - Na temat leczenia boreliozy przewlekłej wiedzę ma może 20 lekarzy w Polsce. Chodzi o agresywną antybiotykoterapię, czyli koktajl antybiotykowy stosowany nawet przez kilka lat - dodaje.

Niestety pacjenci, którzy decydują się na takie leczenie wizyty i leki finansują z własnej kieszeni. Taka intensywna antybiotykoterapia wiąże się również z dodatkową suplementacją, odpowiednią dietą i często powtarzanymi badaniami diagnostycznymi, czego koszty w całości również ponoszą sami pacjenci.

Reklama

Najlepiej więc - jak w przypadku każdej choroby - stosować profilaktykę, czyli działania, które uchronić nas mogą przed ukąszeniem kleszcza i ewentualnym zakażeniem boreliozą.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości