Endometrioza to choroba przewlekła dotykająca nawet 10 procent populacji kobiet w wieku rozrodczym na całym świecie. Istotą problemu jest obecność tkanek endometrium (błony śluzowej macicy) poza jamą macicy, co powoduje powstawanie ognisk endometrialnych, reakcje zapalne oraz reakcje o charakterze autoimmunizacyjnym. Chorobie towarzyszą zazwyczaj bóle o różnym stopniu nasilenia m.in. w miednicy mniejszej. To właśnie ból bywa często najgorszym „towarzyszem” chorych kobiet ograniczając ich aktywność i stanowiąc przyczynę zaburzeń o charakterze depresyjnym. Trudno o lepszy dowód na to, że endometrioza jest poważnym problemem klinicznym oraz społecznym. Właśnie o tym rozmawiamy w politykazdrowotna.com z doktor Izabelą Jagas, lekarką, specjalistką z zakresu psychiatrii, psychoterapeutką.
Anna Ginał: O życiu z bólem i słowach „taka twoja uroda” można przeczytać w setkach relacji kobiet zmagających się z endometriozą.
Dr Izabela Jagas, psychiatra: Temat życia z bólem przewlekłym czy nawracającym np. w ciężkiej postaci endometriozy, dotyka bardzo ludzkiego poczucia bezradności. Dokładniej – uczuć rozpaczy, frustracji, złości, zazdrości. Fora internetowe stały się miejscami bezpiecznego i szybkiego wyrażania tych trudnych uczuć, często anonimowo. Taka droga może dać poczucie ulgi, mniejszej samotności i bezradności, jednak efekt jest zazwyczaj powierzchowny i krótkotrwały.
Czy jest inny sposób zaopiekowania się sobą, ową bezradnością, złością? Czy jest inne lepsze miejsce dla siebie z tymi uczuciami?
Rozdzielmy temat bólu i wtórnych do niego trudnych uczuć. Ból dla absolutnej większości osób jest niedyskutowany i dopiero, kiedy ustępuje, ukazuje się pole uczuć niejako delikatniejszych. W naturze człowieka, jego psychice, rządzi prawo dokańczania spraw („domykania figur”). Oznacza ono konieczność przejścia cyklu doświadczenia, aby odzyskać poczucie spokoju, satysfakcji, ulgi. Wtedy można przejść do kolejnego doświadczenia. Ten model można zrozumieć na przykładzie: przeżywany ból jest w tym podejściu figurą, czuję ból, przeżywam go, nie mogę od niego uciec, dokładnie go rejestruję, mobilizuję energię do sięgnięcia po pomoc, aby ustąpił, a kiedy ustępuje – figura zostaje domknięta.
Czytając historie pacjentek ze zdiagnozowaną endometriozą, trafiam często na obrazy wyczerpania chorobą, frustracji.
Dużo trudniej jest przejść cykl bólu psychicznego związanego z bezradnością, złością, smutkiem. Kolejne etapy tego cyklu doświadczenia wymagają „pracy”, którą już podprogowo odrzucamy, ponieważ nasz umysł jest zainteresowany osiągnięciem stanu ulgi. Umysł „nie widzi” sensu w przyglądaniu się uczuciom trudnym tzw. negatywnym, w docieraniu do nich, ich poczuciu, nazywaniu, poddaniu się im (przepuszczaniu przez ciało). Takie procesowanie ma swój czas trwania, dzięki wewnętrznej uważności i obecności, figura ma warunki się dopełnić i zamknąć. Umysł nie chce tego wszystkiego obserwować, nie chce temu towarzyszyć. W cierpieniu przekierowuje nas najchętniej na ścieżkę jego wyrażenia według zasady: im szybciej, więcej, mocniej - tym lepiej. W tym kontekście fora społecznościowe zapraszają do wyłożenia nagromadzonego cierpienia, w sumie - odreagowania. Można więc powiedzieć, że mamy dwie ścieżki podejścia i działania w swoim cierpieniu: „do wewnątrz” lub „na zewnątrz”. Wielkim dobrodziejstwem psychoterapii jest nauka powracania do czucia siebie, do doceniania wglądów, do zaufania, do cierpliwości.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze