Elektroniczne wybory z rekordową frekwencją, plan pełnej informatyzacji izby, ale też ostry sprzeciw wobec zmian w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. W rozmowie PolitykaZdrowotna.com z Arturem Drobniakiem, prezesem Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, pytamy o bezpieczeństwo medyków, dezinformację medyczną, „lex szarlatan” oraz relacje z Ministerstwem Zdrowia. – „O wielu decyzjach dowiadujemy się z mediów” – mówi wprost.
Artur Drobniak: To rzeczywiście moment przełomowy – zarówno organizacyjnie, jak i symbolicznie. Jako pierwszy samorząd zawodu zaufania publicznego przeprowadziliśmy wybory w pełni elektroniczne, z wykorzystaniem profilu zaufanego. To nie była tylko zmiana techniczna, ale cywilizacyjny krok naprzód.
Efekt? Najwyższa frekwencja w historii. Na okręgowy zjazd lekarski w Warszawie wybrano 274 delegatów – wcześniej było to około 200 osób. To pokazuje, że lekarze chcą uczestniczyć w życiu samorządu, ale potrzebują do tego wygodnych, nowoczesnych narzędzi.
Dla mnie to także sygnał, że środowisko oczekuje większego wpływu na decyzje, które bezpośrednio dotyczą naszej pracy, warunków wykonywania zawodu i bezpieczeństwa.
AD: Od początku mojej kadencji powtarzam: izba ma być jak najbliżej lekarza – nie tylko w sensie administracyjnym, ale realnego wsparcia zawodowego i środowiskowego.
Znacząco rozwinęliśmy działalność integracyjną – liczba uczestników wydarzeń wzrosła z około 1500 do 4 tysięcy osób. To pokazuje, że lekarze potrzebują wspólnoty, wymiany doświadczeń, rozmowy poza codzienną presją systemu.
Trzykrotnie zwiększyliśmy także udział w szkoleniach z zakresu kształcenia podyplomowego. Nasza oferta edukacyjna stała się bardziej praktyczna, dopasowana do realnych potrzeb lekarzy i lekarzy dentystów.
Znacząco poprawiliśmy komunikację z członkami samorządu, czy to w formie tradycyjnej – nowy magazyn Puls czy elektronicznej.
Ale równolegle widzimy, że dziś jednym z najważniejszych tematów jest bezpieczeństwo – zarówno fizyczne, jak i prawne.
AD: Ostatni rok przyniósł wydarzenia, które wstrząsnęły całym środowiskiem. Mówimy o śmierci lekarza w miejscu pracy, o brutalnych atakach na lekarki i pielęgniarki. To sytuacje, które jeszcze kilka lat temu wydawały się niewyobrażalne.
Musimy jasno powiedzieć: każdy pracownik medyczny ma prawo wrócić z pracy do domu bezpiecznie. Agresja – słowna czy fizyczna – nie może być traktowana jako „element ryzyka zawodowego”.
Dlatego będziemy kontynuować kampanię „zero tolerancji dla agresji”. Chcemy zwiększać świadomość społeczną, ale też współpracować z organami ścigania i decydentami, by reakcje na przemoc były szybkie i stanowcze.
Bezpieczeństwo lekarzy to nie jest kwestia komfortu, to warunek sprawnego funkcjonowania systemu ochrony zdrowia.
AD: Największym problemem jest brak transparentności. Projektu nikt poza Ministerstwem Zdrowia nie widział. Opieramy się na przeciekach medialnych, co samo w sobie jest sytuacją niepokojącą.
Z informacji, które do nas docierają, wynika, że proponowane zmiany mogą być dla lekarzy niekorzystne. Przykład? Staż podyplomowy. Oczywiście jesteśmy otwarci na jego modernizację, dostosowanie do realiów współczesnej medycyny, być może pewne skrócenie. Ale radykalne ograniczenie bez analizy skutków może odbić się na jakości kształcenia.
Druga kwestia to system rekrutacji na specjalizacje. Przez lata budowaliśmy model transparentny – oparty na punktacji, jasnych kryteriach, listach rankingowych. Jeżeli wrócimy do większej uznaniowości, do silniejszej roli kierowników klinik czy dyrektorów szpitali, pojawia się ryzyko braku przejrzystości.
A transparentność w dostępie do specjalizacji to fundament zaufania młodych lekarzy do systemu.
AD: Tak, i to budzi poważne wątpliwości. Jeśli lekarz zostanie administracyjnie przypisany do jednego ośrodka bez realnej możliwości zmiany, nawet w sytuacji konfliktu czy niewłaściwego traktowania, tworzymy bardzo niebezpieczny mechanizm.
Młody lekarz powinien mieć możliwość rozwoju w miejscu, które daje mu odpowiednie warunki szkoleniowe i atmosferę pracy. System nie może prowadzić do uprzedmiotowienia lekarzy ani uzależniania ich kariery od jednostkowych decyzji przełożonych.
AD: Działamy w tym obszarze od lat, ale nasze możliwości są ograniczone obowiązującymi przepisami. Współpracujemy z Rzecznikiem Praw Pacjenta i Ministerstwem Sprawiedliwości, jednak bez zmian legislacyjnych trudno mówić o skutecznej walce z pseudomedycyną.
Dlatego potrzebna jest ustawa określana roboczo jako „lex szarlatan”. Mam nadzieję, że w tej kadencji uda się ją przyjąć. Chodzi o realną odpowiedzialność za świadome wprowadzanie pacjentów w błąd i zarabianie na ich strachu czy desperacji.
Jeśli w szarlatanerię angażują się lekarze, reagują nasze organy odpowiedzialności zawodowej. Ale potrzebujemy silniejszych narzędzi państwa, by skutecznie chronić pacjentów przed niebezpiecznymi praktykami osób nie będących lekarzami lub karania lekarzy nie tylko wyrokami sądu zawodowego.
AD: To sytuacja, z którą wcześniej się nie spotkałem. Wiele kluczowych decyzji zapada bez realnych konsultacji ze środowiskiem. O istotnych zmianach dowiadujemy się z mediów. Dodajmy, że konsultacje nie polegają na przedstawieniu informacji o przyjętym założeniu, które jest niemodyfikowalne.
Ustawa o zawodzie lekarza w sposób bezpośredni dotyczy naszego samorządu, a mimo to nie została nam przedstawiona do konsultacji. To budzi poważny niepokój.
Mam wrażenie, że coraz częściej stosowana jest polityka faktów dokonanych – decyzja zapada, a potem środowisko ma się do niej dostosować. Taki model dialogu jest trudny i rodzi napięcia.
My jesteśmy gotowi do merytorycznej rozmowy, ale potrzebujemy partnerskiego traktowania.
AD: Jesteśmy wymagającym partnerem dla Ministerstwa Zdrowia – i być może dlatego dialog bywa trudny. Ale naszym obowiązkiem jest stać na straży transparentności, jakości kształcenia i bezpieczeństwa pracy.
Nie chodzi o interes korporacyjny. Chodzi o jakość w systemie ochrony zdrowia. Bo silny, niezależny i dobrze funkcjonujący samorząd lekarski to też gwarancja bezpieczeństwa pacjentów.
AD: Chcę, aby izba była w pełni zinformatyzowana. Lekarz powinien móc załatwić wszystkie sprawy – od zapisów na szkolenia po kwestie związane z prawem wykonywania zawodu – całkowicie zdalnie, szybko i bez zbędnej biurokracji.
Rozwijamy również budżet partycypacyjny „Izba Lokalnie”. To konkretne wsparcie dla środowisk w mniejszych ośrodkach – doposażenie sal szkoleniowych, finansowanie certyfikowanych kursów, inicjatywy integracyjne.
Samorządność musi być odczuwalna nie tylko w Warszawie, ale w każdym miejscu, gdzie pracują lekarze. Chcę, by izba była realnym zapleczem organizacyjnym, edukacyjnym i prawnym dla całego środowiska.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze