W Polsce otyłość dotyczy około 9 milionów osób, co oznacza, że dotyka ona co czwartego Polaka. Choć nie da się już udawać, że jej nie ma, bo problem po prostu widać, to wciąż brakuje świadomości, że jest to choroba, a nie jedynie kwestia estetyczna.
Otyłość jest chorobą, która wiąże się z ryzykiem ponad 200 powikłań, w tym cukrzycy typu 2, nadciśnieniem, chorobami sercowo-naczyniowymi.
- 9 mln Polaków cierpi na chorobę otyłościową. Dwie trzecie z nas ma nadwagę lub otyłość. Choroba utrudnia funkcjonowanie i daje dużo powikłań. W 2019 roku w Polsce było 60 tysięcy zgonów z powodu choroby otyłościowej. To czwarte miejsce wśród wszystkich zgonów w Polsce – wylicza Maciej Nowicki, Lead Governmental Afairs w Ely Lilly. - Koszty całkowite, uwzględniające nadwagę i otyłość dla gospodarki w 2019 roku zostały oszacowane na 15 mld dolarów. W 2060 młodzi ludzie, którzy dziś chorują na otyłość będą nadal chorzy i te koszty wzrosną sześciokrotnie – dodaje ekspert.
Reklama
Dla systemu opieki zdrowotnej w Polsce jest bardzo dużym obciążeniem finansowym – NFZ przeznacza na jej leczenie około 36 miliardów złotych rocznie. Ciężar tej choroby czują też pacjenci – niezrozumiani, napiętnowani, zawstydzani i wyszydzani. Żyjący bez diagnozy, a więc bez możliwości leczenia. Zmienić to ma kampania społeczna „Zdrowie zaczyna się od zrozumienia. Zrozumieć otyłość”, której celem jest edukacja, że otyłość nie jest kwestią tylko stylu życia, ale groźną chorobą.
- Pacjenci żyją z przekonaniem, że otyłość jest ich winą. Wyniki badań naukowych wyraźnie wskazują, że rozwój choroby otyłościowej nie jest winą chorego – stanowczo podkreśla prof. Mariusz Wyleżoł, chirurg bariatra z II Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Onkologicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownik Warszawskiego Centrum Kompleksowego Leczenia Otyłości i Chirurgii Bariatrycznej w Szpitalu Czerniakowskim w Warszawie, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.
Prof. Wyleżoł, często przyznaje się do zmiany postrzegania otyłości. Podkreśla, że jako młody lekarz nie uważał jej za chorobę, jednak badania naukowe, które pokazują mechanizm powstawania otyłości przekonują, że nie jest to defekt kosmetyczny, a tym bardziej wina chorego, lecz choroba taka jak inne i należy ją leczyć.
- Od lat wiemy, że to nie jest wina chorego. Ci, którzy śledzą wyniki badań naukowych wiedzą, że to biologiczna choroba. Teraz 99% chorych jest poza szansami na leczenie, a tylko 1% może się leczyć. O tej chorobie nadal nie mówimy na studiach medycznych, dlatego będziemy proponować KRAUM (Konferencja Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych – przyp. red.), żeby taki przedmiot wszedł do programu – zapowiada prof. Mariusz Wyleżoł.
Reklama
- Chorzy, którzy do mnie przychodzą już wiedzą, że są chorzy, ale nie wiedzą, na co. Przychodzi pacjent obciążony winą, że jadł za dużo, że się zaniedbał, że nie biegał, nie ruszał się, czyli to była jego wina w jego rozumieniu. To jest choroba niezrozumiana i przez pacjenta i przez lekarza. – mówi prof. Lucyna Ostrowska, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości. - Utrwaliło się przekonanie, że otyłość bierze się z dobrobytu, przejedzenia i nieruszania. A tu nie ma dobrej czy złej woli chorego. Wynika z zaburzenia homeostazy metabolicznej i może się przydarzyć każdemu.
Panuje powszechne przekonanie, że nadmiaru kilogramów można się pozbyć – chudnąc. Wystarczy przestrzegać diety, więcej się ruszać, mniej jeść, zrezygnować z pewnych produktów, np. cukru, a zwiększyć ilość innych składników pożywienia, np. warzyw. Jednak prof. Lucyna Ostrowska tłumaczy, że to tak nie działa.
- Otyłość to choroba przewlekła, charakteryzująca się ogromną nawrotowością. Ma 200 powikłań wynikających z rozwijającej się insulinooporności. Wśród chorujących na otyłość ponad 89% rozwinie nadciśnienie tętnicze. Kolejne zaburzenia wynikają z zaburzenia gospodarki węglowodanowej. Rozwinie się stan przedcukrzycowy, a potem cukrzyca typu 2. Zaczną się choroby sercowo-naczyniowe, dołączą choroby żylne. Osoby z otyłością siedmiokrotnie częściej mają zawał. U pacjenta z otyłością ryzyko wystąpienia którejś z chorób nowotworowych jest o 40 % większe. – wymienia prof. Lucyna Ostrowska.
To bardzo trudne zadanie, a systemowo niemal niemożliwe, jeśli chory nie jest skrajnie otyły. Tylko bowiem w przypadku, gdy jego BMI przekroczy 30, ma szansę na leczenie bariatryczne w jednym z 40 ośrodków w Polsce. Jeśli nie kwalifikuje się do operacji, bo jego BMI jest niższe niż 30, musi sobie radzić sam (jeśli ma świadomość choroby i wspólnie z lekarzem POZ lub innym specjalistą podejmie leczenie) i sam finansować terapię (leki wspomagające redukcję masy ciała w leczeniu otyłości są pełnopłatne).
- Chorzy nie leczą się, bo dotychczas nie mieliśmy innej metody niż operacja. Przerzucano więc winę na pacjenta, żeby się wziął za siebie. Teraz mamy farmakoterapię, która wspiera redukcję masy ciała. Dodatkowo wiedza wśród lekarzy wzrasta i powoli przebija się do chorych – mówi prof. Mariusz Wyleżoł.
- Apelujemy o wczesne wykrywanie tej choroby, by nie rozwinęły się powikłania – apeluje prof. Paweł Bogdański, kierownik Katedry Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych oraz Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. - Każdy pacjent musi uzyskać kompleksową strategię leczenia tej choroby. Ważne, by osoby z chorobą otyłościową miały dostęp do najnowszych badań, pozwalających na ustalenie najwłaściwszej ścieżki leczenia – apeluje ekspert.
Jakie zmiany systemowe są konieczne, by chorzy mieli dostęp do specjalisty i leczenia? Prof. Wyleżoł wskazuje na brak wsparcia systemowego w leczeniu choroby, która tam mocno obciąża budżet państwa, a wciąż wydaje się niezauważona. Brakuje ośrodków, zajmujących się leczeniem otyłości i zespołów terapeutycznych, które zajmowałyby się pacjentami kompleksowo.
- Teraz leczeniem chorych na otyłość zajmują się pasjonaci. Dziś chory nie ma możliwości leczenia się systemowo – mówi prof. Wyleżoł, apelując o reaktywację programu KOS BMI30+. - Musimy edukować lekarzy, by umieli rozpoznać chorobę, ale musimy mieć też narzędzia. Ja mogę zaproponować operację choremu, ale jeśli to nie jest konieczne, mogę mu zaproponować leczenie farmakologiczne, którego nie dostrzega system. Leki nie są refundowane – dodaje Wyleżoł.
Reklama
Eksperci podkreślają, że choć ważenie i mierzenie pacjentów z otyłością wydaje się prostym narzędziem diagnostycznym, nawet takie działanie budzi opór lekarzy POZ. Skarżą się na brak czasu na wykonanie takiego pomiaru, zwłaszcza w sezonie infekcji. Sprzeciwiają się zatem pomysłowi, by lekarze rodzinni jako lekarze pierwszego kontaktu przy pierwszej wizycie w danym roku ważyli i mierzyli pacjentów, by określić ich BMI i jeśli jest ono za wysokie, wdrażać odpowiednie postępowanie.
- Liczyliśmy, że to będzie, ale się to nie dzieje. – mówi prof. Ostrowska, wskazując, że jak nie ma diagnozy, to nie ma leczenia. Zauważyła jeszcze jeden problem z terapią otyłości. - Lekarze rodzinni nie wiedzą do kogo mają odesłać pacjenta z otyłością. Chcemy taką ścieżkę ustalić. Proponujemy, by powstały centra leczenia otyłości, oparte o centra leczenia chorób metabolicznych – wyjaśnia prof. Ostrowska.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Otyłość to nie tylko problem estetyczny, ale przede wszystkim zdrowotny, który może wpływać na kondycję fizyczną i samopoczucie, ale na szczęście są takie miejsca jak Baria3, gdzie pacjenci mogą liczyć na wsparcie doświadczonych specjalistów, którzy pomogą im osiągnąć zdrową wagę i poprawić jakość życia.
Otyłość to nie tylko problem estetyczny, ale przede wszystkim zdrowotny, który może wpływać na kondycję fizyczną i samopoczucie, ale na szczęście są takie miejsca jak Baria3, gdzie pacjenci mogą liczyć na wsparcie doświadczonych specjalistów, którzy pomogą im osiągnąć zdrową wagę i poprawić jakość życia.