Reklama

Fundacja Dr Clown - wolontariusze pomagają chorym dzieciom

Polityka Zdrowotna
21/04/2023 17:59

Ok. 250 przeszkolonych wolontariuszy Fundacji Dr Clown odwiedza regularnie z “terapią śmiechem” ponad 40 000 podopiecznych przebywających w szpitalach i różnego rodzaju ośrodkach w 100 miastach.

            Gdzieś na pediatrii zaginęła żyrafa Pelagia. Szukamy jej wszędzie: pod łóżkami małych pacjentów, pod szafkami, czerwonymi fotelami, a nawet za stojakami na kroplówki. Nie ma! Koniec świata! Co to będzie? Przecież siedzi u nas, już od pół godziny. Możecie ją odebrać z pokoju lekarskiego – zapewnia pani doktor.

Dorośli czytelnicy zapewne nie wiedzą, o co chodzi. Standard. Grunt, że dzieci śmieją się w najlepsze. Tak właśnie współdziałają z personelem medycznym wolontariusze Fundacji Dr Clown.

Reklama

 

            Szukamy w szpitalu nieoczywistych aspektów rzeczywistości, czegoś, co można wykorzystać do rozweselenia dzieci np. rękawiczki czy innego przedmiotu. Już Patch Adams, postać prawdziwa, lekarz, który zasłynął z niekonwencjonalnego podejścia do najmłodszych pacjentów, dostrzegł, że przygnębienie, czasem nuda, oczekiwanie na badania i wyniki to nie jest klimat sprzyjający procesowi zdrowienia – wyjaśnia dr Karina Wojtusiak z Fundacji Dr Clown.

 

Charakterystyczne kolorowe noski Doktorów Clownów w połączeniu z całą gamą zabawnych akcesoriów pozwalają na tworzenie wciągających i rozweselających programów artystycznych, które łączymy z elementami jogi śmiechu i arteterapii. To wszystko sprawia, że mali pacjenci choć na chwilę zapominają o szarej rzeczywistości szpitala i cierpieniach spowodowanych chorobą – dodają przedstawiciele organizacji, która już od ponad dwudziestu lata działa w placówkach medycznych całego kraju. Aktualnie ok. 250 przeszkolonych wolontariuszy odwiedza regularnie z “terapią śmiechem” ponad 40 000 podopiecznych przebywających w szpitalach i różnego rodzaju ośrodkach w 100 miastach.

Reklama

 

            Wyraz zdziwienia na twarzach rodziców i dzieci przebywających w szpitalach towarzyszy nam dość często, zaskakują ich nasze akcje, jest to coś co przerywa pewien schemat – dodaje dr Wojtusiak. Jak zaznacza, coraz częściej spotyka się z otwartą postawą i pozytywnym przyjęciem ze strony personelu medycznego. To w myśl zasady, że jeśli jest coś, co może pomóc to po prostu wykorzystujemy to, a uśmiech sprzyja rekonwalescencji – podsumowuje przedstawicielka fundacji.

 

            Jedna nasza wizyta w szpitalu to tak naprawdę kilkanaście, czasem kilkadziesiąt spotkań. Mnóstwo emocji, wzruszeń i wspomnień. Pamiętam nastolatkę, którą udało mi się zaskoczyć sztuczką - elementem naszego programu. Już opuszczaliśmy salę, a ona nadal pytała: jak to się stało, jak to zrobiliście? To była satysfakcja, że mogłam ją czymś zainteresować, zaprosić do wspólnej zabawy – opowiada Karina Wojtusiak. Warto jednak zawsze zwracać uwagę, co dzieje się w konkretnej szpitalnej sali. Najczęściej trudne emocje, strach, nerwy widać po rodzicach. Dzieci bardziej jakby odbijają jak w lustrze te rodzicielskie niepokoje. Ja mam tak, że po pracy zajmuję się wolontariatem, jak wracam do domu zmęczona, ale naładowana pozytywną energią to moja rodzina na tym zyskuje, a moja córka ma mamę przede wszystkim uśmiechniętą - dodaje K. Wojtusiak.

Reklama

Rozmawiała" Anna Ginał

 

 

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości