Placówki medyczne, gabinety lekarskie, zwłaszcza zajmujące się medycynę estetyczną, usilnie określają się mianem „klinik”. Wprowadzają tym samym pacjentów-klientów w błąd, gdyż zgodnie z polskim prawem, tym terminem powinny posługiwać się tylko szpitale należące do uczelni medycznych.
Na ulicach dużych miast, jak grzyby po deszczu, wyrastają kliniki laryngologiczne, okulistyczne czy stomatologiczne. Nie mówiąc już o klinikach medycyny estetycznej, choć z tego zakresu nie ma nawet specjalizacji lekarskiej w Polsce. Tymczasem słowo „klinika” kojarzy się z fachowością i specjalizacją a także prestiżem. Stąd właściciele lecznic tak chętnie po nie sięgają.
Więcej prestiżu
Fakt, że gabinety lekarskie czy podmioty lecznicze określają same siebie klinikami, o niczym nie świadczy. W zasadzie nie mają nawet do tego prawa. Nazwa „klinika” zastrzeżona jest bowiem dla wybranych placówek medycznych. Są to szpitale i oddziały należące do uniwersytetów medycznych, które poza leczeniem zajmują się również kształceniem przyszłych kadr medycznych. Mogą to być także placówki, mające podpisaną umowę z uczelnią medyczną na udostępnienie swoich jednostek organizacyjnych dla celów kształcenia studentów. Tak stanowi art. 89 ust. 6 ustawy o działalności leczniczej.
Pomimo tego, właściciele powstających placówek medycznych próbują usilnie zarejestrować je pod nazwą „klinika” w rejestrze wojewody. Ten bowiem prowadzi w regionie rejestr placówek medycznych.
- Ostatnio zgłosiła się do mnie dwójka klientów, którzy postanowili zarejestrować swoje podmioty lecznicze. Dotychczas każdy z nich działał w ramach indywidualnej praktyki zawodowej. Wraz z rozwojem biznesu, przyszedł czas na przekształcenie praktyki zawodowej w podmiot leczniczy. I tutaj zaczęły się schody… Okazało się bowiem, że rozpatrując wnioski o wpis do rejestru wojewodowie (sprawy działy się w rożnych województwach) uznali nazwy placówek medycznych za niezgodne z prawem. Znajdowały się w nich bowiem określenia „klinika” oraz „clinic”- opowiada Bartłomiej Achler, adwokat i specjalista ds. prawa medycznego.
Reklama
Wojewoda odrzuca wnioski
Pierwszy z klientów, jaki trafił do mec. Achlera miał już wyrobioną markę w swojej okolicy. Uznał więc, że będzie kontynuował prowadzenie działalności pod tą samą nazwą. Problem w tym, że w nazwie tej użyte było słowo „klinika”. I to stało się przyczyną zwrotu wniosku przez wojewodę. Drugi z klientów również otrzymał zwrot wniosku na podstawie art. 89 ust. 6 ustawy. Tyle tylko, że on nie wykorzystał w nazwie swojego podmiotu leczniczego słowa „klinika” lecz „clinic”.Według mecenasa Achlera fonetycznie oba zwroty są bardzo zbliżone, jednak zapożyczone z języka angielskiego słowo „clinic” ma zupełnie inne znaczenie niż „klinika” w rozumieniu art. 89 ustawy o działalności leczniczej.
- Zwrot „clinic” jest w gruncie rzeczy synonimem pojęcia placówki medycznej, czy też raczej zakładu leczniczego, w którym udzielane są świadczenia zdrowotne- podsumowuje mec. Achler
Wojewodowie zwracając wnioski o rejestrację podmiotu leczniczego czy gabinetu lekarskiego pod nazwą „klinika” czy „clinic”, dają jednocześnie sygnał, że posługiwanie się tymi terminami w przestrzeni publicznej jest bezprawne.
- Nam się to nie podoba. To jest pojęcie zastrzeżone dla szpitali specjalistycznych. Izby lekarskie prowadzą rejestry indywidualnych praktyk lekarskich i my nie pozwalaliśmy lekarzom rejestrować swoich gabinetów pod nazwą „klinika”. Mało tego, alarmowaliśmy wielokrotnie wojewodów, że podmioty figurujące w ich rejestrze łamią prawom, ale nie było reakcji. Nikt się tym w urzędach nie przejmuje, tak samo jak zakazaną reklamą, którą stosują czasem lekarze - mówi Jerzy Friedigier, dyrektor szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie i były wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Reklama
Nie ma konsekwencji
Nazywanie podmiotu leczniczego czy gabinetu lekarskiego terminem „klinika” może wręcz być wprowadzeniem pacjentów w błąd. Klinika” brzmi ładnie, profesjonalnie, sugeruje wysoką jakość usług.
- To zakrawa o nieuczciwą reklamę i podnoszę to czasem w procesach o odszkodowania za błędy medyczne. Używanie nazwy „klinika” wbrew prawu narusza też ustawę o prawach pacjenta. Zgodnie z nią pacjent powinien być informowany, jaki jest rzeczywiście rodzaj i zakres świadczeń udzielanych w danej placówce medycznej - wskazuje Jarosław Witkowski, radca prawny.
Reklama
Szkopuł w tym, że słabością ustawy o działalności leczniczej jest to, że nie przewiduje żadnych sankcji za używanie nazwy „klinika”. Kliniki medyczne to niejedyny problem. Nawet kosmetyczki swoich firm nie nazywają już gabinetem czy salonem, ale kliniką: paznokci, włosów czy piękna. Rejestru tych salonów wojewoda już nie prowadzi.
Polecamy także:
Walka ze szpitalem powoduje traumę u pacjentów
Nachalne reklamy zachęcają do leczenia
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze