Pielęgniarki w Polsce od lat balansują między heroiczną odpowiedzialnością a systemem, który nie zapewnia im bezpieczeństwa, wsparcia ani realnej wizji przyszłości. Właśnie dlatego redakcja Politykazdrowotna.com poprosiła Krystynę Ptok – przewodniczącą Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych – o rozmowę o zapaści kadrowej, brakach systemowych i absurdach, które mają zastąpić realne rozwiązania. To wywiad o zawodzie, który stoi na krawędzi, i o kobietach, które codziennie ratują ten system przed ostatecznym krachem.
Pielęgniarki są dziś jedną z najbardziej obciążonych i jednocześnie najbardziej ignorowanych grup zawodowych w polskim systemie ochrony zdrowia. Mówi się o nich, że są „kręgosłupem systemu”, ale za tymi słowami nie idą ani warunki pracy, ani bezpieczeństwo, ani minimalne normy, które w wielu miejscach pozostają martwym zapisem.
W raporcie Związku – wprost zderzonym z danymi ministerstwa – widać, że liczby i narracje rządzących nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością oddziałów, SOR-ów i psychiatrii. Krystyna Ptok – pielęgniarka, przewodnicząca OZZPiP, wiceprzewodnicząca Forum Związków Zawodowych – jedną z najbardziej wyrazistych, konsekwentnych i merytorycznych liderek zawodów medycznych w Polsce, w rozmowie z Politykazdrowotna.com bez upiększeń mówi, w jakim miejscu naprawdę są dziś pielęgniarki.
Krystyna Ptok: Po pierwsze zwróćmy uwagę na metodologię przygotowania raportów. Mapa potrzeb zdrowotnych powstała w oparciu o dane zbierane na niestandaryzowanym formularzu. Nasza analiza danych pochodzi z oficjalnych źródeł: Ministerstwa Zdrowia, NFZ, NIPIP czy danych OECD, Eurostatu. Już w trakcie posiedzenia parlamentarnego zespołu do spraw pielęgniarek i położnych, którego przewodniczącą jest pani posłanka Joanna Wicha konfrontowaliśmy te różnice. Co ciekawe po tym spotkaniu, na którym przedstawiliśmy raport przygotowany na zlecenie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przez niezależnych ekspertów, część wykorzystanych danych zniknęła ze strony MZ.
Konkluzja posiedzenia była taka, że Związek i Ministerstwo Zdrowia powinny skonfrontować swoje dane i spotkać się, aby dojść do wspólnego stanowiska. Chcieliśmy wskazać obszary, w których się zgadzamy, oraz te, gdzie pojawiają się rozbieżności, i wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Przypomnę, że w pewnym momencie pani minister Leszczyna przyznała, że nie wie, jakie jest rzeczywiste zapotrzebowanie Ministerstwa Zdrowia na pielęgniarki w systemie, co wydaje się zaskakujące, bo jako organizator systemu powinna mieć tę wiedzę.
ReklamaPo spotkaniu mieliśmy rozmowy z panem dyrektorem Klenckim, odpowiedzialnym za kadry w Ministerstwie Zdrowia. Otrzymaliśmy prośbę o wyjaśnienie pewnych wątpliwości, co uczyniliśmy. Następnie Ministerstwo zadało kolejne pytanie, na które odpowiedzieliśmy do końca września. Od tego czasu – czyli od dwóch miesięcy – nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Zamierzamy teraz ponownie skontaktować się z Ministerstwem, bo ruch powinien teraz nastąpić po ich stronie, aby uzgodnić oba modele przedstawione przez Związek i przez Ministerstwo Zdrowia i zakończyć proces konfrontacji danych.
K.P.: Pierwsze miesiące pracy w systemie w polskim wydaniu to prawdziwie twarde lądowanie. W innych krajach proces adaptacji w zawodzie jest dużo lepiej przygotowany. Bierzmy przykład z nich i szkolmy mentorów. W ramach Krajowego Planu Odbudowy powstał program mentoringu dla pielęgniarek, ale trzeba podkreślić, że mentorzy nie byli do tego w pełni przygotowani. To wymaga specjalnych szkoleń – osoba, która zostaje mentorem zawodowym, powinna wiedzieć, na co zwracać uwagę i jakie umiejętności miękkie rozwijać u młodych pracowników.
ReklamaW praktyce jednak program został przygotowany w taki sposób, że tylko 70 szpitali w Polsce złożyło wnioski o udział. To bardzo mało, biorąc pod uwagę skalę problemu. Jednym z kluczowych elementów jest też poprawa warunków pracy. W sytuacji dużych braków kadrowych nowa pielęgniarka często trafia do szpitala bez odpowiedniego wsparcia. Ukończyła studia i jest teoretycznie przygotowana do wykonywania zawodu, ale pielęgniarstwo to zawód mistrza i czeladnika. W idealnej sytuacji powinna mieć opiekuna-mentora, który pokaże jej specyfikę pracy oraz praktyczną stronę zawodu, a także wesprze w sytuacjach kryzysowych, nauczy radzić sobie z presją czasu i stresem. Niestety zdarzają się przypadki, np. na SOR, gdzie młoda pielęgniarka trafia na pierwszą linię „ognia" i po dwóch dniach rezygnuje, mówiąc, że się boi konsekwencji prawnych swoich błędów i nie chce tak pracować, bo nie jest do tego przygotowana. Takie sytuacje pokazują, że w praktyce nadal tylko łatamy braki kadrowe, zamiast skutecznie je niwelować.
K.P.: To kwestia wielowątkowa. Częściowo wynika to z ignorowania specyfiki opieki psychiatrycznej. Obecnie zaczęliśmy głośniej mówić o problemach w psychiatrii, a protesty osób pracujących w tym obszarze pokazują skalę trudności w opiece nad chorymi.
ReklamaNajtrudniejsza sytuacja dotyczy oddziałów psychiatrycznych dla dzieci. W 2018 roku, w porozumieniu z ministrem Szumowskim, ustalono gwarancję odpowiednich obsad w tych oddziałach. Przygotowane było rozporządzenie dotyczące norm zatrudnienia, które jednak nigdy nie zostało wdrożone. Później rozpoczęto pilotaż centrów zdrowia psychicznego, ale obecnie nie ma żadnych konkretnych regulacji określających minimalne obsady w oddziałach psychiatrycznych, co jest niezwykle istotne ze względu na ich specyfikę.
K.P.: Odnieśliśmy się do stanowisk marszałków województw. Dawno nie czytałam nic równie bezmyślnego jak propozycja zastępowania jednej pielęgniarki dwoma opiekunami medycznymi czy dwoma ratownikami medycznymi. To stwarza realne zagrożenia, ponieważ pielęgniarki, ratownicy i opiekunowie medyczni przechodzą różne ścieżki edukacyjne i nie mogą się nawzajem zastępować w takim zakresie. Mają inne kompetencje.
ReklamaOczywiście można wspierać pracę oddziału dodatkowymi opiekunami medycznymi, ale ratownik medyczny ma zupełnie inne zadania – jest przygotowany do ratowania życia w sytuacjach nagłych, a nie do pielęgnowania pacjentów w oddziale. Próby zastąpienia pielęgniarki ratownikami medycznymi są więc złym rozwiązaniem i świadczą o braku wiedzy osób składających takie propozycje.
My, jako Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, wraz z Naczelną Radą Pielęgniarek i Położnych, Polskim Towarzystwem Położnych oraz Polskim Towarzystwem Pielęgniarskim, stanowczo sprzeciwiamy się tej inicjatywie województw.
ReklamaTrzeba podkreślić, że normy zatrudnienia pielęgniarek mówiąc wprost nie są przestrzegane i nikt ich obecnie nie kontroluje. Nie monitoruje tego ani Narodowy Fundusz Zdrowia, ani Ministerstwo Zdrowia. Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę, która … wykazała dramatyczną sytuację w zakresie zapewnienia właściwych norm. Niestety, nikt nie weryfikuje przestrzegania tych przepisów a PIP w swoich protokołach pokontrolnych nawet usprawiedliwia pracodawców, pracodawcy chcą zatrudnić osoby ale pielęgniarki nie odpowiadają na oferty pracy.
My natomiast zgłaszałyśmy sprawy do Rzecznika Praw Pacjenta, wskazując szpitale z niedoborami kadrowymi pielęgniarek i położnych, wskazywaliśmy gdzie konkretnie zdarzają się sytuacje, że pojedyncza pielęgniarka dyżuruje przy bardzo dużej grupie pacjentów.
Reklama
K.P.: W takich warunkach „wymienialność pokoleniowa", o której mówi Ministerstwo Zdrowia, po prostu nie istnieje. Ministerstwo w swoich danych dotyczących mapy potrzeb zdrowotnych zakłada, że 100% absolwentów pielęgniarstwa trafia do systemu ochrony zdrowia. Tymczasem w rzeczywistości do pracy w zawodzie podejmuje się tylko około 64% absolwentów. Już na tym etapie mamy ogromną lukę, o której w ministerialnych wyliczeniach się nie mówi. Zresztą dopiero zachęciliśmy do podejmowania studiów, ale za chwilę MZ skutecznie do tego zniechęci: trudne warunki pracy nie będą już odpowiednio wynagradzane.
Dodatkowo młodzi ludzie niechętnie wybierają zawody opiekuńcze, takie jak pielęgniarka, farmaceuta czy psycholog. To zawody wymagające, obciążone zmianami, stresem i odpowiedzialnością – w dużej mierze pracą zmianową, która zaburza rytm biologiczny. Dlatego nie widzimy możliwości szybkiego zasypania tej dziury pokoleniowej.
ReklamaDo tego dochodzą czynniki demograficzne – Polska jest jednym z najstarszych społeczeństw w Europie i jednocześnie wyludnia się. Migracje młodych do większych miast i za granicę sprawiają, że w przyszłości potrzeba będzie coraz więcej pielęgniarek, a system nie ma na to przygotowania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze