Mięso jest drogie, nieekologiczne i… niemodne. Już co dziesiąty z nas jest wegetarianinem, a sześć procent Polaków przeszło na weganizm i nie jedzą produktów mających zwierzęce pochodzenie. Jak wynika z raportu Świat Młodych 6 szczególnie młodzi ludzie w wieku 16-29 lat wybierają dietę dobrą dla zdrowia i planety. Czy to właśnie droga przyszłości?
Moda czy konieczność?
Dieta wegańska jest coraz popularniejsza i coraz więcej pojawia się badań na jej temat. Lekarze i dietetycy doceniają jej wpływ na zdrowie, ale jednocześnie ostrzegają, że powinna być dopasowana do stanu zdrowia i potrzeb danej osoby, a kluczowe jest w niej zbilansowanie.
- Tak, zbilansowanie to słowo klucz – mówi Monika Stromkie-Złomaniec, dietetyczka z warszawskiej poradni dietetycznej Z kaloriami na pieńku. - Dla dietetyka sprawa jest prosta, dla Kowalskiego nie jest to takie oczywiste. Dlatego widzę pewne niebezpieczeństwo zalecania każdemu diety wegańskiej, bez uprzedniego wytłumaczenia, na czym powinna polegać - dodaje dietetyczka.
Eliminując odzwierzęce źródła białka musimy znaleźć ich zastępniki, bez tego ani rusz. Dlatego osoba decydująca się na weganizm musi polubić szeroką gamę nasion roślin strączkowych czy tofu, bez tego diety nie da się prawidłowo zbilansować. Sięganie wyłącznie po zastępniki nabiału, bazujące często na oleju kokosowym, będącym źródłem tłuszczy nasyconych czy żywności wysokoprzetworzonej z oznaczeniem wege, wcale nie przybliży nas do zdrowia - mówi Stromkie-Złomaniec.
Komu służy jedzenie roślin?
- Weganizm, ale również w formie łagodniejszej, czyli ograniczenie produktów odzwierzęcych, będzie służył osobom zagrożonym chorobą układu krążenia – wyjaśnia Stromkie-Złomaniec. – Mamy doniesienia o tym, że rezygnacja z mięsa, szczególnie z mięsa czerwonego i przetworzonego wpływa na poprawę parametrów lipidowych, czyli obniżenie ogólnego cholesterolu i frakcji LDL Poza tym, jeśli ktoś rezygnuje z przetworów mięsnych takich jak kiełbasy, parówki czy pasztety, dostarcza tym samym z dietą mniej soli, co pozytywnie wpływa na ciśnienie tętnicze krwi. Ograniczenie mięsa w diecie poleciłabym osobom zagrożonym cukrzycą typu 2 czy chorobami nowotworowymi. Jedna z metaanaliz (wzięto pod uwagę 7 badań klinicznych) wykazała, że wegetarianie mają o 18% niższe ryzyko wystąpienia nowotworów (ogółem) w porównaniu do osób będących na diecie tradycyjnej. To sporo – dodaje specjalistka.
Dietetyczka wyjaśnia, że jeśli ktoś nie może, nie chce lub nie potrafi ograniczyć mięsa, powinien jeść więcej warzyw. Powinny one zajmować połowę talerza. Są składnikiem, który może znacząco poprawić wartość odżywczą całego posiłki.
- Osoby jedzące więcej warzyw, nasion roślin strączkowych czy innych produktów bogatych w błonnik mają większą różnorodność bakterii z rodzaju Bifidobacterium i Lactobacillus. – przekonuje Stromkie-Złomaniec. – Nasz mikrobiom jelitowy uwielbia błonnik, którego na próżno szukać w kotlecie, parówce czy kabanosie. Po co nam ten mikrobiom? Ciężko opisać jak duże znaczenie ma dla naszego zdrowia, ale w skrócie, bakterie jelitowe produkują dla nas niektóre witaminy, aminokwasy, neurotransmitery (np. serotoninę) czy krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Wszystko to bierze udział w kształtowaniu naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Na ten moment już wiemy, że „zestaw” bakterii jaki mamy w jelitach wpływa na naszą odporność, samopoczucie czy skórę. Nie możemy tego lekceważyć – wyjaśnia specjalistka.
Wege nie od razu dla każdego
Dieta roślinna z zasady jest dobra, ale niestety są wyjątki. Schody zaczynają się na etapie trawienia. Rośliny nie mogą tak jak zwierzęta gryźć czy uciekać, by się bronić. Wykształciły więc „broń chemiczną” – substancje, mające zniechęcać do ich zjadania. Te związki neutralizuje wątroba, trzustka produkuje niezbędne enzymy trawienne, a bakterie jelitowe pomagają strawić błonnik. Jeśli komuś te narządy niedomagają albo ma zaburzoną florę bakteryjną (na przykład przez antybiotyki lub nadmiar cukru w diecie), może odczuwać dolegliwości po jedzeniu niektórych roślin, zwłaszcza strączkowych. Bób, fasola, groch, soczewica i ciecierzyca są bogatym źródłem białka, jednak trudniej przyswajalnego niż mięso. Komórki roślinne różnią się od zwierzęcych tym, że są dodatkowo otoczone ścianą komórkową zbudowaną z celulozy, z którą nasze enzymy nie zawsze sobie radzą.
- Dlatego, jeśli ktoś dopiero się przyzwyczaja do diety roślinnej, najlepiej nasiona roślin strączkowych wprowadzać stopniowo, ale regularnie. Trzeba przyzwyczaić nasz układ pokarmowy do nich trawienia. Dobrze zacząć od małych ziaren, czyli najpierw sięgnąć po soczewice niż ciecierzycę – radzi Monika Stromkie-Złomaniec. – Polecam je np. miksować, siekać, rozdrabniać i jeść początkowo małe porcje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze